Messi ratownik
Sobota, 21 czerwca 2014 (20:27)Sekundy dzieliły Irańczyków od sprawienia jednej z największych, jeśli nie największej, sensacji brazylijskiego mundialu. Do 91. minuty dzielnie się bowiem bronili i remisowali z naszpikowaną gwiazdami Argentyną (grupa F), ale wtedy faworytów uratował Lionel Messi, strzelając jedynego gola spotkania. Ani on, ani koledzy nie zasłużyli jednak na ciepłe słowa, bo zagrali po prostu słabiutko.
Przed tym meczem faworyt był jeden, a jeśli już wspominano o jakiejś niewiadomej, to tylko o rozmiarach zwycięstwa Argentyńczyków. Nawet portugalski trener Iranu Carlos Queiroz chyba nie do końca wierzył w możliwość sprawienia sensacji, skoro mówił: „gdyby Messi był człowiekiem, to byłby najlepszym piłkarzem świata”. Nie wierzył, przynajmniej pozornie. Messi i spółka też myśleli, że trzy punkty zdobędą lekko, łatwo i spokojnie. Co prawda nie zachwycili we wcześniejszym meczu z Bośnią i Hercegowiną, ale Iran?
Cóż w futbolu znaczy Iran, gdy przeciw niemu stają niewiarygodnie opłacane gwiazdy Barcelony, Realu Madryt, Manchesteru City czy Napoli. Nie, panowie, może dawniej tak było, że wielkie nazwiska wywoływały drżenie łydek u rywali. Może. Dziś trzeba się nabiegać, zostawić na boisku serce i zdrowie, by osiągnąć cel. Tymczasem od pierwszych minut dzisiejszego starcia Argentyńczycy grali tak, jakby czekali, kiedy rywale się przed nimi położą i poproszą o najłagodniejszy wymiar kary. Messi? Długimi fragmentami wydawało się, że w ogóle nie ma go na boisku.
Jego koledzy też nie grali lepiej. W efekcie z widocznej przewagi faworytów nie wynikało nic. Co bowiem z tego, że byli częściej w posiadaniu piłki, że atakowali, skoro nie stwarzali sytuacji. Od Irańczyków nikt nie wymagał wymiany ciosów. Cofnięci w pobliże własnego pola karnego wszystkie siły poświęcili na obronę i czynili to skutecznie. Na tyle, że Argentyna wyglądała na bezradną.
Po fatalnej w wykonaniu kandydatów do tytułu pierwszej połowie wydawało się, że w szatni dojdzie do „trzęsienia ziemi”, męskich rozmów, po których piłkarze zaczną grać tak, jak potrafią. Nic z tego, a wręcz przeciwnie! W 52. minucie to Azjaci powinni prowadzić: po znakomitej kontrze Reza Ghoochannejhad świetnie uderzył głową, a Sergio Romero obronił z najwyższym trudem. Chwilę potem w argentyńskim polu karnym padł Ashkan Dejagah i sędzia miał podstawy, by podyktować jedenastkę. Nie miał jednak na tyle odwagi. W 60. minucie wreszcie pokazał się Messi. Popędził w swoim stylu, uderzył lewą nogą zza pola karnego, myląc się o centymetry.
Kolejne minuty niespodziewanie należały jednak do Irańczyków! Blisko szczęścia był Dejagah, który głową uderzył tuż nad poprzeczką, a sytuację miał wyborną. Potem do przodu ruszyła Argentyna, lecz wciąż nic z jej przewagi nie wynikało. Aż nadeszła 91. minuta. Messi dostał piłkę przed polem karnym, genialnie przymierzył w długi róg, zdobywając pięknego gola na wagę zwycięstwa. Pokazał błysk geniuszu, ale i od niego, i od jego kolegów wszyscy oczekiwali czegoś zdecydowanie więcej. Załamani Irańczycy padli na murawę i było ich po prostu żal. Zasłużyli, by utrzeć faworytowi nosa.
Argentyna – Iran 1:0 (0:0). Bramka: Lionel Messi (90.+1). Żółte kartki: Javad Nekounam, Masoud Shojaei. Sędziował: Milorad Mazic (Serbia). Widzów: 57 000.
Argentyna: Sergio Romero – Pablo Zabaleta, Federico Fernandez, Ezequiel Garay, Marcos Rojo – Fernando Gago, Javier Mascherano, Angel Di Maria (90+4. Lucas Biglia) – Lionel Messi, Gonzalo Higuain (77. Rodrigo Palacio), Sergio Aguero (77. Ezequiel Lavezzi).
Iran: Alireza Haghighi – Jalal Hosseini, Pejman Montazeri, Amir-Hossein Sadeghi, Mehrdad Pooladi – Ashkan Dejagah (85. Alireza Jahanbakhsh), Masoud Shojaei (77. Khosro Heydari), Javad Nekounam, Andranik Teymourian, Ehsan Hajsafi (88. Reza Haghighi) – Reza Ghoochannejhad.
Piotr Skrobisz