• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Chemia bez osłony

Piątek, 4 lipca 2014 (02:10)

Drastyczny wzrost cen leków wspomagających chemioterapię spowoduje, że wielu pacjentów przestanie je kupować. To z kolei może doprowadzić do znacznego zwiększenia się liczby groźnych infekcji zagrażających ich życiu.

Jeśli Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia chciały zaoszczędzić na kosztach opieki nad chorymi na raka, to efekty szybko okażą się odwrotne do zamierzonych, gdyż można być niemal pewnym, że wzrośnie liczba hospitalizacji pacjentów. Wszystko przez majstrowanie przy liście leków refundowanych.

Od 1 lipca obowiązuje nowa lista refundacyjna, zgodnie z którą zwiększeniu uległy opłaty za leki wspomagające, stosowane po chemioterapii (m.in. Lonquex i Neulasta). Leki te mają za zadanie wspomagać osłabiony chemioterapią układ odpornościowy pacjenta. Są one pozytywnie oceniane i rekomendowane przez lekarzy onkologów przy zastosowaniu chemioterapii o wysokim stopniu toksyczności. Leczenie wspomagające, dzięki namnażaniu granulocytów, czyli komórek obronnych krwi wspomagających układ odpornościowy, zapobiega wystąpieniu po chemii tzw. gorączki neutropenicznej, która nie tylko obniża skuteczność leczenia nowotworu, ale także może prowadzić do zakażenia ogólnoustrojowego stanowiącego bezpośrednie zagrożenie dla życia pacjentów. Nic więc dziwnego, że dla każdego lekarza i chorego jest oczywiste, że takie leki trzeba obowiązkowo stosować, aby leczenie nowotworowe miało szanse powodzenia, i dlatego te preparaty powinny być dla pacjentów niedrogie.

I tak było do poniedziałku, 30czerwca, gdy za terapię z zastosowaniem leków powodujących wzrost kolonii granulocytów chory dopłacał z własnej kieszeni jedynie nieznaczną kwotę ryczałtu w wysokości 3,20 zł – terapia ta obejmuje tzw. leki długo działające (podane choremu wystarczą nawet na 10 dni). Ale już we wtorek, 1 lipca, gdy zaczęła obowiązywać nowa lista refundacyjna, chorzy musieli w aptece zapłacić przynajmniej kilkanaście razy więcej, bo ceny tych preparatów wynoszą od ponad 50 do nawet 122 złotych. Takie znaczące obciążenie finansowe dla pacjentów onkologicznych może doprowadzić nawet do tego, że chorzy na nowotwory będą zmuszeni rezygnować z leczenia wspomagającego kosztem ryzyka rozwoju poważnych powikłań zdrowotnych.

Onkolodzy podkreślają, że brak leczenia wspomagającego może być bardzo niebezpieczny dla pacjentów, gdyż poważnie zwiększa zagrożenie wystąpienia u nich groźnych zakażeń w postaci posocznicy. I nie będzie innego wyjścia, jak ludzi z posocznicą kierować na długotrwałą hospitalizację. NFZ zaś musi się w tej sytuacji liczyć z wielokrotnym wzrostem kosztów związanych z pobytem pacjentów w szpitalu i zastosowaniem kosztownych terapii antybiotykowych. – Podanie chemioterapii zwiększa ryzyko infekcji. Podanie właściwych leków wspomagających daje pewność, że chory jest właściwie zabezpieczony. Niepodanie tych leków powoduje wzrost możliwości zakażenia nawet o 20 procent – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak, onkolog, hematolog, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Lekarze alarmują, że dla pacjentów onkologicznych brak leczenia wspomagającego to odebranie szansy na skuteczną walkę z chorobą nowotworową i narażenie ich na poważne i niepożądane komplikacje zdrowotne. Jedynym rozwiązaniem tej niepokojącej sytuacji jest utrzymanie przez Ministerstwo Zdrowia dopłat do leczenia wspomagającego na dotychczasowym poziomie.

Resort zapewnia ze swej strony, że wzrost kosztów leków wspomagających chemioterapię wzrósł z przyczyn niezależnych od ministerstwa i jest jedynie przejściowy – potrwa do 1 września br. Te zapewnienia resortu o przejściowym wzroście dopłat to efekt protestów stowarzyszeń pacjentów, a konkretnie Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych (PKPO). Asumptem do podjęcia tych rozmów były e-maile, jakie Koalicja otrzymywała od zaniepokojonych pacjentów. –Napływają do nas liczne e-maile, szczególnie od kobiet cierpiących na raka sutka i raka jajnika. Pacjenci obawiają się, że nie będzie ich stać na dopłaty do leków wspomagających w chemioterapii – mówi wiceprezes PKPO Szymon Chrostowski. – Polityka lekowa jest bardzo specyficzna, zawsze potrzeba interwencji, żeby coś się zadziało. Nie powinno tak być, ale tak się niestety dzieje, że organizacje pacjenckie muszą nieraz interweniować w resorcie w momencie, kiedy pojawia się jakieś rozwiązanie ministerstwa, które uderza bezpośrednio w kieszeń chorych – stwierdza.

Zapewnienia resortu zdrowia mają za zadanie uspokoić zaniepokojonych pacjentów. Pytanie tylko, na jak długo – zupełnie nie wiadomo bowiem, czy i ile pacjenci będą musieli dopłacać do leków wspomagających odporność przy chemioterapii po 1 września. Zgodnie z ustawą refundacyjną lista leków refundowanych jest aktualizowana co dwa miesiące. Projekty zmian na liście resort przedstawia zwykle kilka dni wcześniej.

Anna Ambroziak