Kostaryka ograła Urugwaj!
Sobota, 14 czerwca 2014 (23:25)Tego nikt się nie spodziewał. Pewny siebie Urugwaj, mierzący w medal brazylijskiego mundialu, przegrał w meczu grupy D z Kostaryką 1:3. Bohaterem okazał się rozgrywający fantastyczne zawody Joel Campbell, który przyćmił wszystkie gwiazdy przeciwnej drużyny.
W tym meczu faworyt był tylko jeden. Urugwaj. Trener Oscar Tabarez był tak pewny swego, że nie chciał ryzykować zdrowia swego asa, Luisa Suareza i posadził go tylko na ławce rezerwowych. Napastnik Liverpoolu nabawił się kontuzji tuż przed mundialem, musiał przejść zabieg i szkoleniowiec uznał, że jeszcze jeden dzień odpoczynku mu się przyda. Sprawę mieli szybko i sprawnie załatwić jego koledzy. Zaczęli jednak niemrawo. Owszem, od początku zaatakowali, jednak ich akcjom brakowało błysku i polotu, strzały, nieliczne, nie sprawiały specjalnego zagrożenia. Wszystko się zmieniło w 24. minucie. Wtedy to Diego Forlan dośrodkował z rzutu wolnego, a Junior Diaz przytrzymał szykującego się do strzału Diego Lugano. Sędzia bez wahania wskazał na jedenastkę, pewnie wykorzystaną przez Edinsona Cavaniego. Tu dygresja: Diaz powinien być doskonale znany polskim kibicom, przez kilka sezonów występował bowiem w Wiśle Kraków. Był solidnym zawodnikiem, aczkolwiek nieustrzegającym się prostych błędów. Wydawało się, że zdobycie bramki podziała na Urugwajczyków mobilizująco, jednak ci nadal grali spokojnie, nie forsując tempa. Do pracy wziął się za to Joel Campbell. Kostarykańczyk, silny, doskonale przygotowany fizycznie, świetnie wyszkolony, niemal w pojedynkę zaczął rozrywać szybki obronne przeciwników. Niewiele brakowało, aby po fantastycznym strzale z ponad 30 m zdobył gola-marzenie – piłka o centymetry minęła „okienko”. Tuż przed przerwą mógła paść bramka wyrównująca, ale nikt nie wykorzystał błędu Fernando Muslery, który minął się z piłką po centrze z rzutu rożnego. W odpowiedzi na 2:0 powinien podwyższyć Forlan, lecz kapitalną interwencją popisał się Keylor Navas.
Wydawało się, że po przerwie posypią się kolejne gole – dla Urugwaju. Reprezentanci tego kraju też tak chyba pomyśleli, a raczej wrócili na boisko z przekonaniem, że nic złego ich nie spotka. A to droga donikąd. W 54. min skazywani na pożarcie zawodnicy z Ameryki Środkowej przeprowadzili piękną akcję, wykończoną efektownie przez kapitalnego Campbela. Trzy minuty później po centrze z wolnego Oscar Duarte pokonał Muslerę i zapachniało sensacją. Takiego obrotu spraw bowiem nikt nie zakładał, tu wszystkie role zdawały się być rozdzielone, a tymczasem „Kopciuszek” upokarzał pewnego siebie faworyta. Zimny prysznic podziałał na Urugwajczyków otrzeźwiająco, rzucili się do ataków, jednak bez efektu. Co z tego bowiem, że momentami zamykali rywali w ich polu karnym, co z tego, że pod kostarykańską bramką się kotłowało, skoro niczego to nie zmieniło? Jakby tego było mało, w samej końcówce Campbell idealnie wypatrzył Marco Urenę, który z zimną krwią pokonał Muslarę, rozstrzygając losy pojedynku. Sensacyjnie, ale bądźmy szczerzy: sukces Kostaryki nie wziął się z przypadku, na wygraną zasłużyła. A Urugwaj przekonał się boleśnie, że każdego rywala trzeba szanować. Smutnym obrazem frustracji faworyta była sytuacja z ostatnich sekund, gdy Maximiliano Pereira brutalnie kopnął Campbella, otrzymując zasłużenie czerwoną kartkę.
Kostaryka – Urugwaj 3:1 (0:1). Bramki: Joel Campbell (54.), Oscar Duarte (57. – głową), Marco Urena (84.) – Edinson Cavani (24. – karny), Żółte kartki: Diego Lugano, Walter Gargano, Martin Caceres. Czerwona kartka: Maximiliano Pereira. Sędziował: Felix Brych (Niemcy). Widzów: 45 000.
Kostaryka: Keilor Navas – Cristian Gamboa, Oscar Duarte, Giancarlo Gonzalez, Michael Umana, Junior Diaz – Bryan Ruiz (83. Marco Urena), Celso Borges, Yeltsin Tejeda (75. Jose Miguel Cubero), Christian Bolanos (89. Michael Barrantes) – Joel Campbell.
Urugwaj: Fernando Muslera – Maximiliano Pereira, Diego Lugano, Diego Godin, Martin Caceres – Egidio Arevalo Rios, Walter Gargano (60. Alvaro Gonzalez), Christian Stuani, Cristian Rodriguez (76. Abel Hernandez) – Diego Forlan (60. Nicolas Lodeiro), Edinson Cavani.
Piotr Skrobisz