Polacy na Ukrainie zasługują na szacunek
Poniedziałek, 16 czerwca 2014 (12:12)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
O czym świadczy decyzja Sądu Gospodarczego w Kijowie, który uznał kościół pw. św. Marii Magdaleny za własność miasta Lwowa?
- Pamiętajmy, że sprawa zwrotów polskiego mienia dotyczy także kościoła w Komarnie i wielu innych obiektów sakralnych. Mamy do czynienia z sytuacją, gdzie na zachodniej Ukrainie żadne świątynie nie są zwracane ich prawowitym właścicielom – społeczności polskiej. Ta decyzja pokazuje także, jak lekceważona jest Polska i Polacy. Ze strony ukraińskiej nie ma choćby próby wyrażenia wdzięczności za wysiłki, jakie podejmuje nasz kraj w celu wzmocnienia Ukrainy. Prym w tym wiedzie zwłaszcza zachodnia Ukraina, gdzie władzę sprawują siły z Banderą w tle. W mojej ocenie decyzja sądu w Kijowie jest konsultowana z merem Lwowa Andrijem Sadowym i stąd taki, a nie inny wyrok.
Czy zmiana władz Lwowa, jaka ma nastąpić, wpłynie pozytywnie na sprawy polskie?
- W mojej ocenie niezależnie od tego, czy Andrij Sadowy będzie nadal merem Lwowa, czy zastąpi go ktoś inny, to i tak władzę będą sprawować te same siły, czyli Swoboda, która dominuje na tamtym obszarze. W tej sytuacji trudno oczekiwać radykalnych zmian.
Nie ma zatem co liczyć na gesty wdzięczności ze strony ukraińskiej?
- Można odnieść wrażenie, że Ukraińcy przyzwyczaili się do tego, że my, Polacy, którzy sami przejęliśmy na siebie rolę rzecznika interesów Ukrainy, mamy im pomagać. Ta postawa roszczeniowa nie maleje, wprost przeciwnie. Dlatego na próżno szukać gestów ze strony ukraińskiej wobec Polaków tam żyjących. Weźmy chociażby kwestie Domu Polskiego we Lwowie, który Polacy po 20 latach starań otrzymali na peryferiach Lwowa w dzierżawę na 49 lat odmiennie niż mniejszość ukraińska w Polsce, która w Przemyślu dostała Narodnyj Dom na własność. To wszystko pokazuje, że siły nacjonalistyczne na zachodniej Ukrainie nie chcą trwałych stosunków i traktują Polaków z dystansem.
To jednak nie jedyne przykłady braku wzajemności w relacjach polsko-ukraińskich…
- Proszę zwrócić uwagę chociażby na kwestie szkolnictwa mniejszości ukraińskiej w Polsce. Wystarczy dziewięcioro dzieci i tworzy się klasę, a ukraińskie szkoły mają ekstra świadczenia od państwa polskiego. Weźmy chociażby szkołę dla mniejszości ukraińskiej w Przemyślu, gdzie do podstawówki, gimnazjum i liceum uczęszcza niespełna dwieście dzieci, a placówka ta otrzymuje olbrzymie dotacje. To też pokazuje ogromną asymetrię w odniesieniu do dzieci z polskich szkół w Przemyślu. Można domniemywać, że na dziecko ukraińskie przypada dwa razy większa dotacja niż na dziecko polskie. Czy to nie za wiele, czy nie powinna być to tylko dotacja na nauczenie języka i historii ojczystej…?
A jak wyglądają kwestie zwrotu obiektów sakralnych mniejszości ukraińskiej w Polsce?
- Wszystkie obiekty, nawet te, co do których prawa własności nie do końca były udowodnione, zostały przekazane Cerkwii Prawosławnej czy Greckokatolickiej. Śledztwa w tych sprawach chociażby dotyczące przekazania zgodnego z prawem obiektów Cerkwii Greckokatolickiej w Przemyślu prowadziła ABW. Z kolei na Ukrainie kwestie praw własności katolickich wiernych, w tym ludności polskiej, dotyczące obiektów sakralnych, są wciąż nierespektowane, a wręcz lekceważone. Państwo ukraińskie w żaden sposób nie wspiera ani mniejszości polskiej, ani działań kulturalnych Polaków. Wszystko to finansowane jest z pieniędzy polskich podatników. To pokazuje asymetrię, która nie tylko utrzymuje się, ale stale się pogłębia.
Taka sama polityka wobec Polaków jest prowadzona na Litwie…
- Ostatnio w Senacie odbyła się debata poświęcona temu problemowi z udziałem ministra spraw zagranicznych. Owszem, sytuacja jest bardzo podobna, z tym że na Litwie Polacy są dobrze zorganizowani i próbują dbać o swoje prawa. Po tej debacie minister Radosław Sikorski podczas konferencji prasowej powiedział wprost, że Litwa nawet w podstawowych kwestiach, które już dawno powinny być rozwiązane, jak chociażby nazwy dwujęzyczne polskie i litewskie ulic i pisownia nazwisk naszych obywateli po polsku, wciąż pozostają nierozwiązane. Tymczasem na Polaków mieszkających na Litwie, którzy na swoich domach umieszczają tablice w języku polskim, nakładane są ogromne kary. Tak samo błędna, spolegliwa jest polityka polskiego rządu wobec władz Ukrainy.
Jak, Pana zdaniem, wobec tych wydarzeń powinien zachować się polski rząd?
- Polski rząd już w tej chwili powinien Ukrainie jednoznacznie postawić kwestie respektowania interesów i praw Polaków tam mieszkających. W sytuacji, kiedy Polska wspiera Ukrainę i ponosi tak duże koszty z tego tytułu, nie może dochodzić do sytuacji, kiedy ignoruje się prawa polskiej mniejszości. Odwlekanie tych kwestii na potem jest błędem. Polska dyplomacja realizuje wytyczne rządu PO - PSL i Kancelarii Prezydenta, które nakazują bardzo dużą powściągliwość. Ta powściągliwość trwa od lat i rodzi frustrację Polaków we Lwowie, którzy coraz głośniej o tym mówią. Polski rząd niestety nie widzi interesów polskiej mniejszości na tamtym obszarze. To jest wyjątkowo zła i błędna polityka, czas najwyższy zacząć działać i w końcu to zmienić. Polacy na Ukrainie zasługują na szacunek.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki