Wojna nerwów
Poniedziałek, 16 czerwca 2014 (19:05)Z Pawłem Nieradą, ekspertem w obszarze energetyki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Marta Milczarska
Jak Pan ocenia decyzję Gazpromu o zmniejszeniu dostawy gazu na Ukrainę do poziomu zerowego?...
– Z punktu widzenia interesów rosyjskich ten ruch należy interpretować jako ucieczkę do przodu. Zakręcenie kurka z gazem dzisiaj, na początku lata, kiedy zapotrzebowanie na gaz jest najmniejsze, jest najgorszym momentem na wykorzystanie takiego elementu nacisku. Jego siłę dodatkowo osłabia fakt, że Ukraina posiada pewne rezerwy gazu. Dodatkowo, w kontekście trójstronnych negocjacji gazowych Rosja – Ukraina – UE, dzisiejsza decyzja rosyjskiego Gazpromu, choć zapowiadana, to jednak stawia stronę rosyjską w świetle tego partnera, który jest niechętny do rozmów i kompromisu.
Dlaczego zatem dziś zapadła decyzja o wstrzymaniu przez Rosję dostaw gazu dla Ukrainy?
– To efekt wojny nerwów. Wydaje się, że Rosja wytoczyła właściwie najcięższe działa, trudno bowiem wyobrazić sobie większe możliwości nacisku gospodarczego niż odcięcie dostaw gazu. Spodziewam się, że strona rosyjska liczy na to, że Ukraińcy przestraszą się tej decyzji i pójdą na większe ustępstwa. Mogą też liczyć na to, że decyzja o zatrzymaniu dostaw sprowokuje stronę ukraińską do jakichś nerwowych ruchów, np. zatrzymywania części gazu tzw. technicznego związanego z tranzytem gazu dla krajów Unii Europejskiej, co pozwoliłoby przedstawić Ukraińców jako niewiarygodnego partnera politycznego i gospodarczego na arenie międzynarodowej. Paradoksalnie czas gra na korzyść Ukrainy. Im dłużej będą w stanie wytrzymać, tym więcej mogą ugrać.
Podważenie wiarygodności Ukrainy byłoby szczególnie istotne dla strony rosyjskiej w kontekście złożonego przez Naftohaz pozwu do sądu arbitrażowego w Sztokholmie. Dość wyraźnie widać, że strona rosyjska dosyć mocno obawia się przeniesienia tego sporu na poziom międzynarodowego arbitrażu. Obok kwestii związanych bezpośrednio ze sporem z Ukraińcami Gazprom być może obawia się, że otwarcie i międzynarodowa analiza istniejącego sporu spowoduje wyciągnięcie na światło dzienne szerszego aspektu relacji Gazpromu z tymi odbiorcami, którzy ten surowiec od niego kupować muszą. To zaś mogłoby podważyć długofalową strategię Gazpromu mającą na celu przedstawianie koncernu jako stabilnego partnera w takich inwestycjach jak chociażby South Stream czy zrealizowany Nord Stream.
W związku z zaistniałą sytuacją Naftohaz zwraca się do Komisji Europejskiej o zezwolenie na zwiększenie tzw. rewersowych dostaw gazu ze Słowacji. To dobry kierunek?
– To bardzo ciekawy kierunek. Jednakże istnieje tu kwestia umów między Słowacją a Rosją, które mogą nie tyle ograniczać, co nawet uniemożliwiać rewers gazu z wykorzystaniem najatrakcyjniejszej infrastruktury. Niewątpliwie jednak można wyobrazić sobie taki scenariusz, że zrealizowana zostałaby na Słowacji jakaś inwestycja, która pozwoliłaby na dostawy gazu na Ukrainę.
Zakręcenie Ukrainie kurka z gazem pokazuje jedno: dopóki w krajach Unii Europejskiej i takich krajach jak Ukraina nie będzie odpowiedniej infrastruktury, by dostarczać gaz od tego, kto proponuje najbardziej konkurencyjną cenę, a nie wyłącznie od jednego, dominującego dostawcy, to mówienie o idei unii energetycznej jest ciągle abstrakcją.
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska