Rekordowy Wimbledon
Piątek, 20 czerwca 2014 (18:49)Jeszcze nigdy w historii w turnieju Wielkiego Szlema nie wystąpiło (w singlu) siedmioro polskich tenisistów. Ta granica „pęknie” w rozpoczynających się w poniedziałek zmaganiach na trawiastych kortach Wimlbedonu. Czy okażą się one równie udane jak przed rokiem, gdy Biało-Czerwoni osiągnęli w Londynie dziejowe sukcesy?
Wtedy, dwanaście miesięcy temu, Londyn był nasz. Szczególnie w rywalizacji mężczyzn Jerzy Janowicz i Łukasz Kubot szli jak burza, eliminując rywala za rywalem. Mieli przy tym trochę szczęścia, bo niespodziewanych porażek doznawali ich potencjalnie najgroźniejsi rywale, lub eliminowały ich kontuzje, jednak w niczym nie umniejszało to sukcesów reprezentantów Polski. Obaj dotarli aż do ćwierćfinału, w którym zmierzyli się w bratobójczym pojedynku. Lepszy okazał się w nim łodzianin, ale tak naprawdę obaj mogli czuć się zwycięzcami. Janowicz zdobywał sympatię swą ekspresją i brakiem jakichkolwiek kompleksów, Kubot zachwycał piękną grą, przywołującą wspomnienia najlepszych czasów tenisa. Potem w półfinale łodzianin postraszył faworyta gospodarzy Andy’ego Myurraya. Przegrał, lecz minimalnie, po pięknym pojedynku.
Do tej fazy dotarła też Agnieszka Radwańska. Turniej w ogóle ułożył się dla niej idealnie. Przegrywały jej najgroźniejsze rywalki, dzięki czemu uniknęła gry z tenisistkami wyjątkowo dla siebie niewygodnymi. Wydawało się, że nic i nikt nie zatrzyma jej na drodze do końcowego, historycznego sukcesu. A jednak zawiodła, bo tylko tak można określić półfinałową porażkę z Sabine Lisicki. Potem w finale Niemka nie sprostała Francuzce Marion Bartoli, z którą Agnieszka nigdy nie miała najmniejszych problemów...
Tak było przed rokiem, jak będzie teraz? Starsza z panien Radwańskich zawsze kochała grać na londyńskiej trawie. To jej ulubiona nawierzchnia i ulubiony turniej. Tyle że nie wiadomo, w jakiej jest formie. W bezpośrednim teście przed Wimbledonem, w Eastbourne, odpadła już w pierwszej rundzie. Powie ktoś: tak samo było w dwóch poprzednich sezonach. Prawda. Tyle że krakowianka słabo zaprezentowała się także podczas French Open, gdzie w trzeciej rundzie przegrała z nieznaną Chorwatką Ajlą Tomljanovic. Teraz, na dzień dobry zmagań w Londynie, spotka się z Rumunką Andreą Mitu. Nie powinna mieć problemów, także w kolejnej rundzie, w której może się spotkać z Australijką Casey Dellacquą lub Estonką Anett Kontaveit. Ale już w trzeciej (jeśli do niej oczywiście awansuje, lecz nie zakładamy innego scenariusza) jej potencjalną rywalką może być groźna Rosjanka Swietłana Kuzniecowa, a w czwartej Włoszka Sara Errani. W ćwierćfinale może napotkać Białorusinkę Wiktorię Azarenkę, a w półfinale Chinkę Na Li. Tak wynika z drabinki, która została wylosowana dziś.
Pozostałe nasze trzy tenisistki czeka arcyciężkie zadanie już na wstępie. Paula Kania zmierzy się bowiem z Na Li, triumfatorką tegorocznego Australian Open, Urszula Radwańska z Niemką Angelique Kerber, a Katarzyna Piter z inną tenisistką zza naszej zachodniej granicy Andreą Petkovic. Bądźmy szczerzy: wygrana którejś z Biało-Czerwonych byłaby ogromnym sukcesem i niespodzianką.
A panowie? Są zagadką. Janowicz od początku sezonu gra słabiutko, odpada w pierwszych rundach turniejów, przegrywając z dużo niżej notowanymi przeciwnikami. W niczym nie przypomina zawodnika, który przed rokiem w Wimbledonie zachwycał. Może jednak w tym szczególnym dla niego miejscu się odbuduje? W pierwszej rundzie zagra z Somdevem Devvarmanem z Indii, a jeśli go pokona, może się spotkać z Michałem Przysiężnym, o ile ten wygra ze słynnym Australijczykiem Lleytonem Hewittem. W czwartej rundzie któryś z Polaków mógłby zagrać ze Szwajcarem Rogerem Federerem. Trzeci z naszych orłów, Kubot, na początek trafił na Niemca Jana-Lennarda Struffa.
O powtórkę sprzed roku będzie ciężko, ale w sporcie, jak w życiu, nie ma rzeczy niemożliwych.
Piotr Skrobisz