Z pomocą goal-line
Niedziela, 15 czerwca 2014 (23:15)Francja pokonała Honduras 3:0 w meczu grupy E, w którym po raz pierwszym w historii mundialu o zdobytej bramce zadecydowała technologia goal-line.
W tym spotkaniu faworyt był tylko jeden, a jeśli już wspominano o jakiejś niewiadomej, to dotyczyła ona rozmiarów zwycięstwa „Trójkolorowych”. Honduranie marzyli co prawda o pójściu w ślady reprezentantów Kostaryki, którzy sensacyjnie pokonali Urugwaj, jednak chyba sami nie do końca wierzyli w pozytywny dla siebie scenariusz. Wyszli na boisko przede wszystkim po to, by nie stracić bramki. Temu poświęcili wszystkie siły, szczególnie na początku i przy stanie 0:0. Atakowali z rzadka, niewielką liczbą graczy. W związku z tym w ataku osamotniony mógł się czuć Carlo Costly, pamiętany z okresu gry w GKS Bełchatów. Po przerwie, dodajmy, na murawie pojawił się Osman Chavez, wciąż formalnie związany z Wisłą Kraków (acz wypożyczony do ligi chińskiej) oraz zawodnik o wyjątkowo swojskim imieniu, Boniek Garcia.
Francja oczywiście przeważała od początku. W 15. minucie mogła prowadzić, jednak Blaise Matuidi trafił w poprzeczkę. Osiem minut później ta część składowa bramki uratowała Honduras po raz kolejny, tym razem po strzale Patrice'a Evry. Chwilę potem doszło do brzydkiego starcia Paula Pogby z Wilsonem Palaciosem. Panowie się pofaulowani, potem pokopali bez piłki, powinni otrzymać po czerwonej kartce, łaskawości sędziego zawdzięczali, że zobaczyli po żółtej. To, co najważniejsze wydarzyło się tuż przed przerwą. Pogba z Palaciosem starli się ponownie, tym razem ewidentnie i trochę bez sensu przewinił Honduranin, a że rzecz miała miejsce w polu karnym, sędzia zarządził jedenastkę. Jakby tego było mało - ukarał Palaciosa drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. Okazję bezlitośnie wykorzystał Karim Benzema i stało się jasne, że Francji już nic złego nie spotka.
Tuż po wznowieniu gdy wydarzyła się historia. Po akcji „Trójkolorowych” Benzema ostemplował słupek, piłka wróciła na boisko, ale odbiła się od bramkarza Noela Valladaresa i... no właśnie, przez moment nikt nie wiedział, czy minęła linię, czy nie. Pierwszy raz w dziejach mistrzostw świata do akcji wkroczyła technologia goal-line, za pomocą której okazało się, że gol został uznany. Jako strzelca wskazano nieszczęsnego Valladaresa. Od tego momentu Francuzi wyraźnie uspokoili grę. Już nie forsowali tempa, nie atakowali z zaciekłością, wiedząc, że mają komplet punktów w kieszeni i nie ma sensu niepotrzebnie ryzykować. Strzelili jeszcze jedną bramkę: w 72. minucie z rzutu wolnego „huknął” Mathieu Debuchy, Valladares odbił piłkę, ale doskoczył do niej Benzema, ustalając wynik meczu. W końcówce Honrurasowi należał się jeszcze karny po faulu na Costlym, jednak sędzia przewinienia nie dostrzegł.
Francja - Honduras 3:0 (1:0). Bramki: Karim Benzema (45. - karny, 72.), Noel Valladares (48. - samobójcza). Żółte kartki: Patrice Evra, Paul Pogba, Yohan Cabaye - Wilson Palacios, Boniek Garcia, Luis Garrido. Czerwona kartka: Wilson Palacios. Sędziował: Sandro Ricci (Brazylia). Widzów: 40 000.
Francja: Hugo Lloris - Mathieu Debuchy, Raphael Varane, Mamadou Sakho, Patrice Evra - Mathieu Valbuena (78. Olivier Giroud), Blaise Matuidi, Paul Pogba (57. Moussa Sissoko), Yohan Cabaye (65. Rio Mavuba) - Antoine Griezmann, Karim Benzema.
Honduras: Noel Valladares - Brayan Beckeles, Victor Bernardez (46. Osman Chavez), Maynor Figueroa, Emilio Izaguirre - Andy Najar (58. Jorge Claros), Wilson Palacios, Luis Garrido, Roger Espinoza - Jerry Bengtson (46. Boniek Garcia), Carlo Costly.
Piotr Skrobisz