• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Ustawowy nonsens

Niedziela, 22 czerwca 2014 (17:56)

Z Jolantą Salak, dyrektorem Państwowego Przedszkola nr 3 „Skrzat” w Ząbkach, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska

Ma Pani możliwość rezerwacji miejsca dla dzieci cofniętych z pierwszej klasy?

– My nie mieliśmy możliwości żadnej rezerwacji miejsc dla takich „cofniętych” dzieci ze względu na to, że nie były one uwzględniane w rekrutacji. Uwzględniać mogliśmy tylko te dzieci, których rodzice złożyli u nas deklarację, czyli dzieci, które edukację przedszkolną będą kontynuować, oraz dzieci, których rodzice złożyli wnioski o przyjęcie od września do przedszkola. Więc wszystkie grupy mamy wypełnione i nie mamy żadnych miejsc wolnych. Dzieci, które będą cofnięte ze szkoły, mogą realizować program przedszkolny w zerówce szkolnej, wtedy miejsce będzie musiał znaleźć dyrektor szkoły. Tylko takie rozwiązanie znowu psuje całą organizację pracy, bo nie może być więcej niż 25 osób w klasie, a w momencie kiedy zostanie cofniętych kilkoro dzieci, trzeba będzie przeorganizować grupy, gdzieś te dzieci umieścić. Czy dla tych np. dwóch osób dyrektor szkoły ma zrobić klasę zerówkową, kiedy w już istniejącej nie ma wolnych miejsc? Jestem praktykiem od wielu lat i dla mnie te zapisy nie mają sensu. Będzie to wielki problem dla dyrektorów szkół i przedszkoli, ogromne zamieszanie i krzywda dla dzieci przede wszystkim.

Rodzic sam może podjąć decyzję, że posyła sześciolatka do szkoły, ale już o cofnięciu decyduje nie rodzic, tylko psycholog.

– Te przepisy są dla mnie, mówiąc delikatnie, dziwne, dlatego że rodzice mają czas przez tyle lat, żeby rozpoznać możliwości dziecka, bo przecież te dzieci gdzieś wcześniej chodziły do przedszkoli, czy to prywatnych, czy publicznych, więc rodzice mieli kontakt z nauczycielami i specjalistami i mają wiedzę na temat tego, czy ich dziecko jest gotowe, żeby rozpocząć naukę w szkole. Nie rozumiem tego cofania. My współpracujemy z rodzicami, nad każdym dzieckiem, które przychodzi do nas, pracują specjaliści. Rodzice mają wiedzę, czy ich dziecko jest gotowe do tego, aby pójść do szkoły. Jeżeli nie jesteśmy pewni, kierujemy dziecko dalej do specjalistów, do poradni, aby decyzja była pełna i uzasadniona. Dawanie takiej furtki rodzicom jest niebezpieczne, bo są rodzice, którzy poddają się modom, jakiejś fali, emocjom i dzieci na tym mogą więcej stracić, niż zyskać. Bo dziecko, chodząc przez kilka miesięcy z grupą do pierwszej klasy, potem zostaje cofnięte z powrotem do przedszkola, więc znowu idzie do nowej grupy dzieci w przedszkolu. To jest proces, który działa na ogromną niekorzyść dla takiego malucha. Przede wszystkim o tym należy pamiętać. Dodatkowo dochodzi jeszcze bełkot informacyjny, który wcale rodzicom nie pomaga w podjęciu decyzji. Jedni psycholodzy mówią, że sześciolatek doskonale da sobie radę w pierwszej klasie, inni – że absolutnie nie. To wszystko na pewno nie ułatwia rodzicom decyzji, gdzie posłać swoje dziecko.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Borańska-Chmielewska