Nowy pozew szpitala
Poniedziałek, 7 lipca 2014 (15:05)Rozprawa przeciwko obrońcom życia Jackowi Kotuli i Przemysławowi Syczowi, która miała się dzisiaj odbyć przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie, została przeniesiona na wrzesień. Powód: Specjalistyczny Szpital Pro Familia w Rzeszowie wniósł nowy pozew, a sąd nie zdążył się z nim zapoznać.
Przypomnijmy, że jedna z położnych w Specjalistycznym Szpitalu Pro Familia w Rzeszowie ujawniła informację o zabijaniu dzieci poczętych w placówce. W reakcji Jacek Kotula i Przemysław Sycz z Fundacji PRO - Prawo do Życia na Podkarpaciu rozpoczęli organizowanie pikiet przed budynkiem Pro Familia, a gdy szpital zażądał od położnej publicznych przeprosin, grożąc jej restrykcjami, stanęli także w jej obronie. Organizując pikiety, obrońcy życia przypominali, że aborcje wykonywane w szpitalu Pro Familia to nic innego jak zabijanie chorych dzieci. W odpowiedzi szpital z prywatnego powództwa oskarżył ich o naruszenie dobrego imienia placówki. Pierwsza rozprawa, jaka odbyła się przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie 16 kwietnia, nie doprowadziła do ugody, bo obie strony pozostałych przy swoich stanowiskach: szpital nie poczuwał się do winy, a obrońcy do łamania prawa.
Próba przewlekania procesu…?
Dzisiaj odbyła się kolejna rozprawa, która zakończyła się po zaledwie pięciu minutach. Do sądu wpłynął bowiem nowy prywatny akt oskarżenia ze strony szpitala, który tak na dobrą sprawę różni się od poprzedniego tym, że zawiera informacje o 17 pikietach zorganizowanych przez obrońców życia przeciwko Pro Familii. Jednak z uwagi na to, że dokument dotarł w ubiegłym tygodniu, sąd dał sobie czas na jego rozpatrzenie do 15 września. Tymczasem w ocenie obrony oskarżenie, rozszerzając akt oskarżenia, nie tyle przeczy faktowi dokonywania zabiegów aborcji w szpitalu, co twierdzi, iż gdy zabiegi te dokonywane są w przypadkach dopuszczalnych przez przepisy obowiązującego w Polsce prawa, w związku z tym nie wolno mówić, że jest to zabijanie dzieci.
– Widać sami oskarżyciele mają wątpliwości, czy nasze działania są nielegalne, skoro po raz kolejny próbują przeformułować pozew. W gruncie rzeczy nadal jedynym konkretnym zarzutem, jaki próbują wysunąć przeciwko nam, jest to, że zgodna z obecnie obowiązującym prawem aborcja nie jest zabijaniem dziecka. Wygląda na to, że dyrektor szpitala, który sam przed kamerami przyznał, że w Szpitalu Pro-Familia są wykonywane aborcje, chce w tym procesie dowieść, że aborcja nie jest zabijaniem dziecka – podkreśla w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl Jacek Kotula.
– My w dalszym ciągu robimy i nadal będziemy robić. Nie boimy się, bo wiemy, że bronimy słusznej sprawy, bronimy przed zagładą niewinne, bezbronne dzieci. Dlatego nie zrezygnujemy z pikiet przed Pro Familią. Mamy informacje, że w szpitalu już nie dokonuje się aborcji, a tym samym sukces już został osiągnięty. Pełny będzie wówczas, gdy szpital oświadczy to oficjalnie. Wówczas odstąpimy od pikiet przed tym szpitalem, a nagłośnimy przypadki kolejnych placówek na Podkarpaciu. Jako pełnoprawni Polacy mamy prawo do wyrażania swoich poglądów, z którego nie zrezygnujemy, nie poprzestaniemy, dopóki będzie w Polsce złe prawo, które dopuszcza do zabijania chorych dzieci – zapowiada Jacek Kotula.
Dyrekcja sama szkodzi reputacji szpitala
Pewnym novum w aktualnie skierowanym akcie oskarżenia jest wniesienie o przeszukanie lokali zamieszkałych przez Jacka Kotulę i Przemysława Sycza celem znalezienia rzeczy mogących zdaniem oskarżenia stanowić dowód w sprawie w postaci bannerów o treściach mogących zaszkodzić szpitalowi Pro Familia.
Działania szpitala wobec Jacka Kotuli i Przemysława Sycza negatywnie ocenia także Mariusz Dzierżawski, szef Fundacji PRO - Prawo do Życia. – Przedstawiciele Pro Familii zorientowali się, że ich pozycja procesowa jest słaba, i próbują przewlekać proces. Modyfikacja aktu oskarżenia nie wprowadza żadnych istotnych zmian. Z jednej strony stawia się nam zarzut nagłaśniania, że w szpitalu zabijane są chore dzieci, a z drugiej oskarżyciel sam przyznaje, że dokonuje aborcji chorych dzieci. Tymczasem wszyscy – poza dyrekcją Pro Familii - wiedzą, że aborcja to nic innego jak właśnie zabijanie istoty ludzkiej. Zatem z tego, co oficjalnie mówi dyrekcja Pro Familii i z zasad logiki wynika w sposób oczywisty, że mówimy prawdę – zauważa w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Mariusz Dzierżawski.
W jego ocenie, tak agresywne atakowanie przez dyrekcję Pro Familii położnych i obrońców życia, którzy nawołują do zaprzestania zabijania nienarodzonych dzieci, szkodzi reputacji szpitala. – To działania samej dyrekcji szkodzą reputacji szpitala. Gdyby kierownictwu placówki zależało na jej dobrym imieniu, to zaprzestaliby tych działań, a bardziej skupiliby się na pracy i pokazaniu społeczeństwu, że faktycznie zasługują na miano szpitala rodzinnego. Chyba że dyrekcja ma inne cele – ideologiczne, i sądzi, że misją szpitala jest upowszechnianie aborcji – zastanawia się Mariusz Dzierżawski. – W takiej sytuacji szykanowanie ludzi sumienia, którzy bronią życia, i zwalanie na nich winy za zniesławianie dobrego imienia placówki jest nieporozumieniem – uważa szef Fundacji PRO - Prawo do Życia, dodając, że ludzi, którzy walczą o prawo do życia najsłabszych istot, należy nagradzać i wspierać, a nie ganić.
Mariusz Kamieniecki