IPN groźny dla pewnych środowisk
Wtorek, 28 sierpnia 2012 (11:32)Instytut Pamięci Narodowej, kiedy zaczął dotykać mitu Okrągłego Stołu i tego, jak był on przygotowywany, kiedy udowodnił, że mimo częściowo zniszczonych dokumentów i akt można dojść do prawdy historycznej, stał się instytucją niewygodną.
- Instytut jest u nas instytucją niewygodną ze względu na taką, a nie inną konstrukcję tzw. Okrągłego Stołu - powiedział prof. dr hab. Mieczysław Ryba, historyk, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II oraz wykładowca WSKSiM, który był gościem Telewizji Trwam w programie „Polski punkt widzenia.”
IPN udowadnia, że mimo częściowo zniszczonych dokumentów lub pewnych braków można dojść do prawdy zupełnie niewygodnej. – W IPN zgromadziło się wielu wyspecjalizowanych historyków zdolnych zdiagnozować, pomimo tych braków, prawdę o tej rzeczywistości – mówi prof. Ryba. Jak zauważył gość programu, ten kierunek zasuszania i podporządkowywania IPN pewnym środowiskom politycznym jest prowadzony od dłuższego czasu.
W opinii profesora, samo istnienie Instytutu, samo udostępnianie akt jest groźne dla pewnych środowisk.
Obecna sytuacja, która zmusza Instytut do zmiany siedziby centrali IPN spowodowanej sprzedażą nieruchomości, w której się ona znajduje, nie jest przypadkiem i niedopatrzeniem urzędniczym. - Jest jakiś plan, rysuje coś, co byśmy nazwali likwidacją albo stopniowym zasuszaniem IPN. Oczywiście sam fakt można by intepretować, że mamy do czynienia z jakąś opieszałością urzędniczą, że ktoś nie zauważył, że budynek można było wyodrębnić ze sprzedaży, z prywatyzacji i przekazać go IPN. Ale oczywiście kiedy zobaczymy kontekst różnorakich działań od kilku lat dotyczących IPN, to to się wpisuje w pewną logikę – zauważył prof. Ryba.
Dodał, że przełomowym wydarzeniem, po którym zaczęła się potężna nagonka medialna i polityczna na Instytut, była publikacja książki Cenckiewicza i Gontarczyka dotyczącej Lecha Wałęsy. Skończyło się to ostatecznie rozwiązaniem kolegium IPN i zblokowaniem wyboru nowego prezesa. Konsekwencją była zmiana ustawy, która to upolitycznia IPN wbrew temu, co twierdzono. - Nawet dzisiaj czyniąc go zależnym w dużej mierze od obecnej większości sejmowej. Ponieważ prezes może być w prosty sposób tą większością odwoływany, czego nie było wcześniej – tłumaczył profesor.
- W świecie toczy się jakieś zmaganie o pamięć historyczną. Instytut Pamięci Narodowej, pamięci o czasach totalitarnych, przypomina o bohaterstwie setek tysięcy ludzi, którzy albo byli prześladowani, albo się nie ugięli, i to jest właśnie prawda o naszym Narodzie. Tym powinniśmy budować tożsamość narodową – podsumował prof. Ryba.
Marta Milczarska