• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

Kto pilnuje sprawiedliwości?

Środa, 11 czerwca 2014 (14:11)

Przed Sądem Rejonowym Warszawa-Mokotów nie rozpoczął się proces generałów SB Władysława Ciastonia i Józefa Sasina, mimo że obaj stawili się na rozprawie. Prokurator IPN był gotowy do odczytania aktu oskarżenia o zbrodnie komunistyczne represjonowania opozycjonistów w stanie wojennym wobec dwóch komunistycznych generałów. Jednak warszawski sąd uznał, że proces należy przenieść ze stolicy do Gdańska ze względu na to, że większość świadków w tej sprawie mieszka na Pomorzu.

Z moich doświadczeń z procesu zbrodni Grudnia 1970 wynika, że często stosuje się różne proceduralne gry. W ramach nich postępowanie odwleka się tak daleko w czasie, żeby sąd był niezdolny do osądzenia ławy oskarżonych ze względów proceduralnych. Dzieje się to pod pretekstem ochrony zdrowia starszych osób zasiadających na ławie oskarżonych, zmiany charakteru i właściwości sądu, zmiany sposobu postępowania, odsyłania spraw do orzecznictwa Sądu Najwyższego czy ponownego wnioskowania do prokuratury w celu uzupełnienia postępowania przygotowawczego. Takie praktyki tzw. III RP stały się już pewną prawidłowością, która dotyczy zarówno procesu Grudnia ’70, jak i wielu innych.

Zdaniem Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów, oskarżeni są w stanie dojeżdżać na wyznaczone miejsce procesu pomimo podeszłego wieku, natomiast świadkowie nie. Stanowisko to jest tym bardziej zadziwiające, że obecność oskarżonych jest wskazana na każdym terminie procesu, a świadków tylko jednorazowo. Co więcej, istnieje możliwość przesłuchania świadka przez sędziego delegowanego oraz cały szereg możliwości proceduralnych, które pozwalają na efektywne kontynuowanie postępowania tam, gdzie zostało ono wszczęte.

Jeżeli chodzi o sprawę zbrodni komunistycznych z Grudnia ’70, parokrotnie odczytywano akt oskarżenia i również parokrotnie zmieniały się sądy – z gdańskiego na warszawski, po nim Trybunał Stanu itd. W rezultacie doprowadziło to do tego, że sprawa została umorzona ze względu na śmierć oskarżonych.

Niestety sprawy są wyłączane wobec głównych oskarżonych ze względu na ich stan zdrowia, który rzeczywiście z wiekiem coraz bardziej szwankuje. Jest to taka procedura, mówiąc potocznie, aby króliczka gonić, ale żeby go nie złapać. Na zewnątrz wszystko będzie zgodne z prawem, ale już niekoniecznie z duchem prawa, który ma zmierzać do właściwej oceny tego przestępstwa i należnej za nie kary.

Moim zdaniem, zasada ducha prawa w III RP funkcjonuje albo w bardzo nikłym stopniu, albo jest eliminowana na rzecz utylitaryzmu polityczno-koteryjnego. Coraz wyraźniej widzę, że zasady etyczne państwa ustępują relatywizmowi sytuacyjnemu, które służą ochronie wspólnych interesów tych, którzy umawiali się przy Okrągłym Stole.

Piotr Łukasz Andrzejewski