• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

2 na 22

Środa, 16 lipca 2014 (19:50)

Starania polskich drużyn o awans do piłkarskiej Ligi Mistrzów przypominają drogę przez mękę. Z 22 prób tylko dwie (!) okazały się skuteczne.

Champions League to nie tylko wielki prestiż i sława, to także, a dla wielu przede wszystkim, ogromne pieniądze. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że występują w niej kluby z Czech, Izraela, Cypru, Rumunii czy Białorusi. Przyzwyczailiśmy się też niestety do tego, że brakuje w niej drużyny z Polski. Do fazy grupowej udało się dotrzeć tylko dwóm i to dawno, bardzo dawno temu. Tak dawno, że najmłodsi kibice mogą tego nawet nie pamiętać. W sezonie 1995/1996 Legia Warszawa w kwalifikacjach pokonała IFK Göteborg, wygrywając 1:0 i 2:1 w Szwecji. Podopieczni Pawła Janasa awansowali później aż do ćwiecfinału, gdzie przegrali z Panathinaikosem Ateny. Brzmi to niewiarygodnie, szczególnie dziś, ale byli wówczas w ósemce najlepszych drużyn Europy. W kolejnym sezonie w ich ślady poszedł Widzew. Łodzianie w niezwykle dramatycznym dwumeczu kwalifikacji okazali się lepsi od Broendby Kopenhaga. Na własnym boisku zwycięzyli 2:1, na wyjeździe przegrywali już 0:3, ale ostatecznie ulegli 2:3, gola na wagę awansu strzelając w 89. minucie gry. Potem nie przeszli fazy grupowej i na tym zakończyły się przygody polskich drużyn z najbardziej prestiżowymi klubowymi rozgrywkami świata. Mistrzowie naszego kraju później nigdy nie zdołali przejść kwalifikacji. Czasami odpadali błyskawicznie, czasami w decydującej rundzie, tracąc bramki w ostatnich fragmentach rewanżowych spotkań. Dwa razy takie dramaty przeżyła Wisła Kraków. Najpierw w sezonie 2005/2006 rywalizowała z Panathinaikosem. U siebie wygrała 3:1, a w Grecji po golu Radosława Sobolewskiego do 87. minuty przegrywała 1:2. W międzyczasie wyrównała nawet na 2:2, ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął sędzia, z sobie tylko wiadomych powodów nie uznając prawidłowo zdobytej bramki przez Marka Penksę. Gospodarze to wykorzystali, doprowadzili do dogrywki, w której zadali cios nokautujący. Wygrali 4:1. W 2011 roku „Biała Gwiazda” walczyła z Apoelem Nikozja. Na Reymonta wygrała 1:0, w rewanżu grała fatalnie i przegrywała 0:2, jednak w 71. minucie niespodziewanego gola zdobył Cezary Wilk i w tym momencie była w fazie grupowej. Trzy minuty przed końcem Brazylijczyk Ailton pozbawił jednak wiślaków złudzeń. Rok temu wydawało się, że musi udać się Legii. Grała ze Steauą Bukareszt. W Rumunii zremisowała 1:1, ale nie wykorzystała szansy. Po słabiutkim meczu na Łazienkowskiej ponownie podzieliła się z rywalami punktami, jednak wynik 2:2 to ich premiował.

Długo nasze drużyny nie miały szczęscia, bo trafiały na Barcelonę, Real Madryt, Manchester United czy Fiorentinę. Po reformie pucharów przeprowadzonej przez szefa UEFA Michela Platiniego wydawało się, że będzie łatwiej, bo na drodze polskich ekip przestały stawać potęgi z najmocniejszych lig europejskich. Niczego to jednak nie zmieniło. Czy teraz Legia przełamie wreszcie tę fatalną serię? Pierwsze odpowiedzi poznamy już wkrótce.

Piotr Skrobisz