• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Udane zmiany Wilmotsa

Wtorek, 17 czerwca 2014 (20:33)

Przez długie minuty pachniało niespodzianką, ale w końcówce faworyzowani Belgowie znaleźli sposób na Algierczyków i wygrali 2:1 w meczu grupy H. Bohaterami okazali się piłkarze wprowadzeni na boisko przez trenera Marka Wilmotsa w drugiej połowie, w pierwszej jego zawodnicy zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Na to spotkanie czekano z ogromnym zainteresowaniem, głównie przez Belgów. Reprezentacja tego kraju była bowiem określana jako „czarny koń” mistrzostw, zespół, który stać na sprawienie niejednej niespodzianki i odegranie w turnieju dużej roli. Pomóc miały gwiazdy największych europejskich firm, piłkarze wciąż młodzi, a już utytułowani i zaprawieni w bojach o największą stawkę.

Tymczasem przez długie minuty dzisiejszego starcia zawodzili. Kompletnie nie potrafili poradzić sobie z defensywą Algierczyków, którzy wybudowali przed własnym polem karnym mur i ani myśleli przepuszczać przez niego rywali. Belgowie, owszem, atakowali, byli zdecydowanie częściej w posiadniu piłki, przebywali w pobliżu „szesnastki” przeciwników, ale na tym ich pomysły się kończyły. Poczynali sobie zbyt schematycznie, zbyt czytelnie, by mogło to przynieść efekt.

Schowani za podwójną gardą Algierczycy raz na jakiś czas wyprowadzali kontry, z których już pierwsza przyniosła niespodziewanie efekt w postaci bramki. Pomógł im w tym Jan Vertonghen, kóry bezsensownie powalił w polu karnym Sofiane'a Feghouliego. Decyzja sędziego mogła być tylko jedna, rzut karny. Szansę wykorzystał sam poszkodowany, w efekcie zapachniało niespodzianką.

Jednak strata gola nie skłoniła Belgów do zmianu sposobu gry. Nadal atakowali jednostajnie, uparcie środkiem boiska, co rywale z łatwością paraliżowali. Dopiero w 44. minucie znaleźli sposób na algierską obronę, ale Nacer Chadli nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Raisem Mbolhim.

Po przerwie Belgowie ruszyli do natarcia, lecz niewiele brakowało, aby boleśnie nadziali się na kontrę rywali. W 56. minucie groźnie strzelał Carl Medjani; pomylił się nieznacznie. W 64. minucie na boisku pojawił się Marouane Fellaini i jak się okazało, Marc Wilmots wykazał się trenerskim nosem. Kilka chwil później rezerwowy bardzo ładnie uderzył głową, doprowadzając do wyrównania. W 80. minucie Belgowie już prowadzili: po szybkiej akcji Dries Mertens znalazł się przed bramkarzem rywali i pewnym strzałem nie dał mu szans. Metrens, dodajmy, też wszedł na boisko po przerwie, co doskonale świadczy o wyczuciu jego selekcjonera. W ogóle w drugiej połowie Belgowie zagrali naprawdę dobrze, potwierdzając, że drzemie w nich niemały potencjał.

Belgia – Algieria 2:1 (0:1)

Bramki: Marouane Fellaini (70. – głową), 2:1 Dries Mertens (80.) – Sofiane Feghouli (25. – karny). Żółte kartki: Jan Vertonghen – Nabil Bentaleb. Sędziował: Marco Rodriguez (Meksyk). Widzów: 55 000.

Belgia: Thibaut Courtois – Toby Alderweireld, Vincent Kompany, Jan Vertonghen, Daniel Van Buyten – Kevin De Bruyne, Nacer Chadli (46. Dries Mertens), Axel Witsel, Mousa Dembele (65. Marouane Fellaini) – Eden Hazard, Romelu Lukaku (58. Divock Origi).

Algieria: Rais Mbolhi – Madjid Bougherra, Faouzi Ghoulam, Rafik Halliche, Carl Medjani (84. Nabil Ghilas) – Nabil Bentaleb, Sofiane Feghouli, Ryad Mahrez (71. Medhi Lacen), Mehdi Mostefa, Saphir Taider – Hilal Soudani (66. Islam Slimani).

Piotr Skrobisz