Na otarcie łez
Poniedziałek, 23 czerwca 2014 (20:28)Hiszpania po dwóch upokarzających porażkach wreszcie odniosła na brazylijskim mundialu zwycięstwo: pokonała 3:0 Australię. Niewiele jednak zmieniło to jej sytuację, bo wystarczyło zaledwie do trzeciego miejsca w tabeli grupy B. A awans do 1/8 finału wywalczały tylko dwie najlepsze drużyny.
Dla Hiszpanii był to mecz o honor, o godne pożegnanie z mundialem i godne pożegnanie kilku piłkarzy, którzy po brazylijskim turnieju kończą reprezentacyjną karierę. Także Australia, teoretycznie, już nie walczyła o nic. Szans na awans do 1/8 finału, podobnie jak wciąż aktualni mistrzowie świata, nie miała. Oczywiście marzyła o sensacji, pięknym wyniku na koniec mistrzostw. Była chwalona za poprzednie mecze, szczególnie ten porywający z Holandią. Hiszpania ciepłych słów nie słyszała w ogóle.
Pierwsza połowa spotkania w Kurytybie nie zachwyciła, a to dlatego, że „Kangury” praktycznie nie podjęły walki. Owszem, dzielnie broniły dostępu do własnej bramki, ale im bliżej środka boiska, a tym bardziej szesnastki rywali, tym bardziej się gubiły. Dość powiedzieć, że przez 45 minut oddały zaledwie jeden strzał. Niecelny. Hiszpania też nie zachwycała, ale oczywiście miała więcej z gry. Atakowała, chciała strzelić gola. Tym razem na boisku pojawili się David Villa i Fernando Torres, przez co jej jakość w ofensywie była zdecydowanie lepsza niż we wcześniejszych spotkaniach. Gol padł w 36. minucie: Juanfran wrzucił piłkę w pole karne, a tam Villa naprawdę wspaniałym, technicznym strzałem piętą pokonał Mata Ryana. Do przerwy więcej goli nie padło.
W drugiej połowie Australijczycy zaczęli grać odważniej. W 58. minucie byli nawet blisko szczęścia, jednak po „bombie” Matta McKaya piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. W 69. minucie było za to 2:0. Andres Iniesta wypatrzył w polu karnym Torresa, a ten wiedział, co zrobić z piłką. W 82. minucie padł trzeci gol: tym razem Cesc Fabregas idealnie obsłużył Juana Matę, który z bliska nie dał szans Ryanowi. Więcej bramek nie padło, choć gdyby Hiszpanie mieli lepiej nastawione celowniki, mogli trafić jeszcze co najmniej dwa razy. Honor uratowali, jednak powrócą do ojczyzny jako najwięksi przegrani mundialu. Nikt nie sądził, że ich przygoda z turniejem potrwa tak upokarzająco krótko.
Australia – Hiszpania 0:3 (0:1). Bramki: David Villa (36.), Fernando Torres (69.), Juan Mata (82.). Żółte kartki: Matthew Spiranovic, Mile Jedinak – Sergio Ramos. Sędziował: Nawaf Shukralla (Bahrajn). Widzów: 39 375.
Australia: Mathew Ryan – Matthew Spiranovic, Alex Wilkinson, Jason Davidson, Ryan McGowan – Oliver Bozanic (72. Mark Bresciano), Mile Jedinak, Matt McKay – Tommy Oar (61. James Troisi), Matthew Leckie, AdamTaggart (46. Ben Halloran).
Hiszpania: Pepe Reina – Juanfran, Raul Albiol, Sergio Ramos, Jordi Alba – Xabi Alonso (83. David Silva), Andres Iniesta, Koke, Santi Cazorla (68. Cesc Fabregas) – David Villa (57. Juan Mata), Fernando Torres.
Piotr Skrobisz