Tragedia zamiast przygody
Poniedziałek, 7 lipca 2014 (02:03)Jedenaście osób zginęło pod Częstochową w katastrofie samolotu prywatnej szkoły spadochronowej. Jedna przeżyła.
To jedna z największych katastrof w historii polskiego lotnictwa cywilnego. Do tragedii doszło w Topolowie oddalonym około 3 km od podczęstochowskiego lotniska Rudniki. W sobotę po godzinie 16.00 samolot Piper PA-31 Navajo, przewożący skoczków spadochronowych, z nieznanych przyczyn runął na ziemię.
Natychmiast stanął w płomieniach. Katastrofę przeżył jeden mężczyzna, który w stanie ciężkim trafił do częstochowskiego szpitala. Jedenaście osób poniosło śmierć na miejscu. Ciała dziewięciu z nich, mimo szybkiej reakcji mieszkańców i próby wyciągnięcia z wraku poszkodowanych jeszcze dających oznaki życia, spaliły się w pożarze. Już na ziemi nastąpiły bowiem dwie eksplozje i ogień tak się rozprzestrzenił, że nie dało się do nich dotrzeć. Po przyjeździe straży pożarnej poza samolotem znajdowały się trzy osoby, ale tylko jedna z nich żyła.
Na obecnym etapie nie wiadomo, co było przyczyną wypadku. Tego typu samoloty nie posiadają rejestratorów lotu, więc Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych nie będzie miała do dyspozycji tego typu danych. Być może o przebiegu zdarzenia opowie mężczyzna, który przeżył katastrofę. W sprawie pojawiają się za to liczne hipotezy. Samolot był co prawda przystosowany do przewozu 12 osób, ale przy wysokich temperaturach jego właściwości aerodynamiczne zmieniają się i tak mogło dojść do awarii przeciążonego silnika. Pojawiają się też relacje, że samolot przed startem miał problem z silnikiem.
Do wypadku doszło chwilę po starcie z lotniska. Maszyna wznosiła się, znajdowała się prawdopodobnie na wysokości około 150-200 metrów, silniki musiały zatem pracować na wysokich obrotach. Wśród potencjalnych przyczyn tragedii wymienia się też przesunięcie środka ciężkości samolotu. Taka sytuacja byłaby dla pilota sporym wyzwaniem.
Wczoraj Ryszard Rutkowski, członek PKBWL, powiedział w rozmowie z TVP Info, że Komisja bardzo poważnie bierze pod uwagę hipotezę zakładającą przeciążenie silnika wynikające z niesprzyjających warunków atmosferycznych. – Często wysoka temperatura może spowodować, że dojdzie do przeciążenia silnika, ale jeszcze jest za wcześnie, żeby mówić o szczegółach – dodał.
Prokuratura Okręgowa w Częstochowie wszczęła już śledztwo w kierunku przestępstwa polegającego na sprowadzeniu katastrofy w ruchu lotniczym. Śledczy jak dotąd przyjęli trzy wątki, w których będzie prowadzone postępowanie, to: awaria maszyny, w tym silników, błąd pilota oraz organizacja kursu spadochronowego. Prokurator Tomasz Ozimek przyznał, że na miejscu katastrofy zabezpieczono kamery, które mieli ze sobą spadochroniarze. Jeśli urządzenia zostały włączone przed katastrofą, a nagrania przetrwały pożar, będą stanowiły cenny dowód w śledztwie.
Ignacy Goliński, były członek PKBWL, zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że trzeba z dużą rezerwą podchodzić do pierwszych relacji na temat przebiegu katastrofy. Jak zauważa, na razie nie ma pewnych informacji o tym, jak wyglądała ostatnia faza lotu i w jaki sposób samolot uderzył w ziemię, a tego rodzaju dane mają duże znaczenie dla wyjaśnienia okoliczności przebiegu katastrofy. Jednocześnie przyznaje, że stawianie hipotezy o przesunięciu środka ciężkości czy przeciążeniu samolotu ma pewne uzasadnienie. W jego ocenie, trzeba pamiętać, że jeżeli samolot oderwał się od ziemi i zwiększał prędkość, to kontynuując lot, nie powinien spaść, chyba że nastąpiło coś nieprzewidywalnego.
