• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Rosja i Chiny chronią Asada

Poniedziałek, 27 sierpnia 2012 (16:34)

Z profesorem Bassamem Aouilą, Syryjczykiem, wykładowcą Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, rozmawia Izabela Kozłowska

Kilka dni temu w Syrii zakończyła się misja obserwatorów ONZ. Jak Pan ocenia jej pracę?

- Na oczach misji ONZ podczas ich pobytu zginęło z rąk reżimu ponad 6 tys. Syryjczyków, a siły rządowe dokonały kilku masakr cywilów. Armia Baszara al-Asada w celu stłumienia protestów w miastach wykorzystywała do ataków ciężki sprzęt wojskowy m.in. artylerię, czołgi, wojskowe helikoptery, a nawet samoloty takie jak MiG-21 i MiG-23. Paradoksem jest to, że misja ONZ była cały czas pod opieką reżimu. To on decydował gdzie i kiedy obserwatorzy przybędą. Tak naprawdę obserwatorzy nie mieli żadnej swobody działania, by cokolwiek w Syrii zrobić.

Ta misja nie miała żadnego znaczenia. Jeżeli obserwatorzy ONZ byli obecni i dochodziło do takich ataków i masakr, to z pewnością po ich wyjeździe nic się nie zmieniło. Przy obecnej technologii, w erze telekomunikacji można wszystko obserwować bez obecności człowieka w danym miejscu. Więc o czym my w ogóle mówimy. Zastanówmy się, czy są potrzebni ludzie, aby z bliska ustalić co, gdzie i jak? Dzięki wysokorozwiniętej technice można wiedzieć, jaka jest sytuacja w Syrii.

Kto w takim razie może pomóc Syryjczykom?

- Jedyna pomoc może pochodzić od organizacji międzynarodowej, a szczególnie od Rady Bezpieczeństwa ONZ. Oczekujemy, że mimo wszystko ONZ jednak nam pomoże. Wiemy, że takie działania są skutecznie blokowane od ponad roku. Mamy taką sytuację, że w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Rosja i Chiny blokują każdą rezolucję, która mogłaby cokolwiek zmienić.

Niestety, prawda jest taka, że od 17 marca 2011 roku reżim nie dostał od strony międzynarodowej żadnego sygnału ostrzeżenia i czuje się bezkarny. Rosja i Chiny rozpostarły parasol ochronny nad reżimem Baszara al-Asada i pozwalają, by robił, co chce. Oczekujemy, że organizacje międzynarodowe zaczną naciskać na Rosję i Chiny oraz inne dyktatury świata wspierające reżim w Syrii. Na oczach całego świata codziennie dokonywana jest masakra, zbrodnia na narodzie syryjskim i nie ma żadnej reakcji. W ostatniej masakrze w Daraija pod Damaszkiem zginęło ponad 300 osób, głównie kobiety i dzieci. ONZ musi znaleźć skuteczny sposób na zmuszenie reżimu do ustąpienia.

Dlaczego Stany Zjednoczone, które w wielu krajach interweniowały pod pretekstem wprowadzenia demokracji wobec Syrii pozostają bierne?

- Amerykanie mają swoje interesy, a największym interesem USA w naszym regionie jest zapewnienie bezpieczeństwa Izraelowi i dostępu do ropy. Amerykanie tego nie ukrywają, szczególnie teraz, gdy w USA toczy się wyborcza batalia i walka o głosy wyborców pochodzenia żydowskiego. De facto Stany Zjednoczone od samego początku protestów w Syrii i ich brutalnego stłumienia przez reżim Asada  wysyłały tylko bardzo skromne komunikaty, że „Asad ma ustąpić”, „reżim ma zakończyć zabijanie obywateli”, „USA ostrzega przed wojną domową” itp. Hilary Clinton bardzo często przybywa z wizytami do sąsiedniego kraju, czyli do Turcji i stamtąd cały czas powtarza, że USA ostrzegają i żądają, ale nic więcej w tym kierunku nie robią. Działający w opozycji politycznej są coraz bardziej przekonani, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju zmową pomiędzy Rosją a Chinami z jednej strony, a z drugiej między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Zmowy, która ma przedłużyć tę dramatyczną sytuację w Syrii w celu osłabienia Syrii i odebrania jej roli w regionie. Nikomu, jak widać, nie zależy na szybkim zakończeniu tej wojny.

Mimo to kilka dni temu zarówno prezydent USA Baracka Obama, jak i premier Wielkiej Brytanii David Cameron ostrzegli reżim przed użyciem broni chemicznej. Czy istnieje realne zagrożenie jej wykorzystania?

- Każdy doskonale wie, że nikt w tej walce nie wykorzystuje broni chemicznej, gdyż broń ta może zniszczyć wszystkich. W przypadku aktualnej polityki reżimu wobec protestujących w Syrii nie mamy do czynienia z dwoma różnymi regionami, ale wewnętrznymi atakami reżimu na naród, tam gdzie pojawiają się głosy protestu. Oczywiście reżim posiada broń chemiczną i sam przyznał się do tego publicznie, zresztą tak samo jak większość krajów w regionie. Tradycyjnie ta broń ma zastraszyć wroga. Nawet w przypadku klasycznej wojny np. między Syrią a Izraelem żaden z krajów nie wykorzysta broni chemicznej ani atomowej, gdyż może zaszkodzić także tej drugiej stronie. Należy dodać, że reżimowi zależy na tym, by wysyłać międzynarodowej opinii publicznej komunikaty, że rząd syryjski jest w stanie doprowadzić do destabilizacji całego regionu.

Na czym zależy reżimowi?

- Reżim syryjski wysyłał podobnie jak Mubarak i Kaddafi jednoznaczne sygnały, że jeżeli on upadnie, wówczas w całym regionie następuje destabilizacja. Widzimy, jaka sytuacja jest chociażby w Libanie, gdzie „podpuszcza” się własnych ludzi i zwolenników po to, by destabilizować sytuację. Podobnie dzieje się z Kurdami walczącymi z Turcją. Także w Iraku dochodzi coraz częściej do zamachów bombowych. Muszę tu podkreślić również, że wykorzystywanie terminów typu: rebelianci, konflikt w mediach na całym świecie, także w Polsce, aby opisać sytuację w Syrii powoduje, że w opinii publicznej tak naprawdę zaczynają funkcjonować pojęcia o innym znaczeniu narzucone przez reżim. W tym miejscu chciałbym zaapelować do wszystkich czytelników, by zdali sobie sprawę z tego, że reżimowi zależy na przeforsowaniu swojej wizji wojny z narodem w takim kształcie, aby wyglądało na to, że to on jest ofiarą terroru międzynarodowego. Prawda jest jednoznaczna - to jest reżim, który prowadzi wojnę z całym swoim narodem walczącym o godność i wolność, z narodem domagającym jego ustąpienia, aby budować inny system, bardziej demokratyczny i przede wszystkim ludzki. Reżim próbuje wykorzystywać mniejszości religijne pod pretekstem, że to on ich broni! Przed kim Asad ma nas bronić, skoro to on i jego ludzie są źródłem problemu i nas atakują? Jak może być jednocześnie sędzią, katem i obrońcą?

Co leży u podstaw dramatu Syryjczyków?

- Dyktatura reżimu Asada, który rządzi w Syrii od ponad 40 lat. 17 marca 2011 roku, czyli ponad 17 miesięcy temu Syryjczycy wyszli na ulice, domagając się wolności i godności we własnym kraju. Jako obywatele chcieli pokojowego wprowadzenia reform gospodarczych, prawnych czy edukacyjnych. W naszym kraju mamy brutalną dyktaturę, która jest powodem rewolucji. Reżim Asada nie chcąc przyznać się, że w jego państwie jest rewolucja, zaczął szukać innych interpretacji. Powtarza, że Syria jest atakowana z wszystkich stron świata, że mamy do czynienia ze zmową międzynarodową, walką islamistów, imperialistów itp. Od siedemnastu miesięcy dzień w dzień, bez przerwy mimo brutalnych sposobów wykorzystywanych przez reżim (zabijanie, aresztowanie, torturowanie itp.) w celu ich stłumienia i zastraszania Syryjczycy wychodzą na ulice i z pewnością nie odpuszczą, aż osiągną cel. Przez ten cały czas zginęło ponad 24 tys. osób. Tylko w ostatnim miesiącu podczas postu w ramadanie zginęło ok. 4,5 tys. Syryjczyków, w głównej mierze kobiety i dzieci. Nie mamy prawa mówić, że jest to konflikt. Trzeba otwarcie informować, że w Syrii reżim walczy ze swoim narodem, tylko dlatego że dąży on do wolności i upadku tej dyktatury. My, Syryjczycy, jesteśmy otwartym narodem z bardzo bogatą historią i tradycją. Kiedy w Europie Środkowej dochodziło do przemian, organizowaliśmy marsze w celu poparcia działań Polaków w walce z dyktaturą, podobnie jak w innych krajach np. w Czechach. Byliśmy solidarni z wami po to, aby was wspierać w dążeniu do wolności i godności.

Prezydent Asad utrzymuje, że działania armii syryjskiej mają na celu obronę społeczeństwa…

- Od marca do września 2011 roku, czyli przez sześć pierwszych miesięcy, Syryjczycy pokojowo i otwarcie wychodzili na ulice swoich miast. Z otwartymi ramionami przynosili na manifestacje nawet kwiaty, wodę i jedzenie dla sił reżimu, które próbowały stłumić pokojowy protest. Opozycja posiada mnóstwo dowodów na to, że reżimowi od samego początku zależało na sprowokowaniu ludności. Chcieli zamienić pokojowe demonstracje w zamieszki, bo to dawało im pretekst do ataków, że państwo ma do czynienia z buntem i tym samym zastosować wszelkie sposoby do obrony. Przez sześć miesięcy opozycja przekonywała ludność, mimo bólu, torturowania, zabijania i cierpienia, żeby nie chwytali za broń, nawet we własnej obronie. Jednak ludzie mają swoją wytrzymałość. Jeżeli patrzy się na mordowanie matki, ojca, gwałcona jest żona, niszczony jest dorobek życia, to trudno powstrzymać się od reakcji. Została zorganizowana Wolna Armia Syryjska, a do jej szeregów dołączyli przede wszystkim liczni dezerterzy z armii reżimu. Oni doskonale zdawali sobie sprawę, że są zmuszani do zabijania własnych obywateli. W międzyczasie niektóre frakcje opozycyjne przekonywały, że jednym ze sposobów na walkę z reżimem jest walka zbrojna, szczególnie w obliczu braku pomocy międzynarodowej. Zdecydowana większość Syryjczyków jednak nadal odrzuca broń jako sposób na zakończenie konfliktu. Zdajemy sobie sprawę, że nie posiadamy wystarczających sił, by walczyć z reżimem. Asad ma wszystko: lotnictwo, czołgi, logistykę i pieniądze. Wolna Armia opozycyjna używa jedynie lekkiej broni.

Jak wygląda obecnie sytuacja w Syrii?

- W Homsie - stolicy tej rewolucji, gdzie mieszkają ludzie z różnych wyznań, aktualnie ponad 60 proc. miasta jest zrównane z ziemią. Moja dzielnica, słynna chrześcijańska część miasta – Alhamediya – gdzie znajdują się wszystkie kościoły, jest doszczętnie zniszczona, a mieszkańcy uciekli, próbując znaleźć bardziej bezpieczne miejsce do schronienia. Reżim bombarduje miasta na skalę masową i bez przerwy od ponad 70 dni. Tak samo postąpiono z Hamą, Aleppo, Deir Alzour czy Damaszkiem.

Od ponad 2 tygodni dzienny bilans śmiertelnych ofiar ataków reżimu na cywilów wynosi blisko 200 osób. Wszyscy cierpią bez względu na płeć, wiek, wyznanie. Nie można powiedzieć, że ktoś jest bardziej terroryzowany niż inni. Mówię to jako chrześcijanin, który zna sytuację wyznawców Chrystusa w Syrii. Mój kościół jest bombardowany, mieszkańcy mojej chrześcijańskiej dzielnicy zostali zmuszeni do ucieczki. Wśród opozycji jest mnóstwo chrześcijan. My nie mówimy, że reżim walczy z chrześcijanami czy wyznawcami innych religii. Podkreślam jeszcze raz, on prowadzi wojnę z całym swoim narodem.


Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska