Gromy na Seremeta
Sobota, 21 czerwca 2014 (02:00)Minister sprawiedliwości sugeruje publicznie, że dowody zabezpieczane w tajnych kancelariach polskich prokuratur mogą nie być bezpieczne.
Marek Biernacki, minister sprawiedliwości, określił wczoraj działanie prokuratury mianem blamażu i uznał, że podjęte kroki były zbyt daleko idące i mogły budzić obawę naruszenia tajemnicy dziennikarskiej. Wskazywał m.in., że prokurator nie zapewnił odpowiedniej koordynacji działań prokuratury, policji i ABW oraz współpracy z sądem, który decydowałby o losie nośników.
Z taką oceną nie zgadza się Prokuratura Generalna. Jej rzecznik Mateusz Martyniuk przypomniał, że czynności były wykonywane w ramach śledztwa dotyczącego nielegalnego podsłuchiwania wysokich urzędników państwowych i prokurator miał obowiązek zabezpieczyć wszystkie dowody.
– Prokurator udał się do redakcji celem wyegzekwowania prawa. Możemy tylko ubolewać, że środki, którymi dysponował, okazały się nieskuteczne – dodał. Rzecznik podkreślił, że Prokuratura Generalna z satysfakcją przyjęła ocenę Ministerstwa Sprawiedliwości co do zasadności przeprowadzonych czynności. Zauważył jednak, że minister nie wskazał żadnego przepisu, który prokurator naruszył swoim działaniem.
– Mówił o standardach, nie wskazał jednak, gdzie te standardy są skatalogowane – dodał. Martyniuk podkreślił jednak, że wbrew temu, co powiedział Biernacki, prokurator nie ma obowiązku „zabezpieczania” sądu, a obowiązujące przepisy prawa takiego scenariusza nie przewidują.
Martyniuk wyjaśnił, że prokurator ma możliwość sporządzenia kopii binarnych nośników, które zabezpieczone zostałyby złożone w kancelarii tajnej, a następnie sąd decydowałby o ich losie. Wówczas też praca redakcji nie uległaby zakłóceniu. Jak zaznaczył Martyniuk, w najbliższych dniach PG udostępni zapis z kamery, która w sposób obiektywny dokumentuje przeszukanie w redakcji.
– Z przerażeniem słuchałam dyskredytacji kancelarii tajnej – powiedziała prokurator Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Jak zapewniła, śledczy wykonujący czynności w redakcji „Wprost” miał ze sobą bezpieczną kopertę, a w prokuraturze oczekiwał w gotowości pracownik kancelarii tajnej, w której miał zostać zdeponowany dowód. Przypomniała też, że sądy pracują w trybie 24-godzinnym niezależnie od dni świątecznych.
To nie my, to prokurator
Biernacki na konferencji sugerował, że prokuratura mogła nastawać na wolność słowa, a funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wkraczając do redakcji tygodnika „Wprost”, jedynie wykonywali polecenia prokuratora, zaś nadzorujący ABW minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz nie mógł mieć w tej sprawie nic do powiedzenia.
Dodatkowo to szef MSW jest w sprawie afery podsłuchowej poszkodowanym – wynika z oceny Ministerstwa Sprawiedliwości czynności związanych z działaniami prokuratorów i ABW w redakcji tygodnika, który ujawnił podsłuchy rozmów członków koalicji rządzącej.
Prokurator generalny Andrzej Seremet mówił w czwartek, że prokuratorzy, którzy wkroczyli w asyście funkcjonariuszy ABW do redakcji z żądaniem wydania nośników danych z nagraniem podsłuchów, działali zgodnie z prawem.
Wczoraj kamyk do ogródka prokuratora wrzucił jednak rząd, który przystąpił do oceny niezależnej – według twierdzeń rządzących – prokuratury. Wytknął jej działania mało profesjonalne i nieroztropne, wystawiając przy tym „zdecydowanie krytyczną” ocenę postępowania niezależnej prokuratury w związku z akcją w redakcji tygodnika.
Trudno nie odnieść wrażenia, że reakcja Biernackiego ma poprawić wizerunek rządu i zatrzeć złe wrażenie, na dalszy plan schodzi też treść podsłuchanych rozmów, m.in. szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP, którzy dyskutowali o działaniach, które mogą powstrzymać możliwe – po następnych wyborach – przejęcie władzy przez PiS.
Niewykluczone też, że cele, jakie miały przyświecać ujawnieniu kompromitujących rządzących nagrań, zostały już osiągnięte, a Donald Tusk po przyjęciu ostrzeżenia będzie mógł spać spokojnie, nie obawiając się wypłynięcia kolejnych kompromitujących nagrań.
Krytykę prokuratury podbiło wczoraj ministerstwo sprawiedliwości. Biernacki mówił wręcz o blamażu prokuratury, nieprzygotowaniu działań. – Brakowało czytelnego scenariusza działań na wypadek zgłoszenia przez dziennikarza, że materiał zawiera tajemnicę dziennikarską – stwierdził minister sprawiedliwości. Biernacki wręcz wyraził zadowolenie, że prokuratorom nie udało się zabezpieczyć nośników danych w redakcji, sugerując nawet, że mogłoby się z nimi coś stać w czasie, gdy znajdowałyby się w depozycie. Ocenił, że podjęcie czynności przez prokuraturę w godzinach wieczornych i w przeddzień dnia wolnego utrudniało skierowanie zabezpieczonego materiału do sądu wraz z wnioskiem o zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej. Według Biernackiego, gdyby redaktor naczelny tygodnika oddał swój latop czy też funkcjonariusze ABW zdołali mu go siłą odebrać, to przejęty dowód zostałby zabezpieczony w walizce czy zalakowanej kopercie. Bezpośrednio do sądu nie mógłby jednak zostać dostarczony. – Z tego, co sprawdzaliśmy, żaden sąd nie był w gotowości. Ten dokument – cała walizka czy koperta – musiałby trafić do kancelarii tajnej prokuratury albo ABW – mówił Biernacki.
Sądy jednak w gotowości
Minister poinformował, że nie zostałby także przekazany sądowi w miniony piątek, gdyż dzień ten – między Bożym Ciałem a sobotą – został odpracowany i sądy były nieczynne. Sprawą sąd mógłby się zająć dopiero w poniedziałek. – Dzisiaj spotykalibyśmy się w zupełnie innych okolicznościach, bo nie wierzę, żebyście państwo uwierzyli, że jest to przypadek i czy coś się nie dzieje w kancelarii tajnej z tym dokumentem. Całe szczęście, że do tego wydania nie doszło – z punktu widzenia politycznego. Naprawdę trudno byłoby udowadniać, że nie mieliśmy intencji w tych działaniach, że były to działania prokuratorskie – mówił Biernacki.
Słowom Biernackiego przeczy praktyka sądowa. W sądach bowiem także w dni wolne od pracy dyżurują sędziowie, którzy orzekają głównie w sprawach dotyczących zastosowania aresztu tymczasowego. Mogliby więc zająć się w razie potrzeby także dowodami zabranymi z redakcji „Wprost”. Potwierdza to prokurator Renata Mazur. Wyjaśniła ona, że sędziowie dyżurują każdego dnia i są przygotowani do zajęcia się takimi dokumentami, jakie miano pozyskać w tygodniku. – Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym w święto lub w weekend spotkała się z odmową wykonania czynności przez sąd – stwierdziła Mazur.
Biernacki poinformował, że szef ABW płk Dariusz Łuczak wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie wydarzeń, do których doszło w redakcji tygodnika.
Artur Kowalski