Walka z wiatrakami
Czwartek, 30 sierpnia 2012 (06:04)Prawdziwa inwazja firm wiatrowych na Suwalszczyźnie. Inwestycji nie reguluje żadna ustawa. Stumetrowe niekiedy wiatraki wznoszone są zaledwie trzysta metrów, a nawet bliżej od domów mieszkalnych.
Tak bliska odległość wiatraka od domu, jak czytamy w jednym z opracowań Ministerstwa Zdrowia, może mieć negatywny wpływ na zdrowie. Do posła ziemi suwalskiej Jarosława Zielińskiego coraz więcej osób zgłasza przypadki naruszania i łamania prawa podczas procesu uzyskiwania pozwoleń do zakładania farm wiatrowych.
Firmy inwestujące w wiatraki, wiedząc, że coraz trudniej znaleźć właścicieli gruntów chcących mieć farmę wiatrową na swoim podwórku, szukają słabych punktów.
- Biznesmeni wiatrowi angażują miejscowych współpracowników, którzy znają tutejszych ludzi i wiedzą, kto najszybciej podpisze umowę na dzierżawę gruntu, czyli kto ma trudną sytuację finansową, nie mieszka na posiadanych gruntach - mówi Zieliński.
Docierają do niego również informacje z różnych gmin, że istnieje proceder "sponsoringu", a być może nawet korupcji w procesie wydawania pozwoleń na lokalizację farm wiatrakowych przez gminy.
- Zgłaszają się do mnie osoby, które podają informacje o przypadkach przyjmowania przez wójtów czy innych urzędników pieniędzy od inwestorów. Później te firmy domagają się wdzięczności w postaci uzyskania pozwolenia na lokalizacje elektrowni wiatrowych - wskazuje poseł, który zebrane dowody zamierza przekazać CBA.
Firmy wiatrowe wykorzystują coraz gorszą sytuację finansową rolników. Rolnicy szansę na poprawę swoich budżetów widzą właśnie w dochodzie oferowanym w zamian za ustawienie na ich gruncie wiatraka. Niektórzy dają się skusić, często podpisując umowy na dzierżawę gruntu pod wiatraki na 30 i więcej lat, nie mając świadomości, na co się właściwie zgodzili.
Dlatego - w ocenie Zielińskiego - tak ważna jest akcja upowszechniania wiedzy na temat skutków funkcjonowania elektrowni wiatrowych.
Na początku września z inicjatywy posła do Suwałk mają przyjechać specjaliści i znawcy tematyki. Farmy wiatraków rosną na Suwalszczyźnie w bardzo szybkim tempie. I sięgają coraz dalej, aż po Sejneńszczyznę i ziemię augustowską, znane z przepięknego krajobrazu, w który nie da się wkomponować stumetrowych wiatraków.
Prawie 50 ma stanąć na terenie gminy Przerośl. Plany wywołują protesty mieszkańców, którzy żądają przeprowadzenia referendum. Radni są podzieleni.
Zwolennicy stawiania wiatraków widzą w tym szansę na znaczne zwiększenie dochodów własnych gospodarstw i gminnego budżetu. Właściciel gruntu, na którym stanie wiatrak, dostaje około 5 proc. wartości sprzedanej energii elektrycznej, co może wynieść w skali roku nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Z kolei budżety gmin wzbogacą się o blisko 2 proc. kosztów tych inwestycji. Jednak wielu jest również przeciwników obecności na przepięknych ziemiach Suwalszczyzny psujących krajobraz wiatraków. Argumentują oni swoje stanowisko m.in. tym, iż pieniądze od właścicieli farmy wiatraków nie pokryją strat spowodowanych ucieczką turystów.
Brak zgody na forsowanie w gminie Przerośl planu budowy wiatraków był głównym powodem rezygnacji z mandatu radnego gminy Mirosława Pietkiewicza. Bliskość wiatraków od domów budzi niepokój gospodarzy. Zaledwie 400 metrów od zabudowań Tadeusza Pietrewicza ma wkrótce stanąć elektrownia.
- Wiem, że są badania naukowe potwierdzające szkodliwy wpływ takich elektrowni na ludzkie zdrowie. Dlatego obawiam się o zdrowie swoje i bliskich - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" gospodarz jednej z gmin Suwalszczyzny.
- Trudno mi jednak coś z tym zrobić, gdyż wiatrak ma stanąć na działce sąsiada, który zresztą jest radnym w gminie, więc ma większy wpływ na to, jaką decyzję podejmie nasz samorząd w sprawie budowy tu wiatraków - tłumaczy.
Są przypadki, że wiatraki buduje się na gruntach osób, które mieszkają w miastach, więc nie muszą obawiać się o swoje zdrowie.
W lutym powstała opinia podległego Ministerstwu Zdrowia Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego dotycząca wpływu wiatraków na ludzkie zdrowie. Ogólnie stwierdza się w niej, iż WHO uznała elektrownie wiatrowe za najbezpieczniejsze urządzenia wytwarzające prąd.
Dalej pada jednak stwierdzenie, że "największe wątpliwości budzą zagadnienia związane ze szkodliwym oddziaływaniem generowanego przez elektrownie wiatrowe hałasu, infradźwięków, promieniowania elektromagnetycznego oraz efektów dotyczących migotania cieni i refleksów światła".
Jeszcze dalej w opinii analizuje się te poszczególne skutki uboczne działania elektrowni wiatrowych. Taką opinię resort zdrowia przesłał starostwu powiatowemu w Pleszewie.
Adam Białous, Białystok