Janowicz leci w dół
Poniedziałek, 7 lipca 2014 (18:30)Jerzy Janowicz zanotował właśnie druzgocący spadek w rankingu ATP Tour. Polski tenisista przesunął się z 25. na 51. miejsce, a przesądził o tym słaby występ w Wimbledonie. Przede wszystkim, ale nie tylko.
Rok 2014 jest dla Janowicza pasmem porażek, przerywanych tylko nielicznymi zwycięstwami, które można policzyć na palcach jednej ręki. Poprzedni zakończył z przytupem, z opinią jednego z najbardziej utalentowanych zawodników świata, kogoś, z kim liczą się wszyscy najwięksi i z kim nie lubią grać. Niestety, teraz tylko zawodzi, przypominając o sobie głównie z powodu kontrowersyjnych, by nie rzec skandalizujących wypowiedzi. W lutym wpadł w kryzys, trwający kilka miesięcy. W tym czasie przegrywał wszystko, co do przegrania było, odpadał na samym początku wszystkich turniejów, przegrywając z rywalami dużo niżej notowanymi. Prawdziwy „popis” dał podczas kwietniowego spotkania Pucharu Davisa z Chorwacją, gdy po dwóch porażkach zaatakował dziennikarzy, którzy „śmieli” wspomnieć, że od niego oczekuje się czegoś więcej. Tyrada łodzianina stała się głośna poza granicami naszego kraju, a sławy i sympatii na pewno mu nie przysporzyła. Na chwilę przełamał się podczas Rolanda Garrosa, gdzie dotarł do trzeciej rundy. Na chwilę, bo potem znów przegrywał. Tuż przed Wimbledonem odpadł w pierwszej rundzie turnieju w Halle z rywalem sklasyfikowanym na 135. miejscu w świecie. Mimo to coraz mniej liczni sympatycy jego talentu liczyli, że przełamie się podczas zmagań na londyńskiej trawie. Przed rokiem dotarł tam do półfinału, osiągając życiowy sukces. Niestety, po szczęśliwym wygraniu dwóch spotkań przegrał w trzeciej rundzie z Hiszpanem Tommym Robredo. Po spotkaniu znów przypomniał się dziennikarzom, obwieszcając, że nie chce mu się z nimi rozmawiać, odpowiadając na ich pytania półsłówkami i w ogóle zachowując się jak rozkapryszona królewna. Zagadnięty o spadek w rankingu odburknął tylko, że nie ma to dla niego znaczenia, ale chyba powinno. Wczoraj znalazł się na 51. miejscu, a w kolejnych tygodniach może być jeszcze niżej. W Wimbledonie grał bardzo słabo, jeśli już czymś się wyróżniał, to szokującą liczbą podwójnych błędów serwisowych. W trzech spotkaniach zaliczył ich aż 47, zanotował też zaledwie 39 asów, a to przecież jest najgroźniejsza broń. Pytany, czy to nie jest problemem, odbijał piłeczkę krótkim „nie”.
Janowicz ma kłopot, potrzebuje zdecydowanych rozwiązań, może rozmów z psychologiem, co zresztą sugerowało mu wiele osób od lat związanych z tenisem. Sam nie zwykł jednak słuchać porad, a jeśli nadal będzie brnął w ślepą uliczkę, daleko nie zajdzie. Mądrzy ludzie z niepowodzeń potrafią wyciągać wnioski, ale pokorni. A tej cechy najlepszemu polskiemu tenisiście niestety brakuje.
Piotr Skrobisz