• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Głoście Ewangelię Chrystusa

Wtorek, 8 lipca 2014 (18:35)

Homilia ks. bp. Bogdana Wojtusia z Gniezna wygłoszona 6 lipca br. podczas uroczystości odpustowych ku czci Matki Bożej Królowej Miłości i Pokoju Pani Kujaw w Markowicach

 

Księże Prałacie, Pasterzu tej wspólnoty parafialnej, drodzy Bracia w kapłaństwie koncelebrujący tę Przenajświętszą Mszę Świętą, Księża w konfesjonałach, Służbo Liturgiczna, czcigodne Siostry Zakonne, kochane Dzieci, umiłowani w Chrystusie Bracia i Siostry, drodzy Pielgrzymi.

Każdego roku od niepamiętnych czasów pielgrzymują tutaj wierni do Matki Bożej w Markowicach. Zmieniały się czasy, ustroje, ale wiara i pobożność maryjna mieszkańców Kujaw trwa. Po dziś dzień tutaj przybywamy jako pielgrzymi (bo też się zaliczam do pielgrzymów). Tutaj przez wiele lat jako biskup pielgrzymuję. Tu się też modliłem o zdrowie. Dobrze wie o tym ojciec Aleksander. Muszę powiedzieć, że tu zdrowie otrzymałem. Dziękuję dzisiaj za ten dar.

Przychodzimy tutaj z naszymi prośbami, ale także by wpatrywać się w Maryję, by Ją naśladować. Chcemy się pochylić najpierw nad Słowem Bożym, które zostało do nas skierowane, by w jego świetle zapytać się i odpowiedzieć: a co Bóg chciał nam powiedzieć? Czego od nas oczekuje? Jakie my mamy zadanie do wypełnienia?

Najmilsi w Panu, wsłuchując się w Słowo Boże, szczególnie w Ewangelię dzisiaj, usłyszeliśmy, że już w czasie zwiastowania mówi Anioł do Maryi: „A oto również krewna Twoja Elżbieta poczęła w swej starości syna. I w tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta z pokolenia Judy”. Maryja jest w stanie błogosławionym, bo jest już po zwiastowaniu, podczas którego odpowiedziała: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. To w Niej za sprawą Ducha Świętego począł się Jezus Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem, by zbawić ludzi. I Maryja z Jezusem pod sercem z pośpiechem udaje się do swojej krewnej Elżbiety.

I warto zwrócić uwagę na to słowo: „z pośpiechem”. Uważała więc za niezwykle ważne, by Jezusa nieść do swojej krewnej, która również była w stanie błogosławionym, bo oczekiwała na narodzenie Jana Chrzciciela. Ważna sprawa, żeby Jezus wszedł do tego domu, żeby i tam pobłogosławił. Poszła, jak czytamy, z pośpiechem w góry. Określenie „góry” jest geograficzne, ale także tu, w Biblii, ma głębszy sens. Tak się mówi o tych, którzy udają się w góry zwiastować Dobrą Nowinę. Tak m.in. Izajasz pisze: „O, jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: »Twój Bóg zaczął królować«”.

Święty Łukasz, opisując nam tutaj tę decyzję Maryi, Jej wyjście tam, w góry, do swojej krewnej, chce nam powiedzieć, że Maryja była pierwszą głosicielką Ewangelii. Ona idzie ze swoim Synem, ona Go nosi. A gdy weszła, poruszyło się dzieciątko w łonie św. Elżbiety. Pan Jezus działa, Pan Jezus błogosławi. Jeszcze jest jeden ważny szczegół, że idzie Maryja z Galilei do Judei. To jest droga, którą będzie kroczył Jezus Chrystus, droga Jego ewangelizacji. Pójdę z Galilei do Judei. Ostatecznie do Jerozolimy, bo prorok powinien umrzeć w Jerozolimie i tak się stało z Jezusem.

Najmilsi, to jest to przesłanie, które jest zawarte w tej Ewangelii. I co ono nam mówi? Najpierw nam mówi, że my mamy naśladować Maryję i też mamy być tymi, którzy idą i ewangelizują. Idą z Jezusem Chrystusem i Jego nauką. Idą do swoich rodzin, do miejsc pracy, do życia publicznego. „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” – mówi Pan Jezus.

Ojciec Święty Franciszek napisał adhortację, której nadał ciekawy tytuł: „Evangelii gaudium”, tzn. „Radość Ewangelii” czy „Radość głoszenia Ewangelii”. I w tej adhortacji do nas wszystkich skierowanej, do całego Kościoła, mówi, że Kościół ma być wyruszający w drogę. Tak pisze: „W Słowie Bożym pojawia się cały ten dynamizm wyjścia, jaki Bóg pragnie wzbudzić w wierzących. Już gdy tworzy Kościół, mówi do Abrahama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Idź do ziemi, którą ci wskażę. Z kolei do Mojżesza Bóg powiedział: idź przeto teraz, oto posyłam cię, a do Jeremiasza: pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę”. A już tutaj, jak słyszeliśmy, Pan Jezus będzie to wszystko realizował, a przed wniebowstąpieniem powie: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”.

Idźcie! A więc Papież pisze takie ciekawe słowa: „Każdy chrześcijanin i każda wspólnota winna rozeznać, jaką drogą powinni kroczyć zgodnie z wezwaniem Pana. Jednak wszyscy jesteśmy zaproszeni do przyjęcia tego wezwania, by wyruszyć w drogę z Ewangelią, by wyjść z własnej wygody i zdobyć się na odwagę, by dotrzeć na wszystkie peryferie potrzebujące światła Ewangelii”. Nie mówi tu o krańcach świata w znaczeniu geograficznym, ale peryferie dla niego to ludzie, to człowiek, który nie zna Ewangelii, albo to człowiek, którego wiara osłabła, albo to człowiek, który stracił wiarę. Więc wyjdźcie! Kościół ma wyruszyć, by dotrzeć do każdego z Ewangelią Jezusa Chrystusa.

Oto jest to główne przesłanie, najmilsi, ale zdajemy sobie sprawę i Ewangelia Chrystusowa nam mówi, że wtedy, kiedy wychodzimy z Ewangelią, jesteśmy tym Kościołem wyruszającym w drogę, jak mówi Papież – wyruszającym na ulice. Tam spotykamy się ze sprzeciwem. I chciałbym krótko kilka takich przejawów tego sprzeciwu tutaj pokazać.

Sprzeciw wobec życia ludzkiego. Człowiek stworzony przez Boga we współpracy z rodzicami. I to życie jest darem Boga, i ten poczęty w łonie, tak jak Jezus w łonie Maryi, ma prawo do życia. Nikt nie ma prawa go tego życia pozbawiać. Wiemy, że niestety prawa stanowione przez ludzi taką możliwość dają. Jak się wtedy zachować? Najmilsi, dwa i pół tysiąca lata temu, czytamy o tym u Sofoklesa, Antygona, której król zakazał grzebania zmarłych, w tym jej brata, sprzeciwia się temu zakazowi króla. Pochowała swego brata Polinika i została skazana na śmierć, ale powiedziała, że o wiele bardziej trzeba słuchać tych wyższych praw, ustanowionych przez kogoś wyższego niż człowiek, niż słuchać człowieka, a nawet niż słuchać króla.

Musimy powiedzieć, że dzisiaj się trochę pozmieniało. Dwa i pół tysiąca lat minęło i teraz słyszymy o głośnej sprawie – nagonka na profesora. Ale zobaczmy, jaki duży postęp. Już nie skazują go na śmierć, tylko grzywna na 70 tys. zł. Stać na straży życia! No to mówią, że przynamniej powinien posłać do innego, który by to nienarodzone dziecko zabił. No to jak? To sumienie mi nie pozwala zabijać, ale idź do tego, kto to dziecko zabije. Przecież to jest współpraca. Jeśli takie prawa stanowione przez ludzi są sprzeczne z tym wyższym prawem, z tym, co my mamy wpisane w sumienie, to wtedy trzeba to prawo zmienić. Ono ma być zgodne z prawem moralnym. To jest ewangelizacja, to jest głoszenie Ewangelii. Tego Pan Jezus od nas wymaga.

Drugie takie wydarzenie to bezczeszczenie krzyża – „Golgota Picnic”. Bezczeszczenie. A my stale, najmilsi, pamiętamy. Jak to do nas wołała nasz wielki rodak: „Umiłowani Bracia i Siostry, nie wstydźcie się Krzyża! Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża! Nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym”. A pomyślmy, tutaj na oczach widzów bezcześci się krzyż, bluźnierstwa wypowiada. I my mówimy: nie! My wyznajemy Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego! Ale musimy mieć odwagę, by bronić krzyża. To nie jest przejaw wolności, jak próbują nam tłumaczyć niektóre stacje telewizyjne. Wolność nie jest samowolą, wolność kończy się tam, gdzie zaczynają się prawa drugiego człowieka. My mamy prawo do poszanowania naszych przekonań i naszych znaków religijnych, do poszanowania Chrystusa Ukrzyżowanego! Dlatego mówimy: nie!

A jeszcze popatrzmy, jak to przemyślnie ten elementarz teraz wydają i wtedy, w okresie Bożego Narodzenia, opisane są „zimowe święta”. Nie Boże Narodzenie. Zimowe święta. „A kto się do mnie przyzna przed ludźmi, do tego ja przyznam się przed Ojcem moim, który jest w Niebie”. I dobrze, że rodzice tutaj zaprotestowali. I podobno geografia. I myślę, że niejedną rzecz można by było poprawić. Gdybyśmy byli odważni i umieli się sprzeciwić.

Najmilsi w Panu, już kiedyś wspominałem, że w Markowicach ta figura łaskami słynąca, której kopia jest tutaj, na miejscu celebry, przedstawia Matkę Bożą z Jezusem na ręku. Maryja zdaje się mówić do nas: „Weźcie Jezusa. Wnieście Go w życie wasze, osobiste, rodzinne, publiczne. Weźcie!”. Obyśmy nigdy nie czekali, ale wychodzili z Jezusem tak jak Maryja – z pośpiechem. Byśmy udawali się w górę, nawet jeśli są trudności, lęki, obawy, my z odwagą mamy z Jezusem iść. Niech nigdy nie będzie dla nas za daleko, za trudno, za późno, by iść z Dobrą Nowiną, z Jezusem Chrystusem, do drugiego człowieka. Idźmy z pośpiechem, jak Maryja.

Ojciec Święty w tej adhortacji mówi, że Kościół ma wyruszać na ulice! Ma być Kościołem wyruszającym w drogę! Zdaje sobie sprawę z tych trudności, że możemy spotkać się z obelżywością, czasem z prześladowaniem, ale takie słowa napisał do nas. „Wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory, z powodu zamknięcia się i tylko li kurczowego przywiązania do własnego bezpieczeństwa”. To do nas, do nas wszystkich: biskupów, kapłanów i was – drodzy bracia i siostry. Wolę Kościół poturbowany i brudny, ale niech idzie z Ewangelią, niech tej Ewangelii broni! Nie lękajmy się! Bóg jest zawsze z nami. Bóg nas wspiera i wtedy, gdy my podejmujemy tę Ewangelię i jak Maryja idziemy z Jezusem, On jest z nami i nas wspiera.

Czytałem wspomnienie misjonarza, który rozmawia z Indianinem ze stanu Minnesota, to w ich języku oznaczało wodę, w której przegląda się niebo. I ten Indianin wyjaśnia misjonarzowi, że u nich zawsze jak dorasta młodzież, to się ją wprowadza w życie dorosłych, ale musi przejść pewną próbę. I mówi: ja to taką przeszedłem i taką praktykowałem – gdy skończyłem określoną liczbę lat, ojciec mówi do mnie: a dzisiaj cię zaprowadzę na noc do lasu. Wielki las, płynęła tam rzeka, dzikie zwierzęta, wilki tam nawet chodziły. Mama, mówi, była zasmucona, pełna niepokoju, nawet trochę płakała. Ale ojciec tam poszedł ze mną, posadził mnie na leżącym drzewie, oczy mi przepasał i mówi: a teraz tutaj siedź do rana, nie uciekaj i się nie ruszaj. Jak rano poczujesz te promienie słoneczne, gdy słońce będzie wschodzić, wtedy tę opaskę z oczu zdejmij. Bał się, słyszał głosy zwierząt, jakiś szum, przeszła krótka burza… Rano czuje, że słońce świeci. Zdejmuje. Najpierw nic nie widzi, się rozgląda, a na tym samym drzewie, kilka metrów obok niego, siedział ojciec i czuwał. I mówi do niego: synu, zdałeś próbę, od dziś jesteś dorosły. Obok siedział ojciec, którego syn nie widział.

I tak jest z nami, najmilsi! My jakbyśmy mieli tę przepaskę na oczach. Z nami jest Bóg! A więc: nie lękajcie się! Idźcie z Ewangelią Chrystusa!

Amen.