• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Zamach stanu? Chyba Tuska na nasz kraj

Wtorek, 17 czerwca 2014 (16:03)

O aferze taśmowej na podstawie dotychczasowych wypowiedzi nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele” można napisać książkę. Jest tam tyle wątków, że komisja śledcza mogłaby mieć pracę na długie miesiące. Gdyby powstała…

Najnowsze słowa Tuska o zamachu są niefortunne. Z wielu powodów. Zamachu na państwo dokonał on i jego ekipa. Brudnymi zagrywkami ta quasi-mafia utrzymuje się od lat na powierzchni, zamiatając pod dywan kolejne afery. Trwanie tego skompromitowanego układu każdy kolejny dzień to potężna strata dla naszego kraju i jego regres.

Widzimy to na przykładzie prowadzonego śledztwa przez ministra spraw wewnętrznych dotyczącego afery, w której minister spraw wewnętrznych odgrywa kluczową rolę. Zrobiła się z tego jakaś karkołomna karykatura.

Pierwsze zatrzymania w sprawie afery taśmowej nie dotyczą bohaterów patologii, ale tych, którzy tych nagrań dokonali. Menedżer restauracji jest już przesłuchiwany. Najważniejsze pytanie, czy to on nagrywał, czy może były funkcjonariusz BOR. I dlaczego?

Media głównego nurtu ukręcają łeb całej aferze. Wystarczy śledzić nagłówki, komentarze, kolejne artykuły. Narracja, którą prowadzą wspólnie z ośmiornicą Tuska, ma przekonać Polaków, że afery nie było, a tylko inni szatani (na razie jeszcze nie Kaczyński, ale takie sugestie już padają) byli tu czynni. Pan Morozowski z TVN popłynął z wizjami hen, aż na sam Kreml, a jego stacja nazywa aferę „zamieszaniem”.

Szkoda, że przed laty na stację TVN z panem Morozowskim i Sekielskim (wówczas) na czele nie padały takie gromy, gdy obalili rząd Kaczyńskiego. Szumu nie było w sprawie nielegalnych nagrań, bo wówczas nazywało się to rzetelnym i uczciwym śledztwem dziennikarskim, media huczały o patologii… rządu Kaczyńskiego. Dziś salon łamanie Konstytucji RP przez skompromitowanych polityków nazywa normalnymi rozmowami, jakie się prowadzi zazwyczaj w kuluarach. Otóż to nie jest norma.

Rzecz jasna, rozumiem doskonale premiera, jego totumfackich, rozumiem także dziennikarzy, którzy żyją na garnuszku rządu, dzięki obfitym reklamom, które rekompensują spadek nakładu i odpływ czytelników i widzów. Rozumiem, że układ III RP musi się ratować przed zdmuchnięciem. Wszystkie szpony na pokład.

Jednak te wygibasy, żeby odkręcić „jakoś”, irracjonalnie czy racjonalnie, tę jedną z największych afer III RP, są żenujące i groteskowe. Dziennikarze „Gazety Wyborczej”, TVN, „Newsweeka”, tak bardzo boją się powrotu PiS do władzy, że zaakceptują każdą patologię Tuska, zaaprobują każde wynaturzenie wypływające z nadużywania przez niego władzy, obronią wszystko, co powie i każdą osobę, która jest dla niego ważna w realizowaniu scenariusza Brukseli i Berlina, a dewastującego nasz kraj.

Paweł Wroński z „GW” stwierdza, że Tusk musiał przecież ratować nasz kraj w obliczu kryzysu na Wschodzie, bronić stabilności gospodarczej Polski. Ogarnięty fobią Kaczyńskich, stały gość salonu pan Kuczyński w programie Morozowskiego „Tak jest” powiedział, że ochrona przed szkodliwością PiS wymaga różnych zabiegów, a te z taśm były akurat dozwolone. Jacek Żakowski pisze, że „na tej aferze tracimy wszyscy. Państwo, jego siła, bezpieczeństwo i skuteczność są dobrem wspólnym. Każdy, kto dobro to dewastuje dla celów prywatnych czy partyjnych – szkodzi nam wszystkim. Nikt, bez względu na barwy polityczne, nie powinien dziś odczuwać Schadenfreude. Wystarczy, że w jednej ze stolic strzelają korki od szampana”. Seweryn Blumsztajn w Polskim Radiu: „Nie widzę niczego niestosownego we wspomaganiu przez NBP trudnej sytuacji budżetowej państwa”.

Tomasz Lis, tu brak znaczącego komentarza w sprawie. Za to jego tygodnik zajmuje się ważniejszymi problemami: „Panną Marysią Patriotką”, sytuacją na Ukrainie, w Iraku, nowym ministrem kultury i dziedzictwa narodowego, „bohaterskim” Sikorskim i oczywiście atakiem na Kościół. Afera podsłuchowa w głębi, pod ważniejszymi newsami, ale też odpowiednio sprofilowania, czyli skupiająca się na tym, kto nagrał, a nie, kto był nagrywany.

Pani Kolenda-Zaleska zwraca zaś wyłącznie uwagę na wulgarny język establishmentu. „Nie mam złudzeń. Tak się robi politykę i tak robią ją wszyscy od lewa do prawa. Są spotkania, rozmowy, przeciąganie na swoją stronę, polityczne targi. Wszystko jednak można robić z jakąś elementarną klasą. Pewnie to przekonanie wynika z naiwności i z tęsknoty, żeby rządzili nami ludzie na poziomie. Ale gdy opadła kurtyna i odsłoniła rzeczywistość, zrobiło się jakoś smutno i ponuro”. Wygląda na to, że dla pędzącej wraz z tuskobusem pani Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, gdyby Belka z Sienkiewiczem rozmawiali Horacym, to spotkanie byłoby czyste. Razi tylko język.

Takie postępowanie w mediach nosi znamiona totalitaryzmu. Media służą władzy, aby nie dopuścić innych ugrupowań do zwycięstwa. Nie widzą problemu w tym, podobnie jak Tusk podczas poniedziałkowej konferencji, że bliski współpracownik premiera, pełniący ważną funkcję publiczną w rządzie, przybywa, ot tak sobie do prezesa NBP (Tusk twierdzi, że go nie wysyłał i jest wzruszony troską Sienkiewicza o przyszłość PO) i prosi go ponad konstytucją o pieniądze, aby nie dopuścić do zwycięstwa konkurencyjnego ugrupowania politycznego.

Prezes Belka zgadza się, pod warunkiem, że z gabinetu zniknie jego rywal, minister Rostowski. Wszystko dokonuje się zgodnie z planem umówionym przy wódce, ogonach, policzkach, ośmiornicach.

Jeśli to nie jest przestępstwo grożące urzędnikom państwowym Trybunałem Stanu, to ja jestem Turkiem.

A jest to przecież tylko jedna odsłona tego żenującego spektaklu, który wskazuje na mafijne inklinacje elity władzy. Przy suto zastawionym stole rozmawiają one o swoich członkach, a przy okazji o „dobru” kraju, rozumianym tu oczywiście jako sprawowanie przez nie władzy przez kolejne lata. Naśmiewają się przy tym z państwa, mówią, że go teoretycznie nie ma, obmawiają swoich najbliższych współpracowników i kolegów, naśmiewają się nawet z „młodego Tuska”, który pracuje w firmie „nie wiadomo jakiej”, bez żenady stwierdzają, że płacą pod stołem zagranicznej firmie, żeby dalej latała itp.

W tym kontekście wypowiedź Żakowskiego jest znacząca, że na tej „aferze tracimy wszyscy”...

Przyznaję, że włos jeży się na głowie, gdy słucha się tych wypowiedzi, zarówno na taśmach, jak i w mediach głównego nurtu.

Tusk nie może się z tego wykaraskać. Jeżeli tak się stanie, będzie to oznaczało, że rzeczywiście żyjemy w dyktaturze, że społeczeństwo polskie zostało już w pełni zniewolone intelektualnie i mentalnie, że podlega kontroli mediów głównego nurtu, które zapanowały ze swoją narracją nad umysłami ludu i Tusk może degradować bezkarnie dalej naszą Ojczyznę, że opozycja to tylko pohukująca przystawka, akceptowana dla pozoru demokracji.

Na to zgody być nie może. Teraz polską racją stanu jest natychmiastowe odsunięcie Tuska i jego ekipy od władzy, stworzenie kordonu sanitarnego wokół tej zgnilizny moralnej i wypracowanie, wynegocjowanie porozumienia ponad partiami, nawet z uwzględnieniem partii Janusza Palikota, SLD, a przede wszystkim PSL, żeby odwołać to próchno i atrapę, w celu powołania jak najszybciej nowego gabinetu technicznego i przejściowego, który rozpisze nowe wybory, aby rząd Tuska był w Polsce czarnym snem, ale już nie na jawie.

Tomasz M. Korczyński