Pomarańczowy walec
Piątek, 13 czerwca 2014 (23:15)Być może wygrana Holandii z Hiszpanią niespodzianką nie jest, ale już jej rozmiary tak, i to naprawdę dużą. Pomarańczowi w meczu grupy B rozbili obrońców tytułu aż 5:1, wysyłając całemu światu czytelny sygnał: przyjechaliśmy do Brazylii, by zostać mistrzami. Jeśli utrzymają formę, nikt ich nie zatrzyma.
Tak na dobre starcie dwóch najlepszych drużyn poprzedniego mundialu rozpoczęło się w 27. minucie. Wcześniej na boisku trwały szachy, to znaczy nikt nie odważył się podjąć ryzyka, czekając raczej na ruch rywala. Stąd emocji za dużo nie było, poza jedną sytuacją z samego początku gry.
W 7. minucie zagapiła się hiszpańska obrona, Wesley Sneijder wyszedł na pozycję sam na sam z Ikerem Casillasem, ale nie wykorzystał okazji. Potem mieliśmy kilkunastominutowe wzajemne badanie się, które zakończyło starcie w holenderskim polu karnym, po którym na ziemię padł Diego Costa. Sędzia wskazał na jedenastkę, lecz czy był karny? Kolejna kontrowersyjna decyzja. Po chwili do piłki podszedł Xabi Alonso i płaskim strzałem zdobył prowadzenie dla swej drużyny.
Tuż przed przerwą powinno być 2:0: David Silva znalazł się sam przed Jasperem Cillessenem, mógł z piłką zrobić wszystko, a postanowił efektownie przelobować Holendra. Ten nie dał się zaskoczyć. A że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić... W odpowiedzi Daley Blind fantastycznie wypatrzył Robina van Persiego, a ten cudownym strzałem głową pokonał Casillasa. Hiszpania zeszła na przerwę, zamiast przy prowadzeniu 2:0, remisując, a po niej na boisku istniała tylko jedna drużyna. Holandia.
Drugie 45 minut było bowiem prawdziwym popisem Pomarańczowych, którym udawało się praktycznie wszystko, łącznie z upokarzaniem największych gwiazd aktualnych wciąż mistrzów świata. W 53. minucie Arjen Robben z tak dziecinną łatwością ograł Gerarda Pique, jakby miał przed sobą juniora, a nie asa Barcelony. Pokonanie Casillasa było potem już formalnością.
W 64. minucie mieliśmy kolejną kontrowersję. Najpierw sędzia dopatrzył się przewinienia Pique, którego chyba nie było, z rzutu wolnego dośrodkował Sneijder, van Persie przeszkodził Casillasowi, co wykorzystał Stefan de Vrij, podwyższając na 3:1. Czy był wolny? Chyba nie, podobnie jak chyba był faul na hiszpańskim bramkarzu.
Obrońcy tytułu kompletnie się pogubili, a Pomarańczowi parli do przodu z niesamowitą siłą. W 72. minucie Casillas fatalnie przyjął piłkę podaną od jednego z kolegów, odebrał mu ją ją van Persie i po chwili utonął w objęciach kolegów. Było 4:1, ale na tym się nie skończyło. W 80. minucie Robben wygrał pojedynek biegowy z Sergio Ramosem i przejął piłkę, choć miał do niej ze trzy metry dalej od Hiszpana, po czym ośmieszył go i Casillasa, pakując futbolówkę do siatki. 5:1, niewiarygodne 5:1! Takim wynikiem mecz się zakończył, a czy to oznacza, że byliśmy świadkami narodzin ultrapotęgi? Być może tak. Tak grającej Holandii chyba nie powstrzyma nikt, a taka Hiszpania może wrócić do domu po trzech meczach.
Holandia – Hiszpania 5:1 (1:1). Bramki: Robin van Persie (44. - głową, 72.), Arjen Robben (53., 80.), Stefan de Vrij (64.) - Xabi Alonso (27. - karny). Żółte kartki: Jonathan de Guzman, Stefan de Vrij, Robin van Persie - Iker Casillas. Sędziował: Nicola Rizzoli (Włochy). Widzów: 45 000.
Holandia: Jasper Cillessen - Daryl Janmaat, Stefan de Vrij (77. Joel Veltman), Ron Vlaar, Bruno Martins Indi, Daley Blind - Nigel de Jong, Wesley Sneijder, Jonathan de Guzman (62. Georginio Wijnaldum) - Arjen Robben, Robin van Persie (79. Jeremain Lens).
Hiszpania: Iker Casillas - Cesar Azpilicueta, Sergio Ramos, Gerard Pique, Jordi Alba - David Silva (78. Cesc Fabregas), Xabi Alonso (62. Pedro Rodriguez), Sergio Busquets, Xavi Hernandez, Andres Iniesta - Diego Costa (62. Fernando Torres).
Piotr Skrobisz