Chcą wyważyć drzwi do legalizacji aborcji
Poniedziałek, 9 czerwca 2014 (19:00)Z Agatą Rejman, położną ze Specjalistycznego Szpitala „Pro Familia” w Rzeszowie, która odmówiła asystowania przy zabijaniu dzieci poczętych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Minister zdrowia skierował do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej sprawę prof. Bogdana Chazana, dyrektora Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie, który stwierdził, że lekarz ma prawo, powołując się na klauzulę sumienia, odmówić zabicia nienarodzonego dziecka i wcale nie musi wskazywać szpitala, który to zrobi. Czy spodziewała się Pani, że Deklaracja Wiary wywoła taką falę ataków?
– Przyznam, że nie sądziłam, iż Deklaracja Wiary, która de facto jest odpowiedzią na apel, przesłanie św. Jana Pawła II, o ludzi sumienia wywoła taką agresję wobec tych, którzy w zdecydowany sposób mówią życiu TAK, śmierci NIE! i nie wstydzą się swojej wiary. Pamiętam, jak jeden z dyrektorów Specjalistycznego Szpitala „Pro Familia” w Rzeszowie już po nagłośnieniu przeze mnie, że w szpitalu dokonuje się aborcji, wyraził się, że wystarczyło przyjść do niego i powiedzieć, że jestem przeciwna aborcji i nie akceptuję ich działań. Zapewnił też, że klauzula sumienia będzie respektowana. Przyznam, że nie uwierzyłam w te deklaracje, bo przez te wszystkie lata zdążyłam poznać to środowisko i wiem, że rządzi nim zakłamanie i obłuda. Dyrekcja zapowiedziała, że w szpitalu będzie profamilijnie, ale nie powiedziano, że będzie to rodzina patologiczna. Przeżyłam prawdziwą traumę i mimo iż od tych wydarzeń minęło już trochę czasu, to w sercu wciąż jest niepokój.
Patrząc dziś na ataki na środowisko lekarzy, pielęgniarek i położnych, w tym na próbę zdyskredytowania prof. Chazana przez ministra zdrowia, zastanawiam się, w jakim kraju żyjemy i dokąd zmierzamy. Dlaczego tacy ludzie jak pan profesor mają być szykanowani. Dlaczego Arłukowicz i cała ta ekipa rządząca obecnie Polską nie może pogodzić się z faktem, że są ludzie, że jest ich większość, którzy uważają, że Prawo Boże ma pierwszeństwo nad prawem stanowionym przez człowieka. Zapomina się przy tym, że są lekarze, pielęgniarki i położne, dla których zabijanie nienarodzonych nie jest obojętne, którzy nie chcą tego robić, ani w żaden sposób przykładać do tego ręki. Takich ludzi powinno się stawiać za przykład, wzór do naśladowania i nagradzać, a nie karać.
Czy państwo, które ma obowiązek chronić życie i zdrowie obywateli, może ścigać kogoś, kto nie chce przykładać ręki do zabijania nienarodzonych dzieci?
– To wszystko sięga granic absurdu. Mamy do czynienia z odwróceniem porządku, z sytuacją, kiedy karze się kogoś za to, że nie chce zabić innego człowieka. W takim układzie jak można żyć w kraju, gdzie nie tylko nie szanuje się zasad, ale za dobro wymierza się karę. Powstaje także pytanie: jakich my chcemy mieć lekarzy, czy takich, którzy szanują życie poczęte, dbają o człowieka obłożnie chorego, czy takich, którzy bez mrugnięcia okiem są w stanie zabić. W imię czego – pytam, czy w imię fałszywie pojętej tolerancji i wolności? Kto dał im takie prawo?
Głoszone są opinie, że Deklaracja Wiary stoi w sprzeczności ze składaną przez każdego lekarza przysięgą Hipokratesa.
– Przysięga Hipokratesa mówi wyraźnie, żeby nie szkodzić. A zatem nie krzywdzić drugiego człowieka, dbać o jego zdrowie i ratować jego życie, gdy zajdzie taka potrzeba. Skoro są ludzie, którzy uważają, że Deklaracja Wiary jest niepotrzebna, to warto, żeby odpowiedzieli sobie na pytanie: czy jak sami będą chorzy, starzy, niedołężni czy woleliby, żeby opiekował się nimi ktoś, kto ludzkie życie uważa za dar od Boga i wielką wartość, czy ktoś, dla kogo kanony etyczne nie mają wielkiego znaczenia.
W opinii środowisk proaborcyjnych gorszą traumą dla matki jest urodzenie chorego dziecka i patrzenie, jak ono cierpi.
– Owszem, tak też uważa wielu lekarzy. Nie jest to jednak takie proste. Jako matka, ale też jako położna uważam, że większą traumą dla matki jest zabicie własnego dziecka przed urodzeniem niż urodzenie go i pożegnanie, kiedy umiera w sposób naturalny. Mam kontakt z kobietą, która dokonała aborcji w wieku młodzieńczym, a potem miała trzy próby samobójcze. Oczywiście nie od razu, ale po jakimś czasie, kiedy uświadomiła sobie, co zrobiła, że zabiła własne dziecko. Mