Przywrócić pamięć o zapomnianych bohaterach
Piątek, 4 lipca 2014 (13:33)Do 19 lipca w sali wystawowej Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie można oglądać wystawę fotografii „Cum tacent, clamant” (łac. Milcząc, wołają). Ekspozycja jest zapisem prac poszukiwawczych szczątków ofiar systemu komunistycznego prowadzonych w kwaterze „Ł” na warszawskich Powązkach w latach 2012 i 2013 przez IPN.
Osoby oglądające wystawę są wstrząśnięte. Bogusław, tegoroczny absolwent gimnazjum, mówi nam, że zakończył naukę historii na I wojnie światowej i do tej pory nie wiedział, czym jest Łączka. – To, co dziś zobaczyłem, wstrząsnęło mną – powiedział i zadeklarował, że będzie chciał poznać historię tych, którzy zginęli za Polskę.
Pani Maria z Krakowa, oglądając wystawę, miała łzy w oczach. Najbardziej przemówiły do niej zdjęcia dotyczące Edmunda Bukowskiego. – Te zdjęcia pokazują nam młodego, w pełni sił mężczyznę, cieszącego się swoim życiem, swoim synem. Widzimy też, w jak bestialski sposób to życie zostało przerwane. Tę historię powinni poznać wszyscy Polacy – stwierdziła.
– To nasi zapomniani bohaterowie – Żołnierze Wyklęci, Niezłomni. Ludzie, którzy walczyli w oddziałach zbrojnych. Jesteśmy winni im pamięć. Musimy zrobić wszystko, by wydobyć ich z ziemi i godnie pochować – podkreślał Dariusz Walusiak, komisarz wystawy.
Piotr Życieński, autor wystawy, zaznaczył, że uczestniczy w pracach na Łączce od samego początku. W tym czasie zrobił tysiące zdjęć. Wyjaśnił, że przez cały ten czas towarzyszył mu ból z powodu utraty wspaniałych ludzi.
– Każdy z odkrywanych na Łączce szkieletów mówi o tym, jak ich traktowano w ostatnim okresie życia i bezpośrednio po śmierci. Wrzucano ich bezwładnie do dołów albo też wciskano, tak jak miało to miejsce w wypadku Hieronima Dekutowskiego „Zapory” i jego ludzi, którzy zostali z nim zamordowani i wepchnięci do jednoosobowego dołka. Po odkopaniu widać było, jak byli oni tam ściśnięci. Jednocześnie przy odnalezieniu „Zaporczyków” w ich grobie odkryto fragmenty miału węglowego. Świadczyło to o tym, że po śmierci byli oni transportowani na cmentarz jakimś wózkiem, który służył zapewne do przewożenia węgla. Sposób ułożenia szkieletów robił największe wrażenie – podkreślał.
Na zdjęciach, jakie można oglądać w Bibliotece Jagiellońskiej, widać dokładnie jak zamordowani zostali wrzuceni – niektórzy twarzą do dołu ze związanymi rękami, czasami z przodu, innym razem z tyłu.
– Sznurka oczywiście nie ma już, zdążył się rozłożyć, ale po samym układzie ciała, bardzo nienaturalnym, widać, że czasami wrzucono ich do dołów związanych. Metoda mordowania podobna. Dodajmy, że niezgodna z ówczesnym prawem, które mówiło o obowiązku rozstrzeliwania przez pluton egzekucyjny. Oczywiście, jak wiemy, żadnego plutonu nie było. Był jeden oprawca, który strzelał w tył głowy. Zdarzało się, że strzelał kilkakrotnie. Nie wiadomo dlaczego. Różne są też kąty strzałów, tak jakby mordowani leżeli albo klęczeli. Po zadanych śmiertelnych ranach można różne rzeczy domniemywać – mówi autor zdjęć.
Wystawę „Cum tacent, clamant” można oglądać do 19 lipca w sali wystawowej Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, wejście od ulicy Oleandry 3, w dni powszednie w godzinach 9.00-20.00 (w sobotę 9.00-15.00).
Małgorzata Pabis