• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Bronię Meriam Ibrahim

Piątek, 4 lipca 2014 (02:09)

Z Elshareefem Alim Elshareefem, adwokatem Meriam Ibrahim, Sudanki skazanej na śmierć za rzekomą apostazję, rozmawia Łukasz Sianożęcki

 

Jaka jest obecnie sytuacja Pana klientki i jej rodziny?

 

– Zarówno Meriam Ibrahim, jak i jej mąż Daniel Wani, a także dwoje ich dzieci – 20-miesięczny synek i miesięczna córeczka, przebywają w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Chartumie. Na tę chwilę są całkowicie bezpieczni i ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Niemniej jednak Meriam Ibrahim znów została oskarżona. Tym razem o próbę opuszczenia kraju przy pomocy sfałszowanych dokumentów.

– Nowe zarzuty postawione przez władze sudańskie są pozbawione jakichkolwiek podstaw prawnych. Rodzina Meriam ma bezsprzeczne prawo do ubiegania się o dokumenty podróżne na podstawie paszportów z Sudanu Południowego, ponieważ jej mąż jest obywatelem tego kraju. Odbieram więc te zarzuty jako kolejną próbę prześladowania mojej klientki oraz uniemożliwienia jej opuszczenia kraju.

Chrześcijanka jest prześladowana w państwie islamskim za swoją wiarę.

– Całkowicie się z tym zgadzam. Począwszy od zarzutów o apostazję i orzeczenie kary śmierci, poprzez zagrożenie biczowaniem za poślubienie chrześcijanina, na warunkach, w jakich przetrzymywano moją klientkę, skończywszy – wszystko to świadczy o tym, że było to prześladowanie za wiarę. Sprawa Meriam wykazała tak olbrzymie luki w systemie prawnym Sudanu, w tym w prawie karnym, że pozwolę sobie wyrazić przekonanie, iż już nikt w tym kraju nie zostanie nigdy oskarżony o apostazję.

To byłoby duże osiągnięcie, choć okupione wysoką ceną.

– Zdecydowanie, byłby to olbrzymi krok w kierunku zapanowania rządów prawa w Sudanie.

Szczególnie dramatycznym doświadczeniem był dla Meriam poród drugiego dziecka, który przeżyła w więzieniu z nogami skutymi łańcuchem. Czy jest odpowiedź na zarzuty, jakie wniósł Pan przeciwko władzom Sudanu w tej sprawie?

– Nasze zarzuty przedstawiliśmy już 2 czerwca br., czyli dzień po narodzinach dziewczynki. Wysłaliśmy dokumenty opisujące dramat Meriam do Afrykańskiej Komisji Praw Człowieka i Ludów, wskazując w nich odpowiedzialnych za dopuszczenie do tej sytuacji. Wciąż czekamy na odpowiedź komisji.

Czy w swojej pracy spotkał się Pan już z podobnym nękaniem na tle religijnym?

– Tak, i to wielokrotnie. Sudański system prawny jest bowiem w dużym stopniu oparty na prawie szariatu, które z kolei w wielu punktach jest sprzeczne z prawami człowieka, w tym z poszanowaniem praw mniejszości religijnych.

Sprawę Meriam Ibrahim śledzi z uwagą cały świat.

– Otrzymaliśmy liczne wyrazy wsparcia, głównie w formie kampanii informacyjnych. Nie dostaliśmy natomiast żadnego wsparcia finansowego. W nagłaśnianie naszej sprawy zaangażowały się bardzo media z Wielkiej Brytanii, a także z innych części świata. Bardzo wspomagały nas także organizacje broniące praw człowieka, takie jak np. Redress pomagająca osobom, które doświadczyły tortur i prześladowań.

Jakie plany na przyszłość ma ta ciężko doświadczona rodzina?

– Przede wszystkim mam nadzieję, że dostaną zgodę na podróżowanie, gdyż wkrótce wyczerpią się wszystkie środki prawne służące ich zatrzymaniu w kraju. Prawdopodobne wydaje mi się, że Meriam i jej mąż zaangażują się w propagowanie ochrony praw człowieka. Myślę, że jeśli się na to zdecydują, to wówczas najlepszym wyjściem będzie zamieszkanie w Stanach Zjednoczonych.

Dziękuję za rozmowę.

Łukasz Sianożęcki