• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Nic się nie stało?

Poniedziałek, 16 czerwca 2014 (20:38)

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej mieliśmy okazję zobaczyć polskiego premiera w roli rasowego kibica. Nie inaczej można określić jego wystąpienie w sprawie tzw. afery podsłuchowej. Zachował się jak rasowy kibic, który po przegranym meczu swojej drużyny śpiewa: „Nic się nie stało, kochani, nic się nie stało…”.

Po opublikowaniu bulwersujących nagrań przez tygodnik „Wprost” Donald Tusk dał czas swoim PR-owcom na przemyślenie strategii. Premier postarał się również, aby dziennikarze i media jemu sprzyjające miały czas na wytłumienie tematu i zbudowanie różnych scenariuszy wokół każdego z wydarzeń.

Dzisiaj, po tym jak pierwsze emocje wywołane opublikowanymi taśmami opadły, premier miał tylko 60 minut na wyjaśnienie tej sytuacji. On jednak zamiast wyjaśniać, wolał powiedzieć, że w zasadzie nic się nie stało. W jego ocenie, panowie Marek Belka i Bartłomiej Sienkiewicz właściwie wyszli na niewychowanych chłopaków, którzy powinni zostać wytargani za uszy za to, że wysunęli się nieco przed szereg i zajęli nieswoimi sprawami. Z kolei niedobry pan Nowak i pan Parafianowicz dostali czerwoną kartkę, przez co znaleźli się poza boiskiem. Niestety, padło na byłego ministra Nowaka jako tego, który musiał zostać zrzucony z sań na pożarcie wilkom.

Na konferencji prasowej Donald Tusk niestety nie potrafił odpowiedzieć na zarzuty w sprawie robienia politycznej transakcji, której celem było ugranie publicznymi pieniędzmi końcowego wyniku wyborczego na korzyść Platformy Obywatelskiej. Co więcej, premier Tusk nie widzi problemu w tym, że jego najbliżsi współpracownicy mogą być skazani na szantaż, polskie służby nie funkcjonują, brakuje zabezpieczenie kontrwywiadowczego. Mimo wszystko pan premier ma dobre samopoczucie i bardziej martwi się o to, kto jest odpowiedzialny za nagrywanie, niż o samą treść ujawnionych taśm.

Andrzej Maciejewski