• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Krajobraz z wiertniami

Sobota, 28 czerwca 2014 (10:25)

Własne wydobycie ze złóż łupkowych ma do 2020 r. dać Stanom Zjednoczonym 9 milionów nowych miejsc pracy.

 

Amerykańskie złoża łupkowe wywołały prawdziwą rewolucję w branży energetycznej. – Wydobycie gazu i ropy ze skał łukowych rośnie w miarę jak spada z innych źródeł i udział łupków wśród źródeł energii zbliża się do połowy – tłumaczy John Pappas.

Skały tego rodzaju są źródłem zarówno konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych rodzajów energii. A zatem często w wielu miejscach już od dawna prowadzi się wydobycie tradycyjnymi metodami, a teraz zmienia technologię na nietradycyjną. Na czym polega różnica? – Wydobycie konwencjonalne to wydobycie tego, co jest łatwo dostępne, po prostu leży w złożu. To wydobycie łatwe i tanie, ale pozyskuje się stosunkowo mało surowca. Tymczasem rosną ceny energii i rozwija się technologia, co pozwala sięgać do nowych, większych zasobów, które wymagają jednak bardziej złożonego pozyskiwania – tłumaczy ekspert z Teksasu.

 

Zalety własnych źródeł

Zasoby gazu i ropy w łupkach są na całym świecie naprawdę potężne i jeszcze nie do końca poznane. Najwięcej jest ich w Ameryce Północnej, a w Europie – w Polsce. Stary Kontynent na razie jednak jest słabo zainteresowany tą technologią, czemu goście z Teksasu bardzo się dziwią. – Przewaga własnych lokalnych źródeł energii nad importem z jednego kierunku jest chyba oczywista – mówi „Naszemu Dziennikowi” Pappas.

W Ameryce Północnej jedynie Meksyk jeszcze nie wydobywa gazu łupkowego, natomiast USA i Kanada zapełniły się wiertniami. W USA gaz łukowy jest prawie w całym kraju, ale w stanach południowo-środkowych jak Teksas jest go najwięcej. – Według obecnych prognoz, surowca wystarczy na 500 lat, ale każdego roku odkrywamy nowe złoża, poza tym technologia się poprawia, staje się tańsza – zaznacza Pappas. Dla porównania rosyjskie zasoby gazu tradycyjnego przy obecnym poziomie wydobycia wystarczą na co najwyżej 70 lat.

– Teksas postawił sobie za cel wprowadzanie innowacji – tłumaczy Michael Morrissey. Polityka władz stanowych nie tylko ułatwia rozwój nowych technologii wydobycia, ale i wdrażanie sposobów oszczędzania energii. Okazuje się, że pomimo wzrostu liczby ludności i jej zamożności (z czym wiąże się wzrost ilości odbiorników energii), ilość zużywanej energii nie zmienia się od 40 lat. Chociaż energia wydaje się kluczową gałęzią gospodarki Teksasu (stan zapewnia 30 proc. krajowego wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego), to jego rozwój jest dość równomierny, a udział sektora energetycznego w PKB (wynoszący ok. 25 proc.) jest stały.

Michael Morrissey zajmuje się w biurze gubernatora m.in. sprawami finansów publicznych. Roczny budżet Teksasu to 169 mld USD – prawie dwa razy więcej niż budżet Polski.

128 tys. dolarów rocznie

Szacuje się, że technologia łupkowa przyniosła każdej amerykańskiej rodzinie 1,2 tys. USD oszczędności rocznie. To efekt uwolnienia się od kosztów importu ropy naf- towej i uzależnienia od wahań światowych cen surowców. Spadek importu ropy naftowej ma kolosalne konsekwencje ekonomiczne. Przede wszystkim o 330 mld USD zmniejsza się deficyt handlowy USA, co ma wpływ m.in. na kurs USD i budżet USA. Trzeba pamiętać, że amerykańskie łupki to nie tylko gaz, ale i ropa naftowa. Zmniejszenie zamówień największego od lat importera tego surowca oznacza w perspektywie spadek światowych cen tego surowca. To dobra wiadomość dla wszystkich odbiorców (np. Europy), a zła dla producentów, czyli m.in. krajów arabskich i Rosji. W USA myśli się już nawet o eksporcie gazu. Na wschodnim wybrzeżu powstają terminale LNG z instalacjami do skraplania metanu.

Własne wydobycie ma do 2020 r. dać Ameryce 9 mln nowych miejsc pracy, a w samym Teksasie – 2 miliony. Same podatki od wydobycia dają stanowemu budżetowi rocznie 3,6 mld USD, nie licząc podatków od sprzedaży surowca, dochodów pracowników itd. Miejsc pracy przy łupkach przybywa dwa razy szybciej niż w innych branżach.

Średnia płaca w sektorze energetycznym w Teksasie to 128 tys. USD rocznie (390 tys. zł), podczas gdy średnia stanowa to 50 tys. USD. Inny aspekt to powolne przestawianie się z urządzeń zużywających ropę naftową (lub produkty z niej wytwarzane, jak benzyna czy olej napędowy) na spalające gaz, co oczywiście trwa. Ten proces popierają też władze, ponieważ spalanie gazu jest mniej uciążliwe dla środowiska. Nikt jednak w USA nie przewiduje masowego przechodzenia na gazowe zasilanie silników samochodów.

Najwięcej kontrowersji budzi metoda pozyskiwania gazu i ropy z łupków – szczelinowanie hydrauliczne.

John Pappas rozprawia się z zarzutami dotyczącymi uciążliwości technologii. Przede wszystkim obecnie wiertnie są stosunkowo małymi zakładami. Z jednego głębokiego szybu (nawet 2 km) odchodzą odwierty poziome również sporej długości. W efekcie gaz wydobywa się z bardzo dużego obszaru wokół wiertni. Ponieważ w USA zasoby podziemne należą do właściciela terenu (z pewnymi wyjątkami), często farmerzy zarabiają na wydobyciu gazu leżącego głęboko pod ich polami czy pastwiskami, a na ich terenie nie ma żadnej instalacji – wiertnia stoi dalej.

Płyn używany do szczelinowania to woda z szeregiem dodatków chemicznych. Żaden z nich nie jest substancją toksyczną. Są to składniki zagęszczające, detergenty, środki antybakteryjne, niszczące kamień w szybie, guma żelująca. – Nie twierdzę, że jest to woda zdatna do picia, owszem, wymaga recyklingu, ale jest to związek chemiczny stosunkowo bezpieczny – zapewnia Pappas.

Przepisy stanowe wymagają od firm ujawnienia składu mieszanki szczelinującej jej ilości. Prawo nakazuje przeprowadzenie przy każdej nowej wiertni niezależnych badań geologicznych, żeby zagwarantować, że jest wystarczająco głęboko i nie ma ryzyka skażenia wód gruntowych.

Górna część szybu jest osłonięta betonową ochroną podlegającą ściśle określonym normom. Istnieje też wymóg ogrodzenia, stałego nadzoru i ochrony takich obiektów (co nie dotyczy tradycyjnych instalacji wydobywczych w Teksasie).

Zdarzały się przypadki wycieków płynu szczelinującego, głównie z powodu błędów i zaniedbań pracowników, ale nigdy nie spowodowało to skażenia wody lub powietrza. Tak naprawdę w Teksasie bardziej niż o czystość martwić się trzeba o zużycie wody dla pozyskiwania gazu i ropy. W suchym klimacie woda jest trudno dostępna i droga. Firmy wydobywające paliwa z łupków kupują ją od okolicznych farmerów. Okazuje się jednak, że i tak w przeliczeniu na ilość pozyskiwanej energii technologia łupkowa zużywa mniej wody niż elektrownie atomowe i węglowe.

W Teksasie jednak z uwagi na środowisko i potrzeby rolnictwa wprowadzono limity zużycia wody przez wiertnie. Myśli się też o używaniu do szczelinowania ścieków komunalnych. Istnieją również specjalne wymogi dotyczące składowania zużytej wody. Znaczna jej część może zostać oczyszczona i użyta ponownie. Z kolei składniki, które wydobywa się razem z gazem lub ropą, mają zastosowanie przy budowie dróg.

Przy władzach stanowych działa specjalna komisja (co ciekawe, jest to komisja do spraw kolei) zajmująca się nadzorem nad eksploatacją łupków. Wprowadza ona regulacje zapewniające bezpieczeństwo i nadzoruje ich przestrzeganie. Wszyscy mieszkańcy okolic wiertni mogą zaskarżyć inwestycję, jeśli uważają, że stanowi ona dla nich zagrożenie, i komisja rozstrzyga spór. Takie przypadki są jednak dość rzadkie i najczęściej kończą się ugodami.

W USA jedynie stan Nowy Jork zdecydował o zakazie eksploatacji łupków, a na świecie także kanadyjski Quebec oraz kilka krajów europejskich, m.in. Francja i Bułgaria. – Nikt nie może zabronić podejmowania błędnych decyzji – odpowiada pytany o to przez „Nasz Dziennik” Pappas.

Piotr Falkowski