Inscenizacja w reżyserii Donalda Tuska
Środa, 25 czerwca 2014 (19:55)Przedstawiona przez premiera Donalda Tuska informacja o aferze podsłuchowej oraz złożenie przez niego wniosku o wotum zaufania ukazuje jedną zasadniczą prawdę: że zamierza on utrzymać tę polityczną sitwę w nienaruszonej strukturze. Ta gra, którą podjął dzisiaj Donald Tusk, jest dowodem na to, że mimo iż został on przyciśnięty do narożnika politycznego, to w dalszym ciągu będzie próbował przekonać opinię publiczną, że najważniejszą sprawą w całej tej aferze nie jest treść upublicznionych rozmów jego ministrów, ale to, że pochodzą one z nielegalnego źródła, że za tym mogą stać wrogie rządy i wrogie siły, zaś jego rząd stał się ich ofiarą.
Wniosek o wotum zaufania dla rządu Tuska jest fikcją, gdyż dobrze wiemy, jak przedstawia się arytmetyka sejmowa. Ma on jedynie służyć potwierdzeniu w oczach społeczeństwa polskiego, że nic się nie stało, a rząd jest stabilny i nie może być mowy o żadnej dymisji. Tusk chce udowodnić, że rząd nie znajduje się w żadnym kryzysie, bo wciąż ma stabilną większość sejmową. To działanie Tuska to oczywiście nic innego jak szerokie umiejętności PR do dbania o nienaganny wizerunek tego skompromitowanego rządu.
Nie jest także zaskoczeniem, że w swoim wystąpieniu Donald Tusk nie odniósł się zupełnie do meritum podsłuchanych rozmów. Może jedynie dzięki szeregowi pytań, które zostały dziś w Sejmie zadane i do których będzie musiał się premier ustosunkować, opinia publiczna usłyszy, co się wydarzyło w ostatnim czasie w Polsce. Wynik dzisiejszego głosowania jest oczywisty, jednakże miejmy nadzieje, że zadane pytania będą przyczynkiem do dalszej dyskusji.
Paradoksalnie walka nie toczy się o to, by wyjaśnić sprawę afery podsłuchowej, ale toczy się o to, by opinia publiczna nie została po raz kolejny zmanipulowana, że nic się nie stało. Donald Tusk musi mieć świadomość tego, że w wyborach samorządowych Platforma Obywatelska będzie największym przegranym, ale zdaje sobie także sprawę z tego, że ciągłe powtarzanie swojej wizji wypadków spowoduje, że ludzie w nią uwierzą. Badania pokazują jednoznacznie, że zwiększa się liczba wyborców niezdecydowanych i oni w dłuższej perspektywie mogą przyjąć wizję Tuska jako prawdziwą.
To dzisiejsze działanie premiera jest inscenizacją, podczas której pozwala on wypowiedzieć się wszystkim, ale ma on całkowitą pewność, jaki będzie jej finał, czyli wyrażenie zaufania dla rządu, a to jest dla niego najważniejsze.
Dr Marcin Zarzecki