Automatyczne wyłączenie ze wspólnoty katolickiej
Czwartek, 10 lipca 2014 (11:29)Wkrótce wybory samorządowe. Sondowanie warszawskich wyborców PO wykazało, że ci domagają się aborcji dla chorych dzieci i to oni w głównej mierze są wrogami prof. Bogdana Chazana. A ponieważ dla PO wygrana to ważna sprawa, a służenie partii jest ważniejsze od prawa Bożego, wzrastające słupki poparcia cenniejsze od życia ludzkiego, więc także odpowiednie decyzje polityczne musiały zapaść na szczycie zdeprawowanej władzy.
Presja wywierana na prezydenta Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, która jest bezpośrednim pracodawcą dyrektorów szpitali miejskich, była potężna. Przyznaję, łudziłem się, że dla Gronkiewicz-Waltz sprawa poddania się porządkowi Bożemu i naturalnemu będzie priorytetem, a odrzucenie zdehumanizowanego prawa do zabijania bezbronnych istot oczywistością. Stało się jednak inaczej.
Eksperci, doradcy, feministki, lewicowi publicyści i liberalni dziennikarze domagali się rzucenia prof. Chazana na pastwę i żer żarłocznym neopoganom. Prezydent miasta stołecznego uległa tej nagonce. Prawda została zabita, szlachetny człowiek poświęcony sprawie zwycięstwa Platformy Obywatelskiej w najbliższych wyborach samorządowych.
W ten sposób na krwi świętych młodzianków ekipa ta buduje swoje panowanie. Przypomnę, że premier Donald Tusk został mianowany Herodem roku 2013. Ten trend jego partia zachowuje od lat.
Sygnał, jaki rzekoma katoliczka Hanna Gronkiewicz-Waltz dała lekarzom, jest czytelny:
– Musicie zabijać chore dzieci, prawo stanowione jest ważniejsze od Bożego. Każdy z was, kto odmówi aborcji zgodnej z prawem, poniesie odpowiednie konsekwencje jak prof. Chazan. Musicie się poddać temu prawu, które stoi wyżej od waszego katolickiego sumienia. Wtedy będziecie bezpieczni.
Do tego chóru dołącza słynna marszałek Ewa Kopacz, „paprotka” premiera Tuska, podobnie zresztą jak pani Waltz. Ten pierwszy arbiter moralności i piewca sprawiedliwości także przemówił. W TVN stwierdziła: – Odłóżmy na bok sumienie. Jeśli sumienie nie pozwala mi służyć zgodnie z prawem, na rzecz dobra pacjenta, to wybieram inny zawód.
Dobro pacjenta rozumiane jest tu oczywiście jako „dobro” matki, a nie dziecka, chyba że pani Kopacz „dobrem” małego pacjenta nazywa pocięcie go na kawałki w łonie matki i wydłubanie narzędziami. Rzeczywiście, z takim sumieniem trudno jest żyć, o ile jeszcze ktoś ma sumienie, bo pani Kopacz od dawna pracuje nad jego odłożeniem na bok czy wręcz zakopaniem.
Przypomnę, że w 2008 roku ta sama osoba, podobnie jak Gronkiewicz-Waltz również mieniąca się katoliczką, doprowadziła do morderstwa niewinnego człowieka w łonie 14-letniej Agaty. Zgodnie z „prawem”. Też kierowała się „dobrem” pacjentki i także odłożyła sumienie na bok. Kto wie, czy sumienie do niej powróciło.
Wtedy też niestety nie uświadomiono opinii publicznej, że Ewa Kopacz została automatycznie wyłączona ze wspólnoty katolickiej.
Zachęcanie, umożliwianie, współuczestniczenie, namawianie do zabijania nienarodzonych wybrzmiewa dziś z wielu stron. O ile lewica niesie hasła zagłady na swoich sztandarach i publicznie je wykrzykuje, o tyle zakamuflowani wrogowie życia, ukryci wewnątrz naszej wspólnoty, przykładają ręce do tego krwawego procederu.
Dzisiaj jako katolicy potrzebujemy głośnego i odważnego głosu biskupów Świętego Kościoła katolickiego, którzy powiedzą wprost: – Ekskomunika dla wszystkich, którzy dopuścili się lub nakłaniają do procederu mordowania nienarodzonych i chorych dzieci.
Zgodnie z punktem 2272 Katechizmu Kościoła Katolickiego formalne współdziałanie w aborcji stanowi ciężką winę. Kościół nakłada kanoniczną karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu.
„Kto powoduje przerywanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”, „przez sam fakt popełnienia przestępstwa”, na warunkach przewidzianych przez prawo.
Kościół nie zamierza przez to ograniczać zakresu miłosierdzia. Ukazuje ciężar popełnionej zbrodni, szkodę nie do naprawienia wyrządzoną niewinnie zamordowanemu dziecku, jego rodzicom i całemu społeczeństwu.
Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz może i wierzy w jakiegoś boga, ale bardziej boi się ludzi niż swojej karykaturalnej fikcji tego bóstwa.
Profesor Chazan bardziej boi się Boga niż ludzi, bo wierzy, że On naprawdę jest i odpłaca za uczynki, toteż zdając sobie sprawę z następstw, jakie nadejdą po jego osobistej decyzji, by walczyć o życie chorego Jasia, wytrwał dzielnie na swoim odcinku. Wprawdzie stracił pracę, ale skarb w niebie zyskał. Co zyskała albo lepiej, co straciła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, przemilczę.
Dr Tomasz M. Korczyński