• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Chwała pokonanym

Środa, 18 czerwca 2014 (20:17)

Holandia pokonała Australię 3:2 w pięknym meczu grupy B, w którym skazywani na pożarcie rywale stawili jej czoła i byli krok od sprawienia niespodzianki. Tim Cahill, as Kangurów, zdobył bramkę, która będzie kandydować do miana trafienia turnieju.

Sympatycy Pomarańczowych liczyli, że po rozbiciu Hiszpanii ich ulubieńcy zanotują na swym koncie kolejne efektowne zwycięstwo. Wspominali nawet o „spacerku”. Nieliczni przypominali hurraoptymistom, że Holandia z Australią jeszcze na piłkarskim boisku nie wygrała. Tak czy inaczej, była faworytem, zdecydowanym, a każdy inny wynik niż jej zwycięstwo jawiłby się jako sporego kalibru niespodzianka.

Na szczęście w ten sposób do rzeczy nie podeszły Kangury. Wręcz przeciwnie, podjęły walkę, imponując nie tylko agresją i zdecydowaniem, ale i odwagą. Ci, którzy zakładali, że zaparkują „autobus” na własnym polu karnym, byli nieźle zaskoczeni. Bo od początku Australijczycy starali się narzucić własne warunki gry. Atakowali, próbowali strzałów z dystansu. W pierwszym kwadransie posiadali piłkę przez 67 procent czasu gry! Mimo to w 20. minucie faworyt objął prowadzenie. Arjen Robben pognał z piłką przez pół boiska, oszukał defensorów rywali i płaskim strzałem nie dał szans Matowi Ryanowi. Wydawało się, że w ten sposób otworzył worek z bramkami i faktycznie, tak się stało. Sensacyjnie jednak błyskawicznie odpowiedzieli Australijczycy. I to jak! Ryan McGowan posłał długie podanie do Tima Cahila, a ten popisał się absolutnie fantastycznym strzałem z woleja; piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. Gol marzenie, kandydat do miana najpiękniejszej bramki całych mistrzostw. Australijczycy poszli za ciosem. Nie kalkulowali, nie cofnęli się, tylko ruszyli, by zadać kolejne uderzenie, nokautujące. W 31. minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Mark Bresciano, jednak uderzył ponad poprzeczką. Chwilę potem bliski szczęścia był Matthew Spiranovic, lecz nieczysto trafił w piłkę. Do przerwy wynik się nie zmienił.

Po wznowieniu gry tempo nie spadło. Australia nadal grała pięknie, Holandia wyglądała na cały czas zaskoczoną takim obrotem sprawy. W 54. minucie Daryl Janmaat dotknął piłkę ręką we własnym polu karnym i decyzja sędziego mogła być tylko jedna. Jedenastkę pewnie wykorzystał Mile Jedinak. Być może gdyby wynik 2:1 utrzymał się dłużej, doszłoby do sensacji. Pomarańczowi wyrównali jednak bardzo szybko, po pewnym strzale niezawodnego Robina Van Persiego. Kangury się nie poddały, nadal atakowały. Miały okazje, świetnej okazji nie wykorzystał Mathew Leckie, który pogubił się i zamiast głową uderzył klatką piersiową. Za lekko, i to się zemściło. Dosłownie chwilę później Memphis Depay uderzył z daleka, niefortunnie interweniował Ryan i piłka wpadła do siatki. I to był ostatni gol tego fantastycznego meczu. W końcówce dzielnym Australijczykom zabrakło już sił, a szkoda, bo zasłużyli przynajmniej na remis.

Australia – Holandia 2:3 (1:1). Tim Cahill (21.), Mile Jedinak (54. – karny) – Arjen Robben (20.), Robin van Persie (58.), Memphis Depay (68.). Żółte kartki: Tim Cahill – Robin van Persie. Sędziował Djamel Haimoudi (Algieria). Widzów 41 000.

Australia: Mathew Ryan – Matthew Spiranovic, Alex Wilkinson, Jason Davidson, Ryan McGowan – Mark Bresciano (51. Oliver Bozanic), Mile Jedinak, Matt McKay – Tommy Oar (77. Adam Taggart), Matthew Leckie, Tim Cahill (69. Ben Halloran).

Holandia: Jasper Cillessen – Ron Vlaar, Stefan de Vrij, Bruno Martins Indi (45+3. Memphis Depay), Daley Blind – Nigel de Jong, Daryl Janmaat, Jonathan de Guzman (78. Georginio Wijnaldum), Arjen Robben, Wesley Sneijder – Robin van Persie (87. Jeremain Lens).

Piotr Skrobisz