• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Echo Merkel

Środa, 29 sierpnia 2012 (06:08)

Opozycja krytykuje szefa polskiej dyplomacji za występy na berlińskiej naradzie ambasadorów.

Kryzys strefy euro ma być "dobrym punktem wyjścia do dyskusji" o europejskiej konstytucji, zmianie traktatów i budowie ścisłej unii politycznej i fiskalnej. Taką deklarację w Berlinie złożył, już po raz drugi w ciągu ostatniego roku, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Polski szef MSZ był gościem honorowym konferencji ambasadorów w Berlinie. Sikorski zaapelował do Niemiec, by wzięły odpowiedzialność za cały kontynent europejski.

- Niemcy udowodniły, że są solidnym, pomocnym partnerem. Możecie na nas liczyć. Siedzimy w jednej łodzi i będziemy wiosłowali razem - deklarował.

Politycy opozycji recenzują kolejny występ szefa polskiego MSZ krytycznie.

- Jest to już pewna konsekwencja w linii politycznej, jaką w tej sprawie obrał rząd. Drugie wystąpienie jest rzeczywiście potwierdzeniem tego pierwszego. Kanclerz Merkel narzuca styl i temat debaty europejskiej. Minister Sikorski stoi u jej boku - komentuje Krzysztof Szczerski (PiS).

Ryszard Czarnecki przypomina przy tej okazji słowa prezydent Litwy Dalii Grybauskaite, która w kwietniu nie przyjęła zaproszenia na odbywające się w Warszawie spotkanie prezydentów krajów bałtyckich i Polski, otwarcie mówiąc, że w Polsce od pewnego czasu nie zapadają żadne istotne decyzje polityczne.

- Warszawa straciła przez to aurę miejsca, gdzie kreuje się politykę zagraniczną w regionie. Dzisiaj wystąpienie ministra Sikorskiego potwierdza wrażenie, że Warszawa jest polityczną kalką Berlina, stolicą kraju drugoligowego - podkreśla europoseł.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel już kilka razy apelowała o budowę silnej i federalnej Unii Europejskiej. Sikorski podpowiadał również, w jaki sposób ma się to dokonać, podkreślając, że kraje członkowskie powinny krok po kroku oddawać swoje kompetencje władzom zjednoczonej Europy. Głos szefa polskiej dyplomacji brzmiał jak echo jej apeli.

- Rozwiążmy kryzys po to, by powstał korzystny klimat i społeczne poparcie dla ściślejszej integracji - tłumaczył w rozmowie z PAP Sikorski. W czasie przemówienia tłumaczył, że elity muszą najpierw przekonać obywateli, iż potrafią rozwiązać ich aktualne problemy.

- Dokończmy najpierw unię fiskalno-polityczną i finansową, zanim podejmiemy kolejne polityczne kroki, które z pewnością nie będą łatwe. Druga porażka wyrządziłaby wielkie szkody europejskiej idei - podkreślił w przemówieniu.

- Jeżeli chcemy być silniejsi, musimy zreformować traktaty - dodał. Tak głębokie zmiany jak budowa UE na nowych zasadach i stworzenie europejskiej federacji przypominającej organizm państwowy nie może się odbyć bez zgody narodów i parlamentów. W ocenie szefa MSZ obywatele krajów unijnych są gotowi do zaakceptowania nowych traktatów, tylko - jak trzeźwo zauważył - konieczna jest gwarancja, że zaakceptują je także parlamenty.

- Dzisiaj takim elementem, który nie dopuści do zmiany traktatów, jest w Polsce Prawo i Sprawiedliwość - komentuje Szczerski, który od wielu miesięcy alarmuje opinię publiczną o groźbie ratyfikacji paktu fiskalnego niekonstytucyjną ścieżką pomijającą konieczność uzyskania zgody kwalifikowanej większości. A żeby to osiągnąć, koalicja musi szukać porozumienia z PiS.


Deklaracja współpracy

Wystąpienie Sikorskiego może być odczytywane jako oficjalna deklaracja polskiego rządu do współpracy przy budowie federalnego państwa europejskiego i jednocześnie jako czysto prywatna misja mająca na celu budowę osobistego wizerunku w Niemczech.

Co ciekawe, minister skrytykował tych niemieckich polityków, którzy zaskarżyli pakt fiskalny i Europejski Mechanizm Stabilizacyjny do Trybunału Konstytucyjnego. Orzeczenie w tej sprawie zapadnie 12 września.

- Gdyby Polacy skarżyli wszystkie decyzje w sprawie Europy do swojego Trybunału Konstytucyjnego, mielibyśmy zastój - ocenił Sikorski.

Zdaniem Szczerskiego, w interesie Niemiec jest po prostu izolowanie Wielkiej Brytanii i przymuszenie jej do ustępstw negocjacyjnych. Pakt fiskalny byłby częścią prawa europejskiego, gdyby nie Czesi, którzy dołączyli się do Wielkiej Brytanii. Podobnie było z traktatem lizbońskim, który przez jakiś czas blokowała m.in. Polska. Z drugiej strony rząd Donalda Tuska jest po prostu przekonany, że w najbliższej przyszłości nie poradzimy sobie bez wsparcia finansowego z zewnątrz.

- Nasze finanse publiczne i ich stan w sytuacji dezintegracji strefy euro mogą znaleźć się w dramatycznej sytuacji. Grozi nam scenariusz Grecji. Platforma nie wygra wyborów, jeśli nie zagwarantuje Niemcom kontynuacji linii politycznej - tłumaczy były wiceminister spraw zagranicznych. W Polsce kryzys jest nieuchronny.

- Chodzi o to, by doprowadzić ludzi do przekonania, że bez tej władzy kraj pogrąży się w kryzysie. W Grecji rządzi dzisiaj koalicja partii, które w ciągu ostatnich dwóch kadencji walnie przyczyniły się do uruchomienia mechanizmów kryzysowych. Fenomen polega na tym, że nawet w skrajnym kryzysie wybiera się partie, które do niego doprowadziły. Zagrożono Grecji odcięciem pieniędzy i to jest scenariusz Donalda Tuska, jeśli będzie chciał być samodzielny. Nie wygra on kolejnych wyborów bez Europy - podkreśla Szczerski.

Maciej Walaszczyk