Musimy słuchać słów Jezusa i być solą ziemi
Środa, 9 lipca 2014 (21:50)W ostatnim tygodniu Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie przeprowadziło rozmowę z Yousifem Mirkisem, chaldejskim arcybiskupem Kirkuku. Jego Ekscelencja powiedział, że obawia się końca chrześcijaństwa w Iraku. Starożytna wspólnota jest w trakcie zdecydowanego zanikania, podobnie jak stało się to w Turcji, Arabii Saudyjskiej oraz w państwach Afryki Północnej. Nawet w Libanie chrześcijanie stanowią dzisiaj mniejszość. W sytuacji, gdy ostatni chrześcijanin zniknie z Iraku, nastąpi pełna destabilizacja, ucierpi na tym tak zwana ekologia społeczna. Każde społeczeństwo potrzebuje wszystkich swoich społecznych składników. W Iraku, zdaniem arcybiskupa, mamy do czynienia z powtórką z roku 1933 w Niemczech.
Widzi on wiele podobieństw z Europą w okresie międzywojennym. Podobnie jak Niemcy były niestabilne przed 1933 r. po swojej klęsce w czasie I wojny światowej, tak i świat arabski zaczął się dzielić. Rozpoczęło się to od 1967 roku. W tym czasie Arabowie przegrali wojnę sześciodniową z Izraelem. Efekty tego zdarzenia pozostały traumą do dzisiaj. Podobnie jak I wojna światowa spowodowała II wojnę światową, tak samo klęska z 1967 r. jest źródłem obecnego kryzysu. Niestety, najbardziej cierpią chrześcijanie. Nikt już nie pamięta,że ciężko pracowali i wnieśli swój wkład w rozwój tego regionu. Spoglądając na Liban czy Syrię, a także na Irak, ważne jest, aby mieć świadomość, że nie ma tu chrześcijańskich gett.
Chrześcijanie są obecni we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Mają najwyższy wskaźnik alfabetyzacji. Przed 2003 r. chrześcijanie stanowili tylko 3 proc. populacji Iraku, a jednocześnie prawie 40 proc. specjalistów w dziedzinie medycyny. Udział w zawodach inżynierskich chrześcijan był dokładnie taki sam.
– Myślę, że to dość imponujące fakty. Ponadto znaczna część intelektualistów, pisarzy i dziennikarzy to chrześcijanie. To byli wykształceni ludzie o orientacji zachodniej. Chrześcijanie byli motorem modernizacji Iraku – powiedział arcybiskup.
Przyczynami wkładu w życie całych narodów są czynniki historyczne. Kościół tradycyjnie utrzymuje wiele szkół i szpitali. Ponadto chrześcijanie byli zawsze otwarci, wielojęzyczni i prozachodni. Zawsze mieli wysoki poziom wykształcenia, ale wraz z emigracją wspólnota traci swój dynamizm. Exodus chrześcijan nabrał znacznego przyspieszenia w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Dziś nie jest łatwo być chrześcijaninem w Iraku. Jest ich może zaledwie 1 procent.
Według ordynariusza Kirkuku, historia Iraku toczy się cyklami.
– Co dziesięć lat doświadczamy nowych problemów, które zmuszają wierzących chrześcijan do wyjazdu z kraju. Urodziłem się w 1949 r., rok po tym, jak powstał Izrael. Jego powstanie wywołało zagrożenie na Bliskim Wschodzie. Potem został zamordowany iracki król. Chrześcijanom wiodło się dobrze pod rządami tego monarchy. Cieszyli się dużą wolnością. Następnie morderca króla, który został prezydentem kraju, sam został zabity. I jego mordercę spotkał ten sam los. Potem, w 1967 r. była wojna przeciwko Izraelowi, potem wojna irańsko-iracka i tak dalej. Nie wiem, czy już wymieniłem wszystko. Te wydarzenia generowały niestabilność i emigrację – powiedział arcybiskup.
Niewątpliwie dla chrześcijan pojawienie się Państwa Islamskiego w Iraku i w Lewancie (ISIS) jest śmiertelnym zagrożeniem. Jednak należy postrzegać to w szerszym kontekście. Antagonizm między Zachodem a światem islamu zastąpił konfrontację między Zachodem a Związkiem Radzieckim. To jest wojna między czymś nowoczesnym a czymś należącym do przeszłości. Na przykład salafici patrzą wstecz, nawet poprzez swoją nazwę, aż do siódmego wieku, do swoich przodków, których chcą naśladować, a zatem ukierunkowanie chrześcijan na Zachód jest także powodem, dla którego ekstremiści czują do nich taką nienawiść. Dżihadyści nienawidzą nie tylko chrześcijan, ale w ogóle wszystkich tych, którzy nie zgadzają się z ich światopoglądem.
Według Jego Ekscelencji, najlepszym antidotum na nienawiść jest prowadzenie dialogu i poszanowanie kultury. Czym bardziej rozwinięty kraj pod względem kultury, tym jest mniej podatny na fanatyzm. Arcybiskup pokłada nadzieję w młodym pokoleniu.
– Zawsze staram się je kształtować. Na przykład wydajemy nie tylko chrześcijański magazyn skierowany do osób dorosłych, ale również do dzieci. W nim mówimy o miłości Boga i bliźniego, o szacunku do innych. 15 procent moich czytelników to byli muzułmanie. Docenili to, co robimy. Irakijczycy nie są z natury fanatyczni. Podobnie jest w świecie islamu jako takim, muzułmanie dostali się niestety pod kontrolę fanatyków i teraz nie mogą się z tego uwolnić. Prowadzimy stały dialog z muzułmańską elitą. Za każdym razem, gdy spotykamy się na konferencjach, jesteśmy jak bracia, ale problemem jest to, że irackie elity same zostały zmarginalizowane. W ciągu ostatnich kilku lat doszło do pogromu intelektualistów. Na przykład od 2013 roku ponad 180 profesorów uniwersyteckich zostało zabitych. Duża część lekarzy specjalistów opuściło kraj. Tak więc nie tylko my, chrześcijanie, zostaliśmy osłabieni, ale taki sam los spotkał także muzułmańskie elity. I ma to katastrofalne skutki.
Pomimo wielkich zagrożeń i tragedii abp Yousif Mirkis ma wciąż jeszcze nadzieję, wierzy, że wszystko się odwróci ku dobremu.
– Ja sam nie wyjadę, ale co ja mam do powiedzenia młodym ludziom, którzy proszą mnie, abym podał im choć jeden powód, dla którego powinni zostać? W ciągu ostatnich dziesięciu lat straciliśmy biskupa i sześciu księży. Ponadto około tysiąca wiernych zginęło w atakach. Mogę zrozumieć, dlaczego wyjeżdżają. Nie każdy podziela moją wiarę i nadzieję na lepszą przyszłość Iraku. Musimy słuchać słów Jezusa i być solą ziemi. Na przykład diecezja Kirkuk przygotowuje obecnie akcję pomocy żywnościowej dla muzułmanów, którzy uciekli do Kirkuku z terenów zajmowanych przez ISIS. To nie jest działanie prozelityczne. Muzułmanie powinni wiedzieć, że ich chrześcijańscy bracia ich kochają. I wielu wiernych przekazuje swoje środki na to, mimo że sami muszą zaciskać pasa i oszczędzać. To jest nasza rola, aby pomagać innym, powiedział na koniec PKWP abp Yousif Mirkis.
Dr Tomasz M. Korczyński