• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Mundial od A do Z

Poniedziałek, 14 lipca 2014 (19:15)

Mundial od A do Z, czyli nasze subiektywne podsumowanie tego, co działo się na piłkarskich mistrzostwach świata w Brazylii.

A – jak Argentyna. Marzyła o tytule, dotarła do finału, zajęła drugie miejsce. Długo nie zachwycała, raczej niczym specjalnym się nie wyróżniała, choć Lionel Messi pracował usilnie na to, by dorównać legendzie Diego Maradony. W najważniejszym meczu pokazała swoje prawdziwe (?) oblicze, jednak to nie wystarczyło.

B – jak Brazylia. Nigdy w historii gospodarz mistrzostw nie stracił 14 bramek. Nigdy nie przegrał 1:7. „Canarinhos” na swoich boiskach zapisali się w historii, ale niestety przede wszystkim negatywnie. Szkoda, bo kibicowała im spora część piłkarskiego świata, szczególnie tego nieobecnego na mundialu.

C – jak Cristiano Ronaldo. Był w Brazylii. Strzelił nawet gola. Ale czy ktoś w ogóle o tym pamięta?

D – jak Dracula. Złowrogi lord wampirów ma od kilku tygodni twarz Luisa Suareza, który w przypływie szaleństwa w meczu z Włochami ugryzł rywala. A że uczynił to po raz trzeci w karierze, został wysłany na przymusowe wakacje. Wróci do futbolu za kilka miesięcy, ale w tym czasie podpisał kontrakt z Barceloną, która zapłaciła za niego przeszło 80 milionów euro. W umowie ma wyszczególniony grubą czcionką warunek, że już gryźć nie może.

E – jak ekstrakasa. Przed meczem z Portugalią zażyczyli jej sobie reprezentanci Ghany. Prezydent tego kraju uległ i wysłał trzy miliony dolarów samolotem. Ktoś zrobił potem zdjęcie, jak John Boye całuje zwitek banknotów. I co? I we wspomnianym spotkaniu strzelił samobójczego gola. Kasa przepadła. O premie walczyli także Kameruńczycy i Nigeryjczycy. Nawet strajkowali albo odmawiali wyjścia na trening.

F – jak Fred. Symbol brazylijskiej klęski. Bardzo słaby napastnik, na którym skupiła się frustracja rodaków. Niesłusznie, niesprawiedliwie. Grał, jak umiał, a ktoś do tej gry go konsekwentnie posyłał.

G – jak Grecy. Niczym specjalnym nie zachwycili, ale po turnieju nie przyjęli premii. Poprosili, by pieniądze zostały przeznaczone na budowę centrum treningowego. Zasłużyli na szacunek.

H – jak Hiszpania. Broniła tytułu, zaczęła od gola w meczu z Holandią, ale zaraz potem straciła pięć. Gdy w kolejnym meczu uległa Chile, mogła pakować walizki. Jeszcze bardziej szokująca od wyników była bezradność piłkarzy Vicente del Bosque, którzy w krytycznych momentach nie wiedzieli, co robić i jak grać.

I – jak interwencja. Bramkarska. Byli bohaterami tego turnieju. Bronili w niesamowitych sytuacjach, wyłapywali kapitalne strzały, rzuty karne. Manuel Neuer, Tim Howard, Keylor Navas czy Tim Krul skupiali na sobie uwagę, byli wychwalani pod niebiosa, i nie tylko. Stadion w Perez Zeledon w Kostaryce, rodzinnym mieście Navasa, nosi od kilku dni jego imię.

J – jak James. James Rodriguez. Młody Kolumbijczyk z sześcioma golami na koncie został królem strzelców mistrzostw i ich największym odkryciem. Grał tak dobrze, że w kolejce po niego ustawili się najwięksi z Realem Madryt na czele, który prawdopodobnie go kupi.

K – jak Kostaryka. Największa sensacja mistrzostw. Wygrała z Urugwajem i Włochami, nie dała się Anglii, pokonała Grecję i dopiero po karnych odpadła z Holandią. Polubił ją cały świat. W jej barwach grał Junior Diaz, były zawodnik Wisły Kraków.

L – jak lament. Wiele było na tym turnieju łez. W pamięci został choćby widok Davida Villi, napastnika Hiszpanii, który po zejściu z boiska w meczu z Australią siadł na ławce rezerwowych i rozpłakał się jak dziecko. Był to jego ostatni występ w narodowych barwach, a trener del Bosque podobno nie miał o tym pojęcia. Potem przyznał, że gdyby wiedział, to zostawiłby zawodnika do ostatniej minuty. Za serce chwytał płacz Brazylijczyków, a raczej ich kibiców. Kiedy w półfinale Canarinhos tracili drugą, czwartą, siódmą bramkę, ich sympatycy wyglądali tak, jakby właśnie walił im się świat.

Ł – jak łomot. Obrońcy tytułu rozpoczęli mundial od porażki 1:5, gospodarz poległ w półfinale 1:7. Czegoś takiego mundial jeszcze nie widział.

M – jak Messi. Lionel został wybrany na najlepszego piłkarza mistrzostw. Wybór to nad wyraz kontrowersyjny. Gdy odbierał nagrodę, przyznał, że nie czuje żadnej satysfakcji, bo przegrał w finale.

N – jak Niemcy. Mistrzowie świata. Sześć zwycięstw i jeden remis. Osiemnaście strzelonych bramek i cztery stracone. Byli najlepsi.

O – jak ostatni. Ostatni mecz. Po mundialu reprezentacyjne kariery zakończy wielu piłkarzy, bez których długo nie wyobrażaliśmy sobie ich drużyn narodowych. Hiszpanie Xavi i wspomniany David Villa, być może Iker Casillas. Niemiec Miroslav Klose. Włoch Andrea Pirlo. Grek Giorgos Karagounis. A także Brazylijczyk Fred, choć w jego przypadku wyobraźnia działała w drugą stronę. Trudno było sobie wyobrażać Brazylię z nim, a była.

P – jak premia. Raz jeszcze o pieniądzach. Niemcy za tytuł dostali po 300 tysięcy euro na głowę. Tyle samo, ale w funtach, zarabia tygodniowo Wayne Rooney w Manchesterze United. Małą część tej sumy przeznaczył na relaksujące wakacje. Czasu miał pod dostatkiem, bo z mundialem pożegnał się po fazie grupowej.

R – jak Ronaldo. Brazylijczyk. Na turnieju rozegranym w ojczyźnie stracił tytuł najlepszego strzelca w historii mistrzostw świata. Odebrał mu go Niemiec Miroslav Klose, swojego 16. gola na mundialu zdobywając w półfinałowym starciu z... Brazylią. Musiało boleć podwójnie...

S – jak stadiony. Przed mundialem były koszmarem gospodarzy i symbolem opóźnień przy przygotowaniach do turnieju. Niektórzy spodziewali się katastrofy, jeśli nie budowlanej, to przynajmniej organizacyjnej. Tymczasem mistrzostwa przebiegły sprawnie. Brazylijczykom udało się uniknąć większych wpadek, na trybunach i poza nimi dało się odczuć atmosferę sportowego święta.

T – jak transfer. Luis Suarez już jest w Barcelonie. Chilijczyk Alexis Sanchez w Arsenalu Londyn. Na Wyspy, do Manchesteru United, może się przenieść jego rodak Arturo Vidal. James Rodriguez rozmawia z Realem Madryt. Szaleństwo dopiero się rozkręca...

U – jak uwagi. Do sędziów. Popełnili sporą ilość błędów, wypaczyli wyniki wielu meczów. Zbyt wielu. Technologia goal-line, którą FIFA tak się chwaliła, pomogła przy jednym golu, którego – gdyby nie ona – być może arbiter by nie uznał. Czas najwyższy wprowadzić powtórki wideo!

W – jak wyniki. Był to mundial sensacji. Nikt nie spodziewał się zwycięskiego marszu Kostaryki, nikt nie spodziewał się błyskawicznej klęski Hiszpanii, tak szybkiego pożegnania z mundialem Włoch i Anglii. Ale to faza grupowa, potem wygrywali już faworyci. Do półfinału dostała sie wielka czwórka: Argentyna, Brazylia, Holandia i Niemcy.

Z – jak zakończenie. Brazylijski mundial jest już historią. Zostawił po sobie piękne wspomnienia. Dla wielu był najlepszy w historii i chyba można się z tym zgodzić. Ilość zachwycających meczów była bowiem ogromna, poziom mógł zadowolić wybrednych, padło mnóstwo bramek, nie zabrakło niespodzianek i wielkich sensacji. Tego, co kibice kochają.

Piotr Skrobisz