• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Zagrożona tożsamość chrześcijan w Iraku

Piątek, 4 lipca 2014 (10:38)

Międzynarodowe dzieło katolickie stowarzyszenie papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie przeprowadziło rozmowę z ks. Louisem Sako o aktualnej i przyszłej sytuacji w Iraku. Obecny przebieg zdarzeń budzi poważny niepokój co do możliwości kontynuacji exodusu chrześcijan z Babilonii, a scenariusze dla przyszłości swojego kraju patriarcha nakreśla w bardzo ponurych barwach.

Według patriarchy Irak nie będzie już jednym państwem, ale trzema niezależnymi strefami z własnym budżetem i armią. Rozpad kraju jest faktem. Obecnie już właściwie istnieją trzy części Iraku, sunnicka, kurdyjska i szyicka. Kurdowie cieszą się autonomią. W pewnym sensie również szyici ją posiadają. Teraz sunnici chcą taką autonomię uzyskać. Irak, zdaniem patriarchy Sako, będzie podzielony.

Chrześcijanie swoją szansę na jakiekolwiek przetrwanie w tym regionie wiążą już właściwie wyłącznie z Kurdystanem. Wielu chrześcijan już tam mieszka, ale jest również wiele osób, które żyją nadal w Bagdadzie i na szyickim południu, w Basrze. Biskupi i liderzy Kościoła są zaniepokojeni rozwojem sytuacji.

Pod koniec czerwca br. w Erbil dobiegł końca Synod Kościoła chaldejskiego. Powołano na nim komisję złożoną z pięciu biskupów z obszarów dotkniętych tragedią działań wojennych, których zadaniem jest zapewnienie wstępnej pomocy  uchodźcom. Konsulowie amerykański i francuski byli obecni na Synodzie, aby pomóc w opracowaniu wizji efektywnej pomocy. Zdaniem większości biskupów, sytuacja będzie się znacząco pogarszać.

– Jest to najciemniejsza godzina dla wszystkich – powiedział ks. Sako. To, co martwi Kościół, to fakt, że zwiększa się exodus chrześcijan z Iraku, chociaż obecnie wyznawcy Chrystusa nie są bezpośrednio na celowniku terrorystów. Na celowniku są wszyscy. Również muzułmanie.

– Kiedy niedawno byłem w Turcji, przybyło tam dziesięć chrześcijańskich rodzin z Mosulu. W ciągu jednego tygodnia dwadzieścia rodzin opuściło Alqosh, całkowicie chrześcijańskie miasto niedaleko Mosulu. To jest bardzo poważny problem. Tracimy naszą społeczność. Jeśli obecność chrześcijanin w Iraku skończy się, pogłębi się wyrwa w naszej historii. Nasza tożsamość jest zagrożona. Wielką tragedią jest to, że dochodzi do rozbicia rodzin. Wielu chrześcijan jest już na Zachodzie. Trendu emigracji nie da się powstrzymać. Możliwe, że kiedyś powrócą do Iraku starsi ludzie, gdy sytuacja się ustabilizuje, ale młodzi pozostaną poza granicami kraju – wyjaśnił ks. Sako.

Patriarcha szacuje, że w ciągu dziesięciu najbliższych lat w Iraku pozostanie ok. 50 tys. chrześcijan. Dla porównania, przed 2003 rokiem liczba ta wynosiła około 1,2 mln. Dziś jest ich od 400 do 500 tys., chociaż to także są szacunki, ponieważ nie ma dokładnych danych i liczba może być jeszcze niższa.

Bardzo gorzkie słowa wypowiedział też patriarcha o nas, ludziach Zachodu. Jego zdaniem, chrześcijanie z tak zwanego wolnego świata są bardzo słabi.

– Są tam dobrzy chrześcijanie, którzy wspierają nas swoją modlitwą i w sposób materialny, ale ich wpływ jest niewielki. Ogólnie mówiąc, Zachód nic nie robi. Jesteśmy tym bardzo rozczarowani. Zachód pełni rolę nieangażującego się obserwatora. Uważają piłkę nożną za bardziej interesującą niż sytuację tutaj lub w Syrii. Zachód prowadzi u nas wyłącznie interesy ekonomiczne. Społeczność międzynarodowa powinna wywrzeć nacisk na polityków irackich, aby znaleźli rozwiązanie polityczne i utworzyli rząd jedności narodowej – wskazał ks. Sako.

Nie oznacza to oczywiście, że nie mamy działać. Na pytanie, co można zrobić dla chrześcijan w Iraku, na przykład za pośrednictwem Pomocy Kościołowi w Potrzebie, ks. Sako powiedział, że trzeba się modlić. – Będziemy potrzebować pomocy w przyszłości przy tworzeniu chrześcijańskiej infrastruktury, gdy sytuacja się ustabilizuje. Będziemy potrzebować nowych domów, musimy odbudować fabryki i rolnictwo. Miasta chrześcijańskie będą musiały zostać zmodernizowane. Aby to wszystko zrobić, będziemy polegać na pomocy z zewnątrz – dodał.

Patriarcha poczynił także ważną uwagę, a mianowicie, że większość arabskich sunnitów wspiera terrorystów z ISIS i czyni to dość wyraźnie.

– Niekoniecznie podzielają ich ideologię, ale wspierają polityczny cel zmiany reżimu i założenia własnego państwa. ISIS zamierza stworzyć państwo islamskie z szybami naftowymi w celu islamizacji świata, a jest to zagrożenie także dla Zachodu i nas wszystkich – stwierdził.

O pomyśle (kolejnym) amerykańskiej interwencji w celu zatrzymania ISIS ks. Sako odpowiedział PKWP bardzo konkretnie. – Amerykanie już tu byli i popełnili wiele błędów. Obecna sytuacja to też ich wina. Dlaczego wymieniać reżim na jeszcze gorszy? Tak stało się po 2003 roku. Amerykanie obalili dyktatora. Ale pod rządami Saddama Husajna przynajmniej mieliśmy bezpieczeństwo i pracę. A co mamy teraz? Zamieszanie, anarchię i chaos. Tak samo działo się w Libii i Syrii. Jeśli chce się zmienić sytuację tutaj, trzeba edukować ludzi w szkołach, mediach i meczetach w sprawach wolności, demokracji i budowy własnego kraju. Niemożliwe jest wprowadzenie demokracji na wzór zachodni. W ramach starego systemu, przed 2003 rokiem nie było żadnych problemów wyznaniowych – podkreślił patriarcha, dodając: byliśmy wszyscy Irakijczykami. – Teraz mówimy o sunnitach, szyitach, chrześcijanach, Arabach i Kurdach. Być może w obecnej sytuacji potrzebujemy na Bliskim Wschodzie silnego przywódcy, dobrego na te czasy, a nie tylko patrzącego na interes klanu czy plemienia – wskazał.

W aktualnej sytuacji, aby nie doszło do realnego i formalnego podziału kraju trzeba woli wielu bytów politycznych. Nie tylko Zachodu, ale także Iranu, Turcji, Kataru i Arabii Saudyjskiej. Tylko te państwa mogą, jeśli zechcą, powstrzymać taki rozpad, ale czy to zrobią, znów powracamy do pierwszej, pesymistycznej refleksji patriarchy, że nadeszła godzina ciemności dla wszystkich.

dr Tomasz M. Korczyński