Wciąż nieznany los uprowadzonego kapłana
Środa, 11 czerwca 2014 (11:18)Uprowadzenie jezuity, ks. Alexisa Prem Kumara w Afganistanie niestety nie wywołało dyskusji na temat aktualnej sytuacji chrześcijan w tym państwie. Szkoda, ponieważ kraj, w którym przez długie lata stacjonowali polscy żołnierze (walczący i ginący za demokrację dla Afgańczyków), znajduje się na wysokim, piątym miejscu listy hańby międzynarodowego Dzieła chrześcijańskiego Open Doors. Oznacza to, że w Afganistanie nie ma żadnej wolności religijnej, a ucisk wyznawców religii innych niż islam sunnicki jest poważny.
2 czerwca br. z wioski położonej w okolicy miasta Herat sześciu zamaskowanych mężczyzn uprowadziło ks. Alexisa Prem Kumara. Trwają próby jego uwolnienia, nawiązania kontaktu z porywaczami i ewentualnych negocjacji z napastnikami, podał rzecznik organizacji Jezuicka Służba dla Uchodźców (JRS), James Stapleton. Ksiądz Kumar pracował jako współpracownik JRS, realizując projekty dla Afganistanu.
– Priorytetem jest dla nas jego przeżycie. Mamy nadzieję, że lokalne wspólnoty będą wspierać jego uwolnienie, ponieważ projekty edukacyjne, które realizował, cieszyły się tu wielkim powodzeniem – powiedział agencji Fides James Stapleton.
– Wprawdzie jesteśmy w szoku, boimy się o niego, ale nasza nadzieja nie słabnie. Kontynuujemy też nasz projekt. W ramach akcji JRS aktywiści katoliccy pomagają 6 tys. mieszkańcom, takich miejscowości jak Kabul, Herat, Bamiyan, niezależnie od ich przynależności etnicznej czy religijnej. Skupiamy naszą uwagę na uchodźcach, którzy powrócili z zagranicy do ojczyzny – dodał.
Jak na razie nie ma żadnych informacji o losie uprowadzonego kapłana. Dotychczas nikt nie przyznał się do jego uprowadzenia. Obserwatorzy podejrzewają terrorystyczne ugrupowanie „Lashkar-e-Taeba” (LET), które dokonało niedawno zamachu na indyjski konsulat w Heracie.
Powszechnymi przyczynami prześladowań w Afganistanie, jak wskazuje Open Doors, są islamski ekstremizm (w głównej mierze) i w nieco mniejszym stopniu podziały plemienne oraz zorganizowana korupcja. Często cytowane afgańskie powiedzenie brzmi: „Kiedy szatan upadł na ziemię, spadł właśnie na Kabul”.
Wszyscy afgańscy chrześcijanie mają pochodzenie muzułmańskie. Jeżeli dojdzie do ujawnienia tego, że ktoś nawrócił się na chrześcijaństwo, osoba ta musi zmierzyć się z bardzo silną presją społeczeństwa i rodziny. Zwykle inicjatorem prześladowań jest muzułmańskie duchowieństwo. Mogą być w to zaangażowane także lokalne władze.
Ci, którzy decydują się na porzucenie islamu i są postrzegani jako odstępcy, znajdują się w bardzo trudnym położeniu. Członek parlamentu Nazir Ahmad Hanafi w swoim agresywnym apelu wzywał do karania takich osób śmiercią. Ludzie są głęboko zakorzenieni w swoich rodzinach, wsiach, plemionach, narodowościach.
Jeśli ktoś ośmiela się odwrócić od swojego plemienia i wielowiekowych tradycji, by przyjąć „coś nowego”, a może nawet „obcego”, skutkuje to ogromnym naciskiem środowiska, by odstępca powrócił do tradycyjnych wierzeń i ideałów. W innym razie osoba taka będzie uznana za zdrajcę i zostanie wykluczona ze społeczności. Dotyczy to wszystkich odstępstw, ale w szczególności chrześcijaństwa, które wciąż jest tu postrzegane jako religia Zachodu oraz zagrożenie dla afgańskiej kultury, społeczeństwa i islamu.
Afgańscy chrześcijanie napotykają na niewyobrażalną presję we wszystkich sferach życia. Nie ma tu żadnych kościołów. W związku z tym, że nawrócenie się jest postrzegane jako akt apostazji, osoby, które zostały chrześcijanami, starają się utrzymać to przed wszystkimi w tajemnicy. Chrześcijanie narażają się na niebezpieczeństwo, modląc się, śpiewając czy posiadając jakiekolwiek chrześcijańskie materiały. Dzieci nawróconych osób także muszą być dyskretne i cały czas uważać na to, co i do kogo mówią.
Afganistan jest najlepszym przykładem kraju, gdzie ucisk jest tak duży, że nie potrzeba żadnej dodatkowej przemocy, by zepchnąć chrześcijan do podziemia. Nie zapowiada się na to, by ich sytuacja polepszyła się w najbliższej przyszłości.
Całkowite wycofanie sił międzynarodowych z Afganistanu w 2014 roku prawdopodobnie doprowadzi do nowego etapu, kiedy bieżąca władza będzie musiała poradzić sobie z powrotem groźnych i wciąż silnych talibów, jak również z innymi stronnictwami w kraju.
Dziś trzeba się modlić, aby ks. Alexis Prem Kumar przeżył.
Tomasz M. Korczyński