Poczekajmy na rozwój wydarzeń
Niedziela, 15 czerwca 2014 (08:04)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
O czym mogą świadczyć rewelacje ujawnione przez „Wprost”?
– Pokazują, że żyjemy w państwie, gdzie wszyscy, wszystkich nagrywają, gdzie każdy na każdego próbuje mieć jakiegoś haka. Jeżeli nagrywali to sami ministrowie, to znaczy, że jest to kolejny element walki politycznej na lokalnym polskim ringu. Natomiast, jeżeli zrobiły to osoby trzecie, z zagranicy, to znaczy, że mamy bardzo poważny problem.
Z czego ten problem wynika?
– Jeżeli okazałoby się, że te wrzutki są formą prowokacji z zewnątrz, to znaczy, że jako państwo nie panujemy nad sytuacją. W tej sytuacji trzeba usiąść i poważnie się zastanowić, co tak naprawdę dzieje się wokół Polski i naszych granic. Na razie mało mamy faktów. Na dzisiaj jedno jest pewne, że czeka nas intensywny, interesujący tydzień i okaże się, na ile on będzie dobry dla Polski.
Ujawnienie tych nagrań może mieć związek z sytuacją międzynarodową wokół polskich granic?
– W mojej ocenie warto się zastanowić, kto te rozmowy nagrywał i czy fakt ich ujawnienia nie jest zbieżny z wydarzeniami na arenie międzynarodowej. Może się okazać, że będziemy mieć do czynienia z wielką polityczną bombą. Pytanie tylko, na ile odłamki ugodzą w Polskę i jej obywateli. Tak czy inaczej Donald Tusk ma bardzo duży problem, z którym będzie się musiał zmierzyć. Okazuje się, że żyjemy w państwie fikcji, które w rzeczywistości sobie nie radzi, a społeczeństwo jest karmione kłamstwami.
Kto może stać za tymi nagraniami?
– Trudno to teraz powiedzieć, ale na pewno nie opozycja. Mogą za tym stać ludzie z Platformy Obywatelskiej bądź służby specjalne, które mają takie możliwości techniczne. Nie chce mi się wierzyć, żeby zrobiły to polskie służby.
A zatem kto…?
– Warto się zastanowić, na ile trzeba szukać na kierunku wschodnim, a na ile amerykańskim. Amerykanie są ostatnio dość mocno obecni na terenie Europy i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wszyscy pamiętamy słynne już podsłuchiwanie kanclerz Angeli Merkel. Być może komuś zależy, żeby zwrócić uwagę na Amerykanów, podczas gdy może się okazać, że źródło tych nagrań jest na wschodzie. Według mnie, wszystkie te scenariusze są prawdopodobne.
Jeżeli okazałoby się, że to Amerykanie, byłby to bez wątpienia kolec po ostatniej wizycie prezydenta Baracka Obamy w Polsce. Niewykluczone, że ktoś chciałby pokazać opinii międzynarodowej aferę na zasadzie: zobaczcie, u was też ktoś podsłuchiwał ze wskazaniem na Amerykanów. Tak może być, ale czy tak będzie, trudno dziś powiedzieć.
Proszę spojrzeć, że na Bliskim Wschodzie dzieją się rzeczy niebezpieczne, na terenie Ukrainy trwa regularna wojna domowa, gdzie mamy powtórkę z Jugosławii, w Polsce gościliśmy prezydenta Stanów Zjednoczonych. Myślę, że czas, miejsce ujawnienia tych nagrań nie jest przypadkowe. To wszystko może mieć bardzo logiczny sens i być wierzchołkiem góry lodowej. Poczekajmy na rozwój wydarzeń.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki