• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Miliony dla Gortata

Środa, 2 lipca 2014 (15:49)

Marcin Gortat nie chciał nikogo trzymać w niepewności. Już dziś poinformował, a za nim klub, że uzgodnił warunki nowej, pięcioletniej umowy z Washington Wizards. W tym czasie na jego konto trafi 60 milionów dolarów, a są to pieniądze gwarantowane.

 

Za Gortatem życiowy sezon. Nikt nie miał wątpliwości, że to właśnie przede wszystkim on odmienił oblicze Wizards, klubu, który od kilku lat popadał w przeciętność i nie odnosił żadnych sukcesów w lidze NBA. Sześć ostatnich sezonów kończył na fazie zasadniczej i długo wydawało się, że teraz będzie podobnie. Ale Polak w pewnym momencie rozwinął skrzydła, a wraz z nim cała drużyna. Awansowała do fazy play-off, odpadając dopiero w półfinale Konferencji Wschodniej. Gdyby nie większe doświadczenie koszykarzy Indiana Pacers, „Czarodzieje” mogli zajść jeszcze dalej. Nikt jednak nie narzekał, wręcz przeciwnie. Gortat był liderem drużyny pod względem liczby zbiórek (średnio 9,5 w meczu), bloków (1,7) i skuteczności rzutów z gry (54,2 procent).

Jego dotychczasowa umowa się jednak zakończyła i Gortat trafił na rynek wolnych agentów. Mógł podpisać nową z dowolnym klubem, oczywiście także dotychczasowym. Pojawilo się sporo spekulacji, padały nawet sensacyjne informacje, że może trafić do Miami Heat i zostać kolegą LeBrona Jamesa (o ile ten oczywiście nie zmieni barw, bo wypowiedział klubowi kontrakt).

Gortat wiedział, że nie może sobie pozwolić na błąd. Ma już 30 lat, zatem miał świadomość, że umowa, z kimkolwiek ją podpisze, będzie prawdopodobnie ostatnią tak intratną w jego karierze. Dlatego na cyferki zwracał uwagę, nie ma co się oszukiwać. Ale nie tylko, bo za każdym razem podkreślał, że liczą się dla niego także kwestie czysto sportowe. Czyli przede wszystkim, jakie aspiracje, możliwości i perspektywy ma drużyna, do jakiej ewentualnie trafi. Nie chciał grać w zespole odcinającym kupony, kończącym przygodę z rozgrywkami już po pierwszej fazie, tylko rywalizującej o coś więcej.

Przy tym patrzył na siebie i swoją rolę w zespole. Ławka rezerwowych, funkcja zmiennika gwiazdy nawet za rekordowe apanaże nie wchodziła w grę. Przeżywał ją w Orlando Magic, ma dość na całą karierę. W Wizards odżył. Stał się liderem drużyny, i to nie tylko na parkiecie, ale i poza nim. Koledzy nie ukrywali, że w szatni jest kimś, kto dba o atmosferę, potrafi jednym czasem słowem rozładować napięcie, podbudować. Właściciele klubu to wiedzieli, dlatego robili, co mogli, by skłonić łodzianina do pozostania w stolicy. W niedzielę w Krakowie Gortat zakończył cykl corocznych campów dla dzieci i młodzieży. Na trybunach wypełnionej niemal po brzegi hali był m.in. prezydent Wizards Tommy Sheppard oraz szkoleniowiec Randy Wittman. Czy już wtedy wiedzieli, że Gortat jest „ich”? Nie wiadomo, wiadomo natomiast, że Polak nigdzie się nie przeprowadzi.

Dziś obie strony poinformowały, że uzgodnił warunki nowego kontraktu. Za pięć lat gry otrzyma 60 milionów dolarów. - Teraz naszym celem będzie nie tylko utrzymanie wyjściowego składu, ale i uczynienie drużyny jeszcze mocniejszą – zapowiedział właściciel klubu Ted Leonsis. Co zatem ostatecznie przekonało Gortata? Długość umowy – pięć lat. Gdyby związał się z kimś innym, mógłby parafować co najwyżej czteroletni kontrakt. Poza tym chwali sobie wspólpracę z Wittmanem oraz doskonałym rozgrywającym Johnem Wallem.

Dotychczasowy kontrakt Gortata, też pięcioletni, opiewał na niespełna 35 milionów dolarów. Teraz zarobi prawie dwa razy tyle, co też obrazuje, jakim uznaniem cieszy się w najlepszej koszykarskiej lidze świata. Na oficjalnej stronie NBA został sklasyfikowany na 15. miejscu wśród wolnych agentów, czyli zawodników, którzy mogą wybierać kluby i z dowolnymi podpisywać umowy.

 

Piotr Skrobisz