• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Spurs mistrzami NBA

Poniedziałek, 16 czerwca 2014 (17:33)

Jeśli koszykarze San Antonio Spurs grają w finale NBA, to zwykle wygrywają. W pięciu wcześniejszych próbach ta sztuka udała im się cztery razy, teraz w szóstej znów byli górą. Pokonali 4:1 broniących tytułu Miami Heat.

Przed decydującą rozgrywką „Ostrogi” uchodziły za faworytów, lecz minimalnych. Nikt nie spodziewał się, że finał okaże się tak jednostronnym widowiskiem, że przewaga jednej ze stron będzie tak wyraźna. Heat stać było na jedno zwycięstwo, w meczu numer dwa: minimalne. W pozostałych dominacja zawodników z San Antonio nie podlegała dyskusji. Piąty i ostatni pojedynek wygrali aż 104:87. Co ciekawe, początek nie zapowiadał takiego rozstrzygnięcia. Heat, którzy chcąc przedłużyć swoje nadzieje, musieli zwyciężyć, prowadzili bowiem już 22:6. Wtedy jednak trener gospodarzy Gregg Popovich dokonał kilku zmian w składzie i to było kluczem do sukcesu. Rezerwowi zagrali bowiem rewelacyjnie, wspierając niezawodnego Kawhiego Leonarda. Ten zaledwie 22-letni młodzian w finałach pokazał się z rewelacyjnej strony, rozgrywając życiowe spotkania. Błyszczał w każdym, a w ostatnim także. Zdobył 22 punkty, a kolejny wybitny występ dał mu tytuł MVP, czyli najbardziej wartościowego zawodnika finałów. W całej historii tylko legendarny Magic Johnson był młodszy, gdy otrzymywał to wyróżnienie. Leonard, nawet w wielkiej formie, sam by jednak wiele nie osiągnął. Miał wsparcie w kolegach. Manu Ginobili rzucił 19 punktów, Patty Mills – 17, Tony Parker – 16, a Tim Duncan – 14. Wśród obrońcow tytułu osamotniony LeBron James zdobył 31 „oczek”, lecz na partnerów nie mógł liczyć. Ci zawiedli, nie po raz pierwszy. Sukces Spurs miał zatem swoje źródło w drużynie. Każdy z koszykarzy dołożył swoją cegiełkę, a Leonard był „tylko” najjaśniejszą z gwiazd. A przed decydującymi bataliami Kawhi dostał zadanie pilnowania Jamesa. Mało kto sądził, że przy okazji okaże się ich prawdziwym bohaterem. – Szybko się uczy i uwielbia rywalizację. Jest nakręcony na to, by być najlepszym. Pierwszy przychodzi na trening i ostatni wychodzi – powiedział o nim Popovich. 

Piotr Skrobisz