• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

„Sowa i Przyjaciele” Tuska

Sobota, 14 czerwca 2014 (18:31)

Dziś tygodnik „Wprost” odpalił kolejną sensację-rewelację. „Ktoś” nielegalnie nagrał spotkania politycznych VIP-ów III RP, m.in. szefa MSW, ministra Sienkiewicza, prezesa Banku Centralnego oraz byłego ministra transportu.

Czego dowiadujemy się z relacji dziennikarzy liberalnego tygodnika? Pan premier Belka kilka miesięcy temu poprosił Tuska o głowę Rostowskiego (i ją dostał), obiecał za tę transakcję pomoc finansową dla rządu, zaś minister Sienkiewicz oprócz przekleństw (publicysta „Tygodnika Powszechnego”) stwierdził, że nasze państwo jest bytem teoretycznym.

„Wprost” opisuje treści rozmów, jakie są prowadzone podczas spotkań ludzi Tuska. Pierwsze z nich odbyło się w lipcu 2013 roku i uczestniczyli w nim minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka oraz jego najbliższy współpracownik i były minister Sławomir Cytrycki. Drugie miało miejsce w lutym 2014 roku. Na nim obecni byli minister transportu Sławomir Nowak, były wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz oraz Dariusz Zawadka, były szef GROM.

Tygodnik pisze tak: „Co jest na nagraniach, które mamy? Sienkiewicz załatwia polityczny deal z Belką. Chce, aby NBP pomógł w finansowaniu deficytu budżetowego i tym samym pomógł Platformie w trudnych wyborczych latach. Belka w zamian za to żąda głowy ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego i nowelizacji ustawy o banku centralnym”.

Kilka miesięcy później dochodzi do cudu Tuska. Obie rzeczy rzeczywiście mają miejsce.

Autorzy materiału dziennikarskiego piszą o Sienkiewiczu, który miał stwierdzić, że „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”. Natomiast o jednym z głównych pomysłów rządowych, czyli o Polskich Inwestycjach Rozwojowych, powiedział tak (przypominam, publicysta „Tygodnika Powszechnego”): „ch..., du... i kamieni kupa. Tego nie ma”. Ponadto stwierdził, że „Polacy mają w du... orliki i autostrady, którymi bez przerwy chwali się Platforma”. Z kolei Belka miał wspominać, że „na kilka miesięcy przed wybuchem afery z piramidą Amber Gold ostrzegał o tej sprawie premiera Donalda Tuska”.

Natomiast na spotkaniu Sławomira N. (ten od drogiego szwajcara) z Andrzejem Parafianowiczem, byłym wiceministrem finansów i byłym szefem Głównego Inspektoratu Informacji Finansowej, przerażony były minister transportu żali się, że jest „kontrol” finansów jego żony za rok 2012 i boi się, że przyjdą po niego. Parafianowicz ucina jego obawy stwierdzeniem: „Zablokowałem to”.

Tygodnik zapowiada kolejne taśmy, z udziałem Elżbiety Bieńkowskiej i szefem CBA Pawłem Wojtunikiem.

Nie wiem jeszcze, bo piszę to na bieżąco, czy będzie to torpeda wywracająca łajbę PZPO, czy może news pozostanie li tylko efektowną racą bez efektów, czy może, jak mawia klasyk, jest to kapiszon i to jeszcze taki rozmokły.

Można sobie zadać pytanie, dlaczego akurat dziś wypalono z tym tematem. Czy Grzegorz „zniszczę cię” Schetyna znalazł coś w swoich archiwach, czy jest to rzetelna robota innego kreta w PO, czy dzieło służb specjalnych, czy przeciwnie – świadome zagranie ginącego rządu?

Zakładając ostatnią hipotezę, że pomysł na tę prowokację wyszedł z otoczenia Donalda Tuska, trzeba by było ustalić, jakie korzyści by mu on przyniósł. Kto wie, czy Tusk, który zdaje sobie sprawę, że w ciągu najbliższego roku jego partia będzie wciąż tracić na znaczeniu i tracić poparcie Polaków, aby utrzymać minimalne chociaż zwycięstwo nad PiS, nie skonstatował, że musi zagrać va banque i rozpisać nowe wybory.

Przy wtórze prorządowych mediów malowany byłby wówczas jako szlachetny patriota, a nie zdrajca, który dla dobra kraju zrzekł się władzy. Potem, za pomocą tychże usłużnych mediów, mógłby wygrać wybory parlamentarne o włos i rządziłby dalej razem z SLD, tyle że już formalnie.

Pretekst do zakończenia żenującego spektaklu, jakim jest zarządzanie Polską, sam się przecież nie wykreował.

Zabawne w tej całej ponurej farsie jest zamiłowanie ludzi Tuska do zwierzątek. Dziś na topie mamy kolejną restaurację (chociaż wiemy, że były już stacje benzynowe i cmentarze), pod nazwą „Sowa i Przyjaciele”, a jeszcze niedawno bohaterem był „Pędzący Królik”. Donald Tusk już nie będzie musiał płakać na „Królu lwie”. Ten las dzikich stworów wyrósł przed nim w rzeczywistości.

I na koniec dygresja.

Redaktor Tomasz Lis najwyraźniej postanowił, aby tego pamiętnego dnia tematem numer jeden dla jego czytelników była „zbrodnia” „Panny Marysi Patriotki”, która ośmieliła się nazwać „najważniejszego człowieka w państwie” zdrajcą i nie okazać przy tym skruchy. Nie wykorzystała także szansy na przebaczenie i nie przyjęła od Tuska kwiatów. To temat dnia na portalu „Newsweeka”.

Czy zdradą Polski można nazwać przekonanie, że nasza Ojczyzna istnieje teoretycznie, a praktycznie nie? Można. Wybieram zatem patriotów, odrzucam zdrajców, przede wszystkim tych, co do dziś piastują rządy w moim kraju.

Dr Tomasz M. Korczyński