Liberałowie w natarciu
Wtorek, 17 czerwca 2014 (09:48)Na początku ubiegłego roku ks. Mieczysław Puzewicz, wieloletni rzecznik prasowy lubelskiej kurii metropolitarnej, miał sen. A przynajmniej o takowym wydarzeniu powiadomił świat na swoim blogu. Przypomnę, że wpisem zachwyciła się „Gazeta Wyborcza”. Ówczesne wywody ks. Puzewicza nosiły – w mojej ocenie – znamiona bluźnierstwa i dowodziły, że kapłan dość świadomie zagrał stylem podebranym z Apokalipsy według św. Jana, kiedy apostoł ogląda Niebo.
„Niebo” ks. Puzewicza było napiętnowane aktywnością homoseksualną. Chociaż wpis zniknął, zaś autor wydał stosowne oświadczenie, nie wycofał się jednak ze swojego głównego przekazu, niesmak pozostał, a wierni popadli w konsternację. Nie będę już może przypominał tych wywodów, w każdym razie były one żenującą homoprowokacją, która jest jak woda na młyn dla libertynów.
Inna wypowiedź nosząca w moim przekonaniu znamiona bluźnierstwa została zawarta w artykule umieszczonym w magazynie sobotniej „Gazety Wyborczej” (z 8 marca 2014), zatytułowanym „Maryja, matka gender”. Jego autor, ks. prof. Alfred Wierzbicki, dyrektor Instytutu Świętego Jana Pawła II KUL, stawia szereg fałszywych tez. Ja w tym miejscu przedstawię główne. Autor napisał m.in., że „jeśli uznamy, że gender jest zagrożeniem, to stracimy rdzeń chrześcijaństwa”.
Odpowiedź, jaka się natychmiast pojawia, czyli płynąca z nauczania Kościoła, jest oczywiście przeciwna. Jeżeli uznamy gender za zjawisko bezpieczne, to stracimy rdzeń chrześcijaństwa. Ideologia gender podkopuje bowiem najważniejsze prawdy o człowieku jako takim, zarówno z punktu widzenia katolickiej teologii, jak i teologii ciała oraz prawa naturalnego.
Najbardziej jednak boli wykrzywienie i zniesławienie Matki Bożej, a także obrażenie osoby Jej męża – Józefa, który chciał się „wymigać”. Dodatkowo utrzymywanie, że Maryja jest jakąś „ikoną” gender, to profanacja (o ile pamiętam dobrze z lekcji religii, Maryja była Matką Jezusa…).
Przeciwstawiając się jednoznacznie wyssanym z palca koncepcjom ks. Wierzbickiego, Święta Rodzina, a osobno Maryja i Józef są całkowitym zaprzeczeniem klasycznych założeń gender, w tym feminizmu, czego próbuje on na łamach „GW” dowieść. Ciekawa jest także wiedza teologiczna ks. Wierzbickiego. Pisze on tak: „Czy Ewangelia jest genderowa? To opowieść o odważnych ludziach: młodej kobiecie – Marii, i mężczyźnie – Józefie, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. Ich związek był daleki od patriarchalizmu, a wiara wymagała ogromnej odwagi”.
Ja z kolei sądziłem, że Ewangelia to głoszenie Dobrej Nowiny o Jezusie Bogu, Jego śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu oraz o Królestwie Niebieskim.
Maryja, osoba cicha, skromna, pobożna, posłuszna, zajmująca się domem, otwarta na macierzyństwo, ciepła i czuła, podległa mężowi, który nakazuje nagle – w noc – wyruszyć w podróż z małym dzieckiem, bo przypomnę (znów z lekcji religii), że to Józef, a nie Maryja, otrzymał polecenie ucieczki do Egiptu. Poza tym Józef jest człowiekiem mocnym, silnym, odpowiedzialnym, dobrym i szlachetnym, zaś oskarżanie go o próbę „wymigania się” jest nikczemne.
„Jak mogliśmy zapomnieć o genderowym przesłaniu Ewangelii?” – pyta nagle ks. Wierzbicki. Może dlatego, że jego nigdy nie było? – piszę ja.
W ostatnim czasie zaś uaktywnił się inny profesor lubelskiej uczelni, który poruszył z kolei zagadnienie deklaracji wiary katolickich lekarzy, ustawiając się ze swoją główną tezą dosłownie po przeciwległym krańcu rozumienia całej sprawy przez Kościół katolicki, a co przypomniał niedawno w Warszawie ks. kard. Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary.
Jego Eminencja powiedział m.in., że „rozwijające się dziś teorie, że prawo państwowe jest ponad etyką i moralnością lub że ono jest źródłem właściwej etyki bez względu na swe sformułowania i że na przykład państwo może zmuszać lekarza – wbrew jego sumieniu – do zabijania dziecka nienarodzonego, i to jeszcze pod sankcją wyrzucenia z pracy, są przestępcze i potworne”. A w innym miejscu dodał: „Prawo sprzeczne z etyką, z sumieniem człowieka w sposób oczywisty i bezdyskusyjny nie ma mocy wiążącej i często funkcjonuje na zasadzie przymusu czy przemocy”.
Co zaś powiedział w rozmowie z gazetą „Polska The Times” były rektor KUL ks. prof. Andrzej Szostek? Oto cytat: „Jeśli ktoś uważa, że wskazanie innego lekarza kłóci się z jego sumieniem, to nie powinien pracować jako lekarz, zwłaszcza ginekolog. Lekarz musi znać prawo i je respektować. Jeśli obowiązujące prawo stanowione kłóci się z jego sumieniem, to powinien zabiegać o zmianę prawa, podejmując odpowiednie kroki legislacyjne, ale nie może go ignorować, pracując w ramach systemu, w którym to prawo obowiązuje”.
Innymi słowy, ks. prof. Szostek potępił, jak to określiła szczęśliwa „Gazeta Wyborcza”, postępowanie prof. Chazana. (Polecam w tym miejscu artykuł red. Katarzyny Orłowskiej-Popławskiej tutaj.)
Wprowadzenie na KUL zajęć z tak zwanych gender studies to już właściwie tylko wisienka na tym skwaśniałym torcie.
We wszystkich powyższych przypadkach władze kościelne powinny zadziałać z całą stanowczością i zdecydowaniem, bo każda taka wolta jest amunicją dla wrogów Kościoła i wywołuje ferment.
Nadszedł czas, aby nadużycia w ramach Kościoła, które są wewnętrzną sprawą Kościoła, eliminować. I „Gazecie Wyborczej” nic do tego. Jej czas się skończył, chociaż jeszcze tego nie zauważyła.
Dr Tomasz M. Korczyński