Ważny każdy szczegół
Wtorek, 8 lipca 2014 (02:03)Awaria zespołu napędowego jest wymieniana wśród prawdopodobnych przyczyn katastrofy samolotu Piper Navajo.
W Topolowie koło Częstochowy, gdzie rozbił się samolot z 12 osobami na pokładzie, kontynuowane były wczoraj prace na wrakowisku. Jak zaznaczył Andrzej Pussak, szef zespołu badawczego wyjaśniającego katastrofę i zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych ds. pilotażowych, jeden podzespół zajmował się pozyskiwaniem informacji z urządzeń zainstalowanych w samolocie. Zadanie było utrudnione, bo samolot uległ poważnym zniszczeniom. Jednak obecny etap zbierania danych jest istotny, bo wydobyte informacje mogą potwierdzać lub obalać przyjęte tezy.
– Każdy przyrząd znajdujący się na pokładzie statku powietrznego jest kopalnią wiedzy. Jeżeli stan techniczny pozwoli, będziemy je po kolei odczytywać w zakresie tego, co zawierają. To znaczy prędkości, pochylenia, przechylenia, zapisów urządzeń elektronicznych i radionawigacyjnych – wyjaśniał.
Drugi zespół zajmował się kabiną pasażerską. W pierwszej kolejności trzeba było ją oczyścić.
Jak zaznaczył Pussak, na obecnym etapie badań Komisja bierze pod uwagę wszystkie możliwe hipotezy zdarzenia. Jednak pierwsze spostrzeżenia wskazują na problemy z układem napędowym samolotu. Dlatego też wszystko to, co jest związane z silnikami, zostało wyizolowane do dalszych ekspertyz w specjalistycznych pracowniach.
Duże pochylenie
PKBWL dokonała już analizy (z ziemi i powietrza) drogi, jaką przebył samolot, i sposobu zderzenia z ziemią. To badanie potwierdziło konfigurację zderzenia z ziemią przy dużym pochyleniu (ok. 90 st.) i przechyleniu (ok. 70 st.). Jak ustalono, samolot nie miał już prędkości postępowej, a jego rozcalenie nastąpiło na bardzo małym terenie. Takie spostrzeżenia są zbieżne z relacjami świadków.
– Na przykład podekscytowana pani w taki naturalny sposób mówiła, jak ten samolot uderzył, właściwie spadł, co istotne, że się przekręcił, to jest to wpisane w teren –relacjonował Andrzej Pussak.
PKBWL analizuje też wszystkie szczegóły dotyczące samolotu i jego historii. To także dane dotyczące przelotu z USA przez Grenlandię do Polski, informacje o personelu wykonującym loty na tym samolocie, warunki atmosferyczne w dniu zdarzenia czy określenie ciężaru startowego samolotu. By to zweryfikować, potrzebne będą dane z sekcji zwłok, na podstawie których biegli określą ciężar skoczków, do tego dodawany będzie zarówno zabrany ekwipunek, jak i ciężar płynów eksploatacyjnych.
Utrudnienie w badaniach to fakt, że samolot jest na znakach amerykańskich. Trzeba zatem też sprawdzić, czy zostało zgłoszone, że samolot jest użytkowany w polskiej przestrzeni powietrznej, ustalić, jak wyglądały bieżące obsługi samolotu. Tu z pomocą musi przyjść amerykańska NTSB. Niestety, część ważnej dokumentacji była w samolocie i uległa zniszczeniu.
– Zgodnie z prawem na statku powietrznym powinny znajdować się jego dokumenty, a 80 proc. spalenia tego samolotu spowodowało, że dokumenty uległy zniszczeniu. Najważniejszym z nich, który szybko doprowadziłby nas do stanu tego samolotu przed startem, jest tzw. pokładowy dziennik techniczny. Niestety, nie mamy tego dokumentu – dodał Pussak.
Jak wyjaśnił, jest to „jednodniowy życiorys samolotu”. Zawiera takie informacje, jak to, w jaki sposób została odtworzona gotowość samolotu do startu, ile zatankowano paliwa, jak uzupełniano olej czy zlano z silników tzw. odstój, czy sprawdzano płyny na zawartość wody, kto przyjmował statek powietrzny i kto go przygotowywał.
Jak zaznaczył Pussak, PKBWL przyjęła harmonogram prowadzonych prac. Wczoraj eksperci chcieli zakończyć wszystkie istotne dla Komisji czynności związane z wydobyciem z samolotu. Dziś szczątki mają być transportowane – elementy wytypowane do przebadania trafią do laboratoriów specjalistycznych, a szczątki samolotu zostaną złożone w odpowiednim miejscu jako materiał dowodowy. Następnie teren zostanie zutylizowany przez strażaków i przekazany właścicielom. W czwartek spotkają się wszystkie zespoły, które zrelacjonują swoje postępy w pracach. Wówczas też Komisja zdecyduje o dalszych działaniach.
Wczoraj możliwe było także przesłuchanie 40-latka, który jako jedyny przeżył katastrofę. Uczestniczyła w nim prokuratura, policja oraz przedstawiciel PKBWL. Było to możliwe dzięki polepszającemu się stanowi pacjenta i jego chęci do złożenia zeznań. Jednak po trwającym 1,5 godziny przesłuchaniu prokuratura nie chciała mówić o jego szczegółach. Jak zaznaczył prokurator Tomasz Ozimek, zeznania świadka dotyczyły zarówno lotu, samego wypadku, jak i akcji ratowniczej. – Dobro śledztwa na obecnym etapie nie pozwala mi na zrelacjonowanie tych zeznań. Jednak mogę stwierdzić, że są one bardzo cenne jako zeznania jedynego, bezpośredniego świadka tej katastrofy lotniczej. Na pewno w jakimś stopniu one mogą się przyczynić do wyjaśnienia tej katastrofy – dodał.
Teraz pacjent zostanie przetransportowany ze szpitala w Częstochowie do placówki w Krakowie, do miasta, z którego pochodzi.
Do katastrofy samolotu doszło w sobotę po godz. 16.00. Maszyna używana przez prywatną szkołę spadochronową przewoziła skoczków spadochronowych. 11 osób poniosło śmierć na miejscu. Z katastrofy ocalał tylko jeden mężczyzna, który ze złamaniami ręki, żeber i uszkodzeniem kręgosłupa na odcinku lędźwiowym został przetransportowany do szpitala.
Marcin Austyn