• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Wygrało partyjniactwo

Wtorek, 1 lipca 2014 (02:00)

Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem PiS, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Marcin Austyn

Jak Pan ocenia przepychanki, do jakich doszło pomiędzy Ministerstwem Sprawiedliwości a Prokuraturą Generalną w związku z oceną działań podjętych w ramach tropienia afery podsłuchowej?

– Na pewno w tej sprawie zostało powiedziane za dużo i trzeba się zastanowić, dlaczego do takiego konfliktu doszło. Jestem przekonany, że sporu by nie było, gdyby prokuratura nie była oddzielona od Ministerstwa Sprawiedliwości. Wówczas to minister będący jednocześnie prokuratorem generalnym ponosiłby pełną odpowiedzialność polityczną i prawną za działania prokuratury. Dziś mamy dwie oddzielne instytucje, które mają możliwość zajęcia stanowiska w sprawie. I to dodatkowo wpływa na jej nieczytelność. Wygląda też na to, że spór, którego byliśmy świadkami, był obliczony na efekt PR-owski ekipy Donalda Tuska. W świat poszło przesłanie, że winna jest prokuratura, a rząd nie ma z tym nic wspólnego.

Warto tu wczytać się w stanowisko ministra Marka Biernackiego, które zostało wydane po interwencji w redakcji tygodnika „Wprost”, oraz wsłuchać się w wypowiedzi wiceministra Michała Królikowskiego, bo one wskazują, że resort sprawiedliwości, owszem, widzi w działaniach prokuratury pewne uchybienia, ale co do zasady działania te akceptuje.

Takie stanowisko różni się od opinii wielu środowisk prawniczych, dziennikarskich, które kwestionują możliwość podejmowania tego rodzaju czynności, powołując się na orzecznictwo międzynarodowe czy na zapisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (art. 10).

Co istotne, podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości z ust ministra Królikowskiego padło sformułowanie, które wywołało zdziwienie i oburzenie prok. Andrzeja Seremeta. Minister tłumaczył bowiem, że rząd musiał zająć krytyczne stanowisko wobec działań prokuratury, bo organizacje międzynarodowe, inne państwa, były zaniepokojone tym, co dzieje się w Polsce, i krytykowały działania polskiej prokuratury i służb.

Tyle że mówimy o niezależności prokuratury, a opinia resortu wyglądała raczej jak medialna połajanka podwładnych.

– Rzeczywiście, stanowisko resortu było mocno krytyczne wobec prokuratury. Przynajmniej z pozoru. Tyle że jeżeli przyjęliśmy obecny model funkcjonowania prokuratury, to też nie powinniśmy usłyszeć takiej opinii resortu. Tu wracamy do tego, czym kierowało się ministerstwo. I nie było to przeświadczenie o tym, że należało postąpić inaczej, ale chęć uspokojenia opinii międzynarodowej zaniepokojonej łamaniem wolności obywatelskich.

Przy okazji podważono wiarygodność prokuratury.

– Dlatego w tego rodzaju sytuacjach należałoby oczekiwać od rządu odpowiedzialnych zachowań i jeżeli prokuratura działała zgodnie z prawem, to należało stanąć za nią murem. Być może byłoby to złe wizerunkowo, ale skoro takie są przepisy prawa, to tak należało postąpić. Jeśli zaś ocena działań prokuratury była krytyczna, to wobec osób odpowiedzialnych należało wyciągnąć konsekwencje. Na pewno nie można było stanąć okrakiem i próbować zadowolić dziennikarzy, obywateli, środowiska międzynarodowe i jednocześnie za bardzo prokuraturze krzywdy nie zrobić. Minister musi umieć oderwać się od polityki, by w kluczowych sprawach kierować się nie interesem partyjnym, ale państwa polskiego, jego instytucji. Bo ta struktura jest ponadpartyjna i obliczona na więcej niż jedną kadencję.

Jak Pan odebrał „ocenę ekspercką” resortu opartą na niepełnych danych?

– Odniosłem wrażenie, że teza tej opinii i główne jej myśli, jakie miały przebić się do mediów, zostały ustalone, zanim ta ekspertyza powstała. Stąd też wygodniej było przy jej tworzeniu korzystać ze szczątkowych danych. W mojej ocenie, w tej sprawie zarówno ministerstwo, jak i prokuratura zapomniały o obowiązujących standardach.

Kto bardziej przesadził?

– Na pewno ministerstwo nie powinno podejmować się tego rodzaju polemiki, bo ona nie miała nic wspólnego z dbałością o funkcjonowanie instytucji państwa. Z kolei prokuratura w swojej interwencji mocno przesadziła.

Podejmowanie tego rodzaju działań w sposób tak nieskuteczny, powtarzanie wizyty w redakcji, gubienie teczek to było kompromitujące dla prokuratury i zaangażowanych w akcję służb. Tego rodzaju czynność powinna być przeanalizowana i przygotowana z uwzględnieniem najróżniejszych scenariuszy. Kluczowy jednak jest fakt, że ta interwencja nie była potrzebna. Wystarczyło zwrócić się do redakcji o wydanie nośników nagrań.

Obserwując to, co się wydarzyło, niestety, trzeba przyznać, że minister Bartłomiej Sienkiewicz miał w tej kwestii rację. To jednak tylko potwierdza to, co sygnalizujemy od dawna – że za czasów rządów PO państwo zostało zdezorganizowane. Instytucje państwowe nie funkcjonują tak jak powinny i są nadużywane. Przecież w tej sprawie doszło do interwencji ABW, a te nagrania – prywatnych rozmów, co podkreślał premier Donald Tusk – nie były zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. A to nie pierwszy raz, kiedy używane środki są nieproporcjonalne do sytuacji. Przypomnę tu tylko sprawę Antykomora. Tego rodzaju standardy działań są obliczone na zastraszenie obywateli, a to świadczy jedynie o słabości państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn