Bezimiennym bohaterom
Wtorek, 10 czerwca 2014 (14:25)W Boratyczach w obwodzie lwowskim na Ukrainie trwają prace ekshumacyjne przy mogiłach żołnierzy Wojska Polskiego poległych we wrześniu 1939 roku. To kolejny etap ekshumacji prowadzonych pod nadzorem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Konsulatu Generalnego RP we Lwowie.
Boratycze to niewielka miejscowość w obwodzie lwowskim, gdzie 14 września 1939 roku 24. Jarosławska Dywizja Piechoty, została zaatakowana przez oddział rozpoznawczy niemieckiej I Dywizji Strzelców Górskich. Polacy wprawdzie odparli atak i zmusili napastników do odwrotu, to ponieśli wyjątkowo dotkliwe straty. Dziś we wskazanych miejscach w obwodzie lwowskim prowadzone są prace ekshumacyjne.
By czas nie zatarł śladów pamięci
Maciej Dancewicz, naczelnik Wydziału Zagranicznego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkreśla, że prace ekshumacyjne prowadzone w Boratyczach mają na celu odnalezienie żołnierzy, którzy zginęli w walkach o Lwów.
Podczas dotychczasowych ekshumacji odnaleziono ciała 10 żołnierzy: prawdopodobnie dwóch Niemców z I Dywizji Strzelców Górskich oraz ośmiu polskich żołnierzy pochowanych razem we wspólnej mogile.
– Jednym z odnalezionych jest Stanisław Jasku(ó)lski. Jego mogiłę wskazał jeden z okolicznych mieszkańców, którego ojciec pogrzebał ciało zabitego. Pamiętał, jak się nazywał, ale nie wiedział, czy jego nazwisko pisze się przez „u” czy „ó”. Wiadomo tylko, że był to młody około dwudziestoletni człowiek. Być może znajdzie się ktoś, kto skojarzy to nazwisko z kimś ze swoich krewnych – mówi Maciej Dancewicz.
Jak dotychczas jest to jedyna osoba spośród ekshumowanych, której imię i nazwisko jest znane. Niewiele jest także przedmiotów, które zostały znalezione przy szczątkach żołnierzy. Poza guzikami z orzełkiem czy medalikami czy szczątkami ubiorów w zasadzie nic się nie zachowało. Nie ma np. nieśmiertelników żołnierskich, na których wyryte były dane poległego żołnierza, bo ktoś, kto dokonał pochówku, zabierał takie rzeczy.
– Dodatkowym problemem jest także plaga tzw. czarnych archeologów – ukraińskich kolekcjonerów, którzy przekopują pola bitewne, szukając pochówków, a kiedy znajdują, zabierają wszystko, co cenne. Bywa, że tacy ludzie anonimowo powiadamiają Konsulat RP we Lwowie lub np. księdza, że w tym i w tym miejscu są pochowani Polacy, ale niestety są to już szczątki ogołocone z wszystkiego, co pozwalałoby na ich dokładną identyfikację – dodaje Dancewicz.
Boratycze nie są jednak jedynym miejscem w kierunku z Przemyśla do Lwowa, znaczonym wieloma bezimiennymi mogiłami, w których spoczywają polscy żołnierze i gdzie od 2012 r. trwają prace ekshumacyjne. Wcześniej wykopaliska były prowadzone w Miżyńcu k. Mościsk, w Brzuchowicach, gdzie odnaleziono szczątki jednego żołnierza. Prace ekshumacyjne w Boratyczach prowadzone przez dwie firmy ukraińskich archeologów, pod nadzorem ROPWiM oraz Konsulatu RP we Lwowie, zakończą się jesienią tego roku.
O godną pamięć
Jak na razie ekshumowane szczątki bohaterskich żołnierzy spoczywają w małych trumienkach w kryptach okolicznych polskich kościołów w Miżyńcu i Malechowie, ale docelowo mają zostać pochowane na cmentarzu w Malechowie. Sprawa powinna zostać ostatecznie załatwiona po wyborze nowego gubernatora Lwowa, którego nazwisko prawdopodobnie będzie znane już w przyszłym tygodniu.
– Wówczas będziemy kontynuować rozmowy w sprawie pochówków szczątków polskich żołnierzy w osobnej kwaterze Wojska Polskiego na cmentarzu w Malechowie na północ od Lwowa. Kwatera będzie przewidziana na kilkuset żołnierzy, których ciała do tej pory nie mają godnego pochówku. Mamy wstępną zgodę i chcemy przekonać władze ukraińskie, aby przyznały nam działkę na terenie nowego cmentarza, który jeszcze nie został zagospodarowany. Jest takie piękne miejsce na skarpie z widokiem na miasto Lwów, o który ci żołnierze się bili i ginęli. Nie chcemy wiele, bo jest to miejsce o wymiarach 50 na 50 metrów – informuje Marcin Dancewicz.
Z chwilą, kiedy usankcjonują się nowe władze Lwowa, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wystąpi z oficjalnym pismem w tej sprawie.
Mariusz Kamieniecki