Geniusz, ale Barcelony
Środa, 11 czerwca 2014 (02:07)Argentyńczycy wierzą, że wreszcie stanie się dla reprezentacji tego kraju tym, kim przed laty był Diego Maradona. Liderem, który poprowadzi ją do mistrzostwa świata.
W Argentynie mają z Messim mały problem. Nikt nie podważa jego umiejętności i klasy, stawiając ją niemal na równo ze wspomnianą legendą. Tyle że Maradona, przy całych kontrowersjach związanych z jego osobą, potrafił łączyć genialną grę dla klubu z występami dla reprezentacji. Rodacy Messiego cały czas mają mu za złe, że tego na podobną skalę nie robi(ł). Choćby przed czterema laty, na mundialu w RPA, Lionel nie zdobył nawet bramki, choć liczono, że będzie liderem na miarę tytułu. As Barcelony o tym wie. Wie, że żeby być stawianym po wsze czasy obok Pelego i Maradony, musi dojść na szczyt z reprezentacją. Musi z nią zdobyć wszystko.
Urodził się 24 czerwca 1987 roku w Rosario. Kiedy miał 11 lat, zdiagnozowano u niego karłowatość przysadkową. Rodziny nie było stać na pokrycie kosztów leczenia, nie było stać także klubów argentyńskich. Ojciec piłkarza skontaktował się ze skautami Barcelony, ci wyrazili zainteresowanie, zobaczyli, co chłopak potrafi, i tak Lionel związał się z „Dumą Katalonii”. Ponoć kontrakt został spisany na… serwetce, bo Carles Rexach, dyrektor sportowy Barcy, zapomniał dokumentów.
Dziś Messi jest niekwestionowaną ikoną hiszpańskiego klubu. Cztery lata z rzędu był wybierany na najlepszego piłkarza świata w plebiscycie Złotej Piłki FIFA. Bił rekordy. W 2012 roku, we wszystkich rozgrywkach, zdobył niewiarygodne 91 bramek. Z Barcą trzy razy wygrywał Ligę Mistrzów, sześciokrotnie mistrzostwo Hiszpanii, zdobył dwa klubowe mistrzostwa świata i dwa Superpuchary Europy. Z reprezentacją Argentyny zajął drugie miejsce w Copa América i dotarł do ćwierćfinału mundialu. Dysproporcja widoczna.
Ostatni okres nie był jednak najlepszy w jego karierze. Długo leczył kontuzje, z klubem nie wywalczył żadnego trofeum. Do tego musiał tłumaczyć się przed sądem, bo hiszpański fiskus dopatrzył się nieprawidłowości w jego deklaracjach podatkowych za lata 2006-2009. W efekcie, razem z ojcem, zapłacił ponad pięć milionów euro zaległych podatków. Do tej pory rocznie zarabiał przeszło 40 milionów (łącznie z kontraktami sponsorskimi), a od nowego sezonu dostał podwyżkę. Na mocy nowej umowy z Barceloną za każdy rok gry dla „Dumy Katalonii” będzie dostawał 20 milionów euro netto. Klauzula odejścia wpisana w jego kontrakcie wynosi 250 milionów.