Ryby wypadają z diety
Czwartek, 12 czerwca 2014 (12:26)W porównaniu do większości państw unijnych Polacy jedzą niewiele ryb. Jedną z głównych przyczyn tego zjawiska jest to, że ryby są znacznie droższe od innych gatunków mięsa.
Co prawda rok 2013 był lepszy dla sektora rybnego od wcześniejszych lat, bo zahamowany został spadkowy trend w spożyciu ryb. Ich konsumpcja wzrosła o 7,7 proc. w stosunku do 2012 roku i wyniosła 12,6 kg na osobę, podczas gdy w okresie 2009-2012 mieliśmy łącznie aż 20 proc. spadek spożycia ryb.
W porównaniu do większości państw unijnych Polacy jedzą niewiele ryb. Trudno nam oczywiście porównywać się do krajów wyspiarskich, gdzie ryb je się bardzo dużo (np. na Malediwach spożycie sięga 165 kg rocznie na osobę, a w Islandii 92 kg), ale i w porównaniu np. z Portugalczykami, czy Hiszpanami (43 kg) wypadamy blado. Więcej ryb jedzą od nas też Niemcy, Czesi, czy Słowacy. Mniej – tylko Rumuni i Węgrzy.
Polacy najczęściej jedzą mintaje (2,7 kg) i śledzie (prawie 2 kg). Trzecia pozycję na polskim stole zajmuje wietnamska panga, a za nią dopiero są łososie, makrele, szproty i dorsze. Najczęściej kupujemy ryby mrożone (głównie filety mintaja i pangi), a ryby świeże stanowią niedużą część rynku. Niezbyt popularne na naszych stołach są także polskie ryby słodkowodne (wyłączając karpia, który jest jednak spożywany niemal wyłącznie podczas Wigilii).
Poprawę sytuacji na rynku ryb można by wiązać z pozytywnymi skutkami kampanii promocyjnych zachęcających do spożywania mięsa tych zwierząt. Lekarze i dietetycy podkreślają, że ryby zawierają bardzo cenne dla organizmu człowieka kwasy omega-3 i inne substancje, które pozytywnie wpływają na serce i układ krążenia, obniżają poziom cholesterolu i trójglicerydów, chronią nasze ciało przed nowotworami.
Ale wzrost sprzedaży jest bardziej związany z tym, że ryby relatywnie potaniały, choć niestety wciąż są bardzo drogie. Za kilogram trzeba zapłacić w sklepie przynajmniej kilkanaście złotych, choć te lepsze gatunki kosztują 30 zł i więcej. Tymczasem wieprzowina i drób są znacznie tańsze.
– Nasze mamy, żony kupują niedużo ryb ze względów ekonomicznych. Z kilograma schabu można już zrobić obiad dla kilku osób, z kilograma ryby raczej nie. Ponieważ polskim rodzinom się nie przelewa, a każda złotówka jest oglądana przed wydaniem kilka razy, to ryby w wielu domach są uznawane za produkt spożywczy bez którego trzeba się obejść – mówi dietetyk Agnieszka Piekarz.
– Właśnie brakiem pieniędzy większość ludzi tłumaczy to, że nie kupuje i nie będzie kupować ryb, gdy zachęcamy ich do zmiany dotychczasowej diety na tę „bardziej rybną” – dodaje.
Agnieszka Piekarz wskazuje na jeszcze jeden powód niskiego spożycia ryb w Polsce. Otóż procesy laicyzacyjne, odchodzenie części ludzi od Kościoła, spowodowały w wielu rodzinach zanik praktyk religijnych. A należy do nich także piątkowy post. W domach, gdzie post jest zachowany, naturalną rzeczą jest, że je się więcej ryb.
Według ekspertów, w niedalekiej przyszłości raczej nie powinniśmy oczekiwać znacznego wzrostu spożycia ryb. Nie ma więc widoków na to, abyśmy stali się jako kraj ich znaczącym konsumentem, tak jak kraje, gdzie na głowę statystycznego mieszkańca przypada rocznie przynajmniej 20 kg spożywanych ryb.
Krzysztof Losz