– Ten samolot przy starcie mógł nie być przeciążony. To mogło nastąpić, gdy zabrakło jednego silnika – zwraca uwagę Ignacy Goliński. Jednak i w takim przypadku sytuacja nie jest patowa. – Najtrudniej samolotem jest sterować, jeżeli przesunie się środek ciężkości poza dopuszczalne granice. Jeśli te granice zostaną przekroczone, to naruszona jest równowaga samolotu w powietrzu i on albo nurkuje, albo zadziera nos do niebezpiecznych kątów krytycznych i poza – dodaje.
W sobotę po dość szybko zakończonej akcji ratowniczej i poszukiwaniach ofiar w pobliżu miejsca katastrofy prokuratorzy i członkowie PKBWL zdecydowali, że szczegółowe oględziny miejsca zdarzenia odbędą się w niedzielę. Wczoraj po rozpoczęciu prac szacowano, że zajmą nawet kilka dni. Dopiero po zakończeniu szczegółowych oględzin zapadnie decyzja o usunięciu wraku z miejsca katastrofy. Jak informował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prokurator Tomasz Ozimek, śledczy m.in. zabezpieczali na lotnisku w Rudnikach dokumentację dotyczącą prowadzonego przez szkołę spadochronową kursu, wykonywanych lotów i stanu maszyny oraz rozpoczęli przesłuchania świadków. Obejrzeli też wstępnie ciała znajdujące się poza wrakiem, które jeszcze w sobotę odwieziono do prosektorium.
Od dzisiaj przeprowadzane będą ich sekcje. W przypadku zwłok, które po katastrofie znajdowały się we wraku, wiadomo, że konieczne będą badania DNA. Śledczy nie chcą tu działać pochopnie, bo choć mają wiedzę dotyczącą tożsamości pilota, instruktorów i uczestników lotu oraz rozmawiali z bliskimi ofiar, to zwęglone ciała muszą zostać poddane badaniom identyfikacyjnym. Na razie wiadomo jedynie, że na pokładzie samolotu lecieli mieszkańcy Śląska, Małopolski i województwa łódzkiego.
Samolot był nowym nabytkiem i chlubą szkoły spadochronowej Omega. Został specjalnie dostosowany do obsługi spadochroniarzy. Z wnętrza usunięto większość wyposażenia, a przy bocznych drzwiach do kabiny, na zewnątrz kadłuba, zamontowano specjalny podest i uchwyty. Latał dla Omegi zaledwie od końca maja br. Był zarejestrowany w Stanach Zjednoczonych. To może okazać się utrudnieniem w kompletowaniu dokumentacji technicznej. – Będziemy wyjaśniać sprawę m.in. badań technicznych. Możliwe, że dokumenty znajdowały się w samolocie. Jeżeli uległy zniszczeniu, będziemy musieli skorzystać z pomocy amerykańskich kooperantów – zaznaczył prokurator Ozimek.
Współczucie wszystkim bliskim ofiar katastrofy lotniczej wyraził wczoraj ks. abp Wacław Depo. Metropolita częstochowski zapewnił o szczególnej modlitwie poprzez wstawiennictwo św. Jana Pawła II, „który na swoim pielgrzymim szlaku tak wiele razy przemierzał tysiące kilometrów tą drogą”. Ksiądz arcybiskup Depo zaapelował też do wszystkich wspólnot parafialnych archidiecezji częstochowskiej o modlitwę za wszystkich, którzy tragicznie zginęli, jak również za ocalałego z katastrofy o łaskę powrotu do zdrowia. Metropolita częstochowski w sposób szczególny zawierzył przez wstawiennictwo Jasnogórskiej Królowej Polski rodziny, które straciły swoich bliskich, prosząc dla nich o silną wiarę i niewzruszoną nadzieję, którą w tak trudnych chwilach może dać tylko Bóg.
Sobotnia katastrofa to najbardziej tragiczne w ostatnich latach wydarzenie w lotnictwie cywilnym. W maju ubiegłego roku pod szczytem Babiej Góry w katastrofie samolotu Piper zginęły trzy osoby. W sierpniu 2011 r. w Nowej Hucie rozbiła się Cessna 182, życie straciły również trzy osoby, a w listopadzie nieopodal Pyrzowic w katastrofie Cirrusa SR22 – cztery. W czerwcu 2009 r. po zakończeniu VI Małopolskiego Pikniku Lotniczego rozbiła się Cessna 172, zginęły trzy osoby.
Marcin Austyn