• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Doły z metryką

Poniedziałek, 7 lipca 2014 (02:11)

Sobota, cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie. Po wielu godzinach pracy specjalista medycyny sądowej kładzie na kościach plastikową saszetkę z ważnymi informacjami. Dół zostaje zasypany.

 

Na służewskim cmentarzu w tzw. Dolince nie było żadnego upamiętnienia ofiar zamordowanych przez komunistyczny aparat represji. W pewnym momencie ktoś, zapewne rodziny ofiar i krewni, zaczął przynosić w miejsce pochówków kamienie, niektóre z informacjami o nazwiskach ofiar. Były one jednak natychmiast likwidowane, w ich miejsce więc przynoszono znacznie większe i cięższe kamienie, już bez napisów. Lecz i te stróże władzy ludowej usuwali. Ostatecznie udało się w rogu cmentarza postawić wysoki drewniany krzyż.

Od tygodnia ekipa archeologów pod okiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, pełnomocnika prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, prowadzi w tym miejscu prace wykopaliskowe, mające na celu wyznaczenie granic obszaru, na którym potajemnie chowano ciała, a także ujawnienie i wydobycie z ziemi szczątków ofiar.

Także w sobotę od wczesnego rana cała ekipa poszukiwała miejsc ukrycia ciał osób zamordowanych w warszawskich więzieniach, aresztach i siedzibach Urzędu Bezpieczeństwa, Informacji Wojskowej i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jest to bardzo trudne zadanie. – Na Łączce mieliśmy bardziej komfortowe warunki, tam można było kopać nawet małą koparką. Tutaj jesteśmy skazani na siły rąk ludzkich i musimy tak zorganizować sobie działania, żeby umożliwić wywożenie ziemi, zabezpieczenie wąskich wykopów – tłumaczy szef ekipy badawczej.

Powodem utrudnień jest fakt, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat cały cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej, w tym także miejsca, w których kopano doły śmierci, stopniowo zapełniał się grobami. – Miejsca, gdzie grzebano zamordowanych, są dziś przesunięte do obecnych grobów – mówi prof. Krzysztof Szwagrzyk. Dla archeologów taka przestrzeń jest ogromnym wyzwaniem. Jednak nasz rozmówca wierzy, że pomimo trudności cała misja zakończy się pomyślnie.

Groby pod grobami

Archeolodzy poszukują więc szczątków ludzkich, przekopując wąziutkie cmentarne aleje, chodniki, niewielkie placyki. Wielkie wrażenie robi widok wykopaliska, które wyłania się spomiędzy gęsto rozlokowanych nagrobków. Dopiero wejście na pryzmę wykopanej ziemi pozwala zobaczyć odkryte w dole kości ofiar. Jednak choć badacze odnajdują w przekopanych chodnikach liczne szczątki, to nie wszystkie są wydobywane.

Po wielu godzinach pracy specjalista medycyny sądowej kładzie na kościach plastikową torebkę z kartką zawierającą metryczkę. Znajduje się na niej opis miejsca, szczątków oraz informacje na temat podjętych tego dnia działań. Dalsze prace są w tym momencie niemożliwe, ujawnione części szkieletów pozostają w ziemi. Wolontariusze powoli zasypują dół, bo ekipa archeologów nie jest w stanie ich wydobyć. By tego dokonać, trzeba by naruszyć nagrobki. To sytuacja analogiczna do tej, z jaką ekipa IPN ma do czynienia na Powązkach, gdzie po przebadaniu Łączki i przylegających do niej alei dalszy ciąg prac jest uzależniony od możliwości odkrycia współczesnych grobów i przeszukania terenu pod nimi.

– W tej chwili robimy to, co jest możliwe w tych warunkach. W sytuacji gdy rzędy są przesunięte do tych z lat 40. i odnajdujemy podczas wykopu tylko czaszkę lub część korpusu czy kości nóg, a reszta spoczywa pod obecnie istniejącym grobem, wtedy dokumentujemy takie znalezisko, opisujemy i taką metryczkę pozostawiamy pod ziemią do czasu aż będzie możliwość dotarcia do tych szczątków, po to by je w całości wydobyć – tłumaczy prof. Szwagrzyk.

Dlatego archeolodzy będą badać wszelkie możliwe wolne miejsca, jakie znajdują się na cmentarzu. Ich celem jest eksploracja terenu naprawdę dużego, który znacznie przewyższa obszar powązkowskiej kwatery „Ł”. Nie wiadomo, ilu ludzi skrycie pochowano w tym miejscu. Jedne źródła mówią o tysiącu, inne nawet o liczbie 2,5-krotnie wyższej. Po tygodniu prac granice pola więziennego nie zostały jeszcze wytyczone. Na razie poprzez wykopaliska wyznaczane są dwa jego boki. – Musimy zobaczyć, w którym miejscu kończy się pierwsza i druga linia. Dopiero kiedy wytyczymy trzecią linię, określimy dokładnie, jaką to pole ma wielkość. Na razie mówimy o naszych wstępnych szacunkach i z pewnością jest to znacznie większe pole niż Łączka – przyznaje prof. Szwagrzyk.

Nocne pochówki

Sam cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie zajmuje dziś 3,72 hektara. Pierwotnie był jednak mniejszy. Po wojnie został przez komunistów w pośpiechu powiększony mniej więcej o hektar. Już w 1945 r. ze swoich gruntów został wywłaszczony Józef Bokus. Pole włączono do terenu cmentarza, grodząc go siatką rozpiętą na betonowych słupach. Wkrótce zaczęły się nocne pochówki. Przy świetle księżyca do wykopanego wcześniej dołu wrzucano nagie ciała zamordowanych. Zdaniem świadków, część z nich polewano wapnem i zasypywano, nie pozostawiając śladu i plantując rozkopaną ziemię.

Na Służew zwożono zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej, z budynku na ul. Krzywickiego, gdzie mieściła się Informacja Wojskowa, a także z aresztu na ul. Koszykowej, gdzie znajdowało się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Trafiały tu również ciała zamęczonych i zamordowanych w praskich katowniach NKWD i UB, m.in. z więzienia na ulicy 11 Listopada, siedziby Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na ul. Sierakowskiego i komendy UB na ul. Cyryla i Metodego. Zwłoki przewożono zwykłą furmanką. Dzisiaj przykrywa je nie tylko warstwa ziemi, ale również groby zmarłych w ciągu ostatnich 30 lat, płyty chodnikowe, betonowe wylewki.

Ekipa archeologów wydobywa z ziemi tylko pełne szkielety, a więc takie, które uda się wyjąć w całości od głowy do nóg. Są one opisywane, badane, pobierany jest z nich oczywiście materiał genetyczny. W ciągu minionego tygodnia ekipa archeologów i pracowników Zakładu Medycyny Sądowej z Wrocławia przebadała jeden z kilkudziesięciometrowych chodników, ujawniając szczątki kilkunastu osób.

W pracach bierze udział właściwie ta sama ekipa, która pracowała na Powązkach, a wcześniej, w latach 2003-2011, brała udział w ekshumacjach na wrocławskim cmentarzu Osobowickim. Odnaleziono wówczas szczątki prawie 300 więźniów. – Pracujemy z większością specjalistów od działań podjętych na Dolnym Śląsku. Wydobyliśmy wspólnie ogromną ilość szczątków. Prace na Wałbrzyskiej nie mogłyby przebiegać tak sprawnie, gdyby nie nasze wcześniejsze doświadczenia – zaznacza prof. Krzysztof Szwagrzyk.

Maciej Walaszczyk