Po pierwsze, nie szkodzić
Piątek, 20 czerwca 2014 (15:42)Z dr Ewą Ślizień-Kuczapską, ginekologiem-położnikiem z Warszawy, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska
Jak ocenia Pani histerię przeciwników Deklaracji Wiary i atak na prof. Bogdana Chazana, dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie?
– Moim zdaniem, wszyscy lekarze, którzy podpisali się pod Deklaracją Wiary, powinni wydać wspólny komunikat wobec zaistniałej sytuacji. Dla mnie mechanizm tej nagonki na osobę prof. Chazana oraz pozostałych lekarzy katolickich nie jest w pełni zrozumiały. Tym bardziej że autorką deklaracji jest dr Wanda Półtawska, która była bliską współpracownicą naszego rodaka, obecnie już świętego Jana Pawła II, a wszyscy Polacy w szczególny sposób przeżywali niedawno kanonizację Papieża Jana Pawła II. Żyjemy w katolickim kraju od ponad tysiąca lat, zaś zasady medycyny są zbieżne z doktryną chrześcijańską, w której centrum stoi człowiek i jego dobro. Profesor Chazan stał się ofiarą, ponieważ jest osobą utytułowaną, znanym działaczem pro-life, który już raz w latach 90. zapłacił wysoką cenę za to, że bronił życia. Zachował się zgodnie ze swoim sumieniem i został zwolniony ze stanowiska kierownika kliniki Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie oraz stanowiska konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii. W tej chwili trwa kolejna nagonka na niego, ponieważ jest on osobą reprezentującą całe środowisko lekarzy katolickich oraz tych wszystkich, dla których zasada „po pierwsze, nie szkodzić” jest fundamentalna.
Ta sprawa ma być przestrogą dla innych lekarzy?
– Być może tak jest. Ale naszym zadaniem jest być nieugiętym wobec nacisków, bronić, chronić naszych pacjentów i troszczyć się o ich dobro. Jest mi niezwykle przykro, jestem oburzona, że w kraju, w którym się urodziłam i z którego jestem dumna, zdarzają się takie sytuacje.
Jakie znaczenie ma dla Pani Deklaracja Wiary?
– Osobiście jako lekarz absolutnie nie widzę miejsca w praktyce lekarskiej dla działania przeciw życiu i ludzkiej godności, w szczególności w takich sytuacjach, kiedy mamy do czynienia z koniecznością dokonywania aborcji eugenicznych. Choroba dziecka niezawiniona ani przez rodziców, ani przez samo dziecko nie uprawnia do zabicia go, chociaż prawnie jest to tzw. trzeci przypadek dla możliwości dokonania aborcji w Polsce. Jednak z punktu widzenia obowiązującej mnie etyki lekarskiej stojącej ponad prawem państwowym oraz zasad prawa naturalnego, w którym człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnego kresu, nie zgadzam się z wykonywaniem tego typu zabiegów. W tym przypadku choroba, ciężka wada dziecka, jak wspomniałam wyżej, niezawiniona przez samo dziecko ani przez rodziców nie uzasadnia zabijania tego dziecka w łonie matki, ponieważ ono i tak w sposób naturalny umrze – albo wewnątrzmacicznie, albo po porodzie. Jest to oczywiście bardzo trudna sytuacja, lekarz też zdaje sobie z tego sprawę. Jego zadaniem jest okazanie według mnie jak największego współczucia, ale w myśl medycyny hipokratejskiej, która wypełniona jest humanizmem, stawiającym na pierwszym miejscu dobro naszych pacjentów i ich godność, a to wiąże się ze wsparciem wobec kobiety i jej rodziny w sposób bardzo godny, ale też taki, który neguje działania skierowane przeciw życiu. Rodzice w takiej sytuacji często są w bardzo dużym szoku i działają pod wpływem ogromnych emocji. My, lekarze, którzy mamy do czynienia z takimi sytuacjami dość często, wiemy, że jest to sytuacja bardzo trudna, że potrzeba w niej bardzo dużo spokoju, cierpliwości, czułości i wyrozumiałości wobec rodziców, ale pomocą w sposób autorytatywny i zdecydowany na pewno nie jest skracanie życia dziecka, czyli po prostu dokonywanie aborcji eugenicznej. To dziecko ma również prawo do życia od poczęcia, a procedura aborcji jest nie tyle bardzo przykra, ile po prostu bardzo bolesna zarówno dla matki, jak i dziecka. Absolutnie dziecko nie będzie mniej cierpiało, a wręcz przeciwnie – będzie cierpiało prawdopodobnie nawet bardziej podczas zabiegu przerwania ciąży, i to w sposób przez nie niezawiniony. Dziecko jest nieuleczalnie chore i jego kres życia powinien przebiec naturalnie. Nikt z nas nie jest uprawniony do podejmowania decyzji o skróceniu jego życia z powodu tego, że jest chore.
Zwolennicy aborcji uważają, że zabicie dziecka w łonie matki będzie dla niego lepsze niż pozwolenie mu się urodzić i umrzeć naturalnie.
– Rzeczywiście, część osób uważa, że przedwczesna śmierć dziecka przyniesie ulgę matce i również samemu dziecku. Istnieją jednak dane, które nie potwierdzają tego, że dziecko obarczone ciężką wadą cierpi w trakcie ciąży. Wiemy zaś z pewnością, że dokonanie zabiegu aborcji, czyli sztucznego przerwania ciąży, prowadzi do zmuszenia dziecka do opuszczenia w sposób gwałtowny jamy macicy, a układ nerwowy dziecka na tym etapie posiada dostateczną ilość połączeń nerwowych, aby dziecko odczuwało ból i cierpienie. Jeśli zaś obumrze samoistnie lub urodzi się naturalnie, to wtedy z pewnością nie będzie przeżywać tego tak dotkliwie. Niewątpliwie rozpoznanie prenatalne ciężkiej wady dla obojga rodziców i ich najbliższego otoczenia jest po ludzku bardzo trudną sytuacją. Jednakże postęp w dziedzinie diagnostyki prenatalnej nie powinien prowadzić do aborcji. Wręcz przeciwnie. Z badań naukowych wynika, że nie skracanie życia dziecka, ale wspieranie czynne rodziny w sferze duchowej, psychologicznej, emocjonalnej i – jeśli to potrzebne – pomoc finansowa może przynieść ostatecznie dużo lepsze rezultaty i prawdziwe uczucie ulgi, nie zaś pozbycie się tego problemu w sposób natychmiastowy po rozpoznaniu. Tym bardziej że rodzice w takiej sytuacji są w dużym szoku, który może w jakiś sposób sprzyjać zbyt pochopnej decyzji o przedwczesnym ukończeniu życia tego dziecka.
Drugą sprawą jest to, że ból i stres związany z aborcją eugeniczną i samym rozpoznaniem na pewno nie zniknie z chwilą uśmiercenia dziecka.
– Wiemy to zarówno z praktyki lekarskiej, jak i z wielu badań, że taka sytuacja kryzysowa pozostawia zawsze trwały ślad i będzie wymagała przeżycia żałoby, które też nie odbywa się w sposób natychmiastowy, ale wymaga pewnego czasu. Działania lekarskie, w tym odmowa aborcji, w żaden sposób nie powinny być traktowane jako okrucieństwo, jako „brak sumienia”, jak to przez naszych adwersarzy jest uzasadniane, a wręcz przeciwnie – rolą lekarza jest niesienie pomocy właśnie w takich szczególnych, najtrudniejszych, skrajnych sytuacjach. Żyjemy w Polsce, kraju, który od wieków opierał się na chrześcijaństwie, które dało mu rozwój, początek państwowości. Nie jest też tajemnicą, że Kościół pomagał we wszystkich przemianach XX wieku, które teraz świętujemy jako 25-lecie odzyskania wolności. Wiemy również, że Ojciec Święty Jan Paweł II był architektem tych zmian i każdy z nas doskonale zna zdanie, które wielokrotnie powtarzał, a które odnosiło się zarówno do nienaruszalności życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, jak i godności ludzkiej i bardzo istotnej kwestii niepodcinania gałęzi drzewa, z którego wszyscy wyrośliśmy, a któremu na imię Polska.
Kiedyś obowiązywały przepisy, które dopuszczały aborcję z powodów społecznych. Wówczas prof. Włodzimierz Fijałkowski, który też był ofiarą represji w latach 50. i 60., powiedział: „Przede wszystkim jako człowiek odmawiam aborcji” – wtedy został zwolniony z kliniki w Łodzi, nie mógł kontynuować swojej pracy naukowej i zawodowej. To prawo dziś już nie obowiązuje, natomiast obowiązuje nas prawo moralne i etyka lekarska.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Borańska-Chmielewska