Igrzyska chwały dla wybranych
Czwartek, 12 czerwca 2014 (22:52)Rozpoczął się mundial w Brazylii. Święto piłki nożnej zorganizowane w największym kraju Ameryki Południowej potrwa do 13 lipca. Ogrom przedsięwzięcia ma być dla światowej opinii publicznej imponujący. Postawa mieszkańców tego olbrzymiego kraju, w metropoliach, na ich obrzeżach i na prowincji, niekoniecznie sprzyja propagandzie lewicowego rządu Partii Pracy. Strajki, demonstracje, protesty, zamieszki, powszechne oburzenie wyrażają kondycje i nastroje społeczne. Owszem, kraj ten można nazwać tygrysem Ameryki Łacińskiej, z wielkimi ambicjami, potencjałem ekonomicznym i bogactwem złóż naturalnych, ale świat ludzi bogatych, zamożnych nie jest dostępny dla większości ubogiego narodu, którego odsłoną są slumsy, dzielnice nędzy, ofiary przestępstw, nadużyć mafii, ulicznych gangów i wszechogarniającej korupcji.
Kościół katolicki jest w tym kraju jedną z nielicznych „agend”, która jest wsparciem dla wykluczonych, bezrobotnych, ubogich, dla robotników, kobiet i sierot. Musi codziennie stawać na wysokości zadania i budować dialog z różnymi stronami sporu, także z lewicą, która rządzi destrukcyjnie republiką od lat.
Od czasów ery Luiza Inácio Lula da Silva (prezydenta w latach 2003-2011) relacje Kościoła z władzą układają się poprawnie. Oczywiście nie obywa się bez napięć, szczególnie w kwestiach fundamentalnych, jakimi są ochrona najbiedniejszych i bezbronnych, o których Kościół zabiega, przy małym zaangażowaniu samej lewicy w sprawy najuboższych, a także na linii obrony życia poczętego, małżeństwa i rodziny (którą lewica zdewastowała, legalizując homoukłady). Kościół katolicki stara się o dobre relacje z lewicowym rządem, ale na zasadzie stanowczego dialogu, tym bardziej że stawka jest wysoka. Kościół za wszelką cenę walczy o prawo do życia poczętego, tymczasem koła lewicowe wciąż starają się przeforsować depenalizację aborcji na życzenie. I nawet jeśli feministki są szczęśliwe i dumne, że oto po raz pierwszy w historii prezydentem kraju została kobieta, Dilma Rousseff, a do tego jeszcze z Partii Pracy, to szczyt marzeń w postaci godnego życia osiągają nieliczni.
W Brazylii istnieje poważna polaryzacja w społeczeństwie. Kraj dzieli się na biedotę i bogaczy. Wysoki przyrost naturalny i masowa emigracja za chlebem tysięcy Brazylijczyków ze wsi do miast prowadzi do niewyobrażalnego rozrostu wielkich ośrodków industrialnych, a co za tym idzie, powstawania, jak grzyby po deszczu setek dzielnic nędzy, tzw. faweli, w których panują przede wszystkim złe warunki sanitarne prowadzące do wybuchu licznych epidemii. Pomimo dobrego przygotowania fachowego lekarzy i wyposażenia szpitali w miastach, ludzie ze wsi oraz biedni z dzielnic nędzy, a jest to najliczniejsza kategoria ludności brazylijskiej, nie mogą sobie pozwolić na korzystanie z usług medycznych. Oprócz tego współcześni niewolnicy są ofiarami interesów i porachunków mafii oraz wojen gangów.
Brazylia jest największym krajem katolickim. Formalnie do Kościoła przynależy ponad 160 mln populacji, jednak od początku lat 90. odnotowuje się znaczny spadek liczby wiernych, z 88 proc. w latach 80. do lekko ponad 60 proc. obecnie.
Kościół musi wyjść naprzeciw temu wyzwaniu. Święty Jan Paweł II doskonale zdawał sobie sprawę z istoty bezpośredniego zaangażowania Kościoła w życie codzienne mieszkańców tego ogromnego państwa. Dlatego odwiedził Brazylię aż czterokrotnie. Także dziś Łódź Piotrową prowadzi sternik, który doskonale rozumie problemy tego regionu.
Niemal każdy zna statuę Chrystusa Odkupiciela wznoszącą się majestatycznie na górze Corcovado, ponad miastem Rio de Janeiro. Dzień w dzień niezliczone rzesze turystów zachwycają się stąd widokiem na metropolię i ocean. To wizytówka, także dla mundialu. Założyciel międzynarodowego Dzieła katolickiego Stowarzyszenia Papieskiego Pomoc Kościołowi w Potrzebie, norbertanin z Holandii o. Werenfried van Straaten wszedł na tę górę w 1962 roku podczas swojej wizyty w Ameryce Łacińskiej. Jednakże nie przybył tam jako turysta, lecz jako badacz biedy, by w Rio żalić się Chrystusowi na nędzę ludzi, których tu spotkał. W swojej rozmowie z Jezusem, która została potem nazwana „Modlitwą w Rio”, powiedział m.in.: „Panie Jezu Chryste, pozwól mi, proszę, powiedzieć właśnie Tobie, że to, co ujrzałem w tym zakątku ziemi, jest jawnym skandalem”. Ojciec Werenfried van Straaten odwiedził najbiedniejsze obszary nędzy w slumsach. Przekazał Chrystusowi w opiekę wszystkie napotkane dzieci. Nędza bowiem nie jest czymś abstrakcyjnym, ukrytym w statystykach, ale ma milion twarzy żywych ludzi o konkretnych imionach.
To rozpaczliwe i skandaliczne, że od ponad pół wieku sytuacja nie uległa właściwe zmianie. W Brazylii rodziny się rozpadają, pogłębia się depresja, desperacja, frustracja, postępuje pauperyzacja społeczeństwa, ludzie popadają w alkoholizm, narkomanię. Dzieci, kobiety, młodzi chłopcy zarabiają na prostytucji. Zawiedzeni szukają pomocy i wytchnienia w licznych sektach, które wyrastają w każdej dzielnicy slumsów, proponując iluzję dostatniego życia, a kiedy wyłudzą ostatnie grosze od biedaków, porzucają ich okaleczonych i odchodzą. Tu umiera nadzieja. Jako pierwsza.
W cieniu monumentalnej figury Chrystusa rozgrywa się tragedia milionów ludzi, bieda, nędza, przestępczość, korupcja, prostytucja. Uzbrojone gangi terroryzują ulice wielkich miast, fawele to inna twarz, ta brzydsza kraju katolickiego zarządzanego od wielu dekad przez lewicę. W tym kontekście uderzenie pioruna w figurę Chrystusa w Rio de Janeiro i jej uszkodzenie nabierają symbolicznego znaczenia. Piłka nożna to tylko igrzyska dla mas, i to tych przybyłych spoza tego piekła faweli. Turyści i fani futbolu rozjadą się niedługo po świecie, a kraina łez i rozpaczy zniknie z naszego pola widzenia, choć przecież nadal będzie trwać. Odrzuconych jak zawsze przytuli i nie porzuci Kościół katolicki.
Tomasz M. Korczyński