Wybiórcza pamięć Tuska
Wtorek, 17 czerwca 2014 (18:12)Z dr. Tomaszem Telukiem, politologiem, założycielem Instytutu Globalizacji, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy podobnie jak Donald Tusk jest Pan pod wrażeniem pracy ministra Bartłomieja Sienkiewicza?
– Komentarz premiera jest skandaliczny. Kompromituje intelektualnie i moralnie Donalda Tuska zarówno jako szefa rządu, jak i człowieka. W mojej ocenie to, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy dzisiaj z ust szefa rządu było wyreżyserowaną PR zagrywką. Widać wyraźnie, że premier nie ma politycznej woli rozwiązywania problemu, przed którym stanęło państwo polskie. Być może nawet tego państwa już nie ma – jak sugerują minister Sienkiewicz i prezes Belka, a premier robiąc dobrą minę do złej gry, chce zamazać prawdziwy a stworzyć w ludzkich umysłach fałszywy obraz wydarzenia, o którym dowiedzieliśmy się z taśm ujawnionych przez „Wprost”. Mamy do czynienia ze sprytną próbą przerzucenia uwagi z sedna sprawy na kwestie podsłuchu i zdezawuowania tego wydarzenia, przedstawienia go jako mało istotne. Tymczasem stoimy wobec jawnej próby łamania Konstytucji RP i wykorzystywania niezależnego organu jakim jest Narodowy Bank Polski do celów politycznych. Z rozmowy Marka Belki i Bartłomieja Sienkiewicza wynika jasno, że mamy do czynienia z handlem stanowiskiem ministra finansów i jego praktyczną realizacją w późniejszym okresie. Efektem tych „negocjacji” są także prace nad zmianami w ustawie o banku centralnym. Premier próbuje to wszystko zlekceważyć, ale są to bardzo poważne sprawy dotyczące wykorzystywania stanowisk wysokich urzędników państwowych do realizacji celów politycznych, celów jednej partii. A wszystko w celu utrzymania się przy władzy za wszelką cenę.
Bagatelizowanie przez premiera całej tej sprawy to próba zamiecenia jej pod dywan?
– Tak, co moim zdaniem jest bardzo niepokojące. Jak już wspomniałem jest to również próba odwrócenia uwagi o meritum sprawy a przerzucenie akcentów i skoncentrowaniu opinii publicznej na fakcie nielegalnych podsłuchów, które w ocenie premiera nie mogą być metodą obalania rządu. W mojej ocenie, taka manipulacja jest nie do przyjęcia i świadczy, że premier jest cynikiem, ignorantem politycznym, który za nic ma Polaków. To pokazuje również bardzo wybiórczą pamięć Donalda Tuska, który jak pamiętamy bulwersował się, gdy na jaw wyszły taśmy kompromitujące polityków Samoobrony i skrzętnie z tego „prezentu” skorzystał. Skoro tak, to również dziś powinien być konsekwentny i podać swój rząd do dymisji. W historii podsłuchy miały wpływ na obalenie wielu rządów. Przypomnijmy chociażby aferę polityczną Watergate w Stanach Zjednoczonych, po której urząd prezydenta stracił Richard Nixon, czy wymsknięcie się pewnych zdań socjalistów na Węgrzech, co z kolei doprowadziło do konserwatywnej rewolucji w tym kraju i odsunięcia tej właśnie siły politycznej od władzy. Być może takiego scenariusza obawia się premier Tusk.
Pozostawienie Sienkiewicza na stanowisku może wynikać z obawy premiera, że po dymisji, w odwecie moglibyśmy poznać z czyjej inspiracji szef MSW realizował swoją misję?
– Niewykluczone, że tak właśnie jest. Istnieje obawa, że premier broniąc ministra, broni również siebie. Póki co nie mamy jednak na to wystarczających dowodów. Mamy natomiast do czynienia z sytuacją, kiedy interesy partii brutalnie stawiane są ponad interesy państwa.
Co musi się jeszcze wydarzyć, żeby Donald Tusk przyznał się do błędu?
– Naprawdę nie wiem. Bardziej kompromitującej wpadki osób tak wysoko postawionych w hierarchii władzy państwowej trudno sobie wyobrazić. Do tego sytuacja naszego państwa jest bardzo zła. Kuleją finanse publiczne, młodzi nie mają pracy, ludziom żyje się coraz gorzej, kompromitują się kolejne osoby z otoczenia premiera. Szykują się kolejne wybory, przed którymi politycy z partii Donalda Tuska masowo opuszczają tę formację i trudno powiedzieć, co jeszcze musi się wydarzyć, żeby premier przyznał, że ma kłopoty i de facto nie panuje nie tylko nad tą rozpasaną formacją, ale w ogóle nad państwem. Pikanterii całej sprawie dodaje także fakt, że w swoich wyjaśnieniach premier idzie w zaparte. Moim zdaniem tym samym przekroczył wszelkie granice przyzwoitości. Pamiętamy przecież, że nie kto inny jak Donald Tusk startował na prezydenta pod hasłem „człowiek z zasadami”, tymczasem dzisiejsza jego postawa wyraźnie temu przeczy. Brak mu cywilnej odwagi, żeby podać się do dymisji, nie umie przyznać, że cokolwiek robi, robi źle. Jednak w swoim mniemaniu jest nieomylny i bezbłędny, słowem ideał, a jak jest, widać gołym okiem. To przerażające.
Jak ocenia Pan pomysł powołania komisji śledczej w sprawie wyjaśnienia tej afery?
– W świetle tego, co się stało, wydaje się to nieuchronne. Afera Rywina pokazała, że taka komisja może bardzo wiele wyjaśnić, a przede wszystkim pokazać wszystkie zakulisowe mechanizmy, które rządzą najwyższymi organami państwa. W obecnej sytuacji jest to działanie nieodzowne, a komisja śledcza powinna być powołana jak najszybciej. Jej prace powinny rozpocząć się jeszcze przed wakacjami. Ktoś może powiedzieć: nie ma dymisji, nie ma winnych, nie ma sprawy, ale to nieprawda. Jest sprawa i to poważna, którą trzeba dogłębnie wyjaśnić.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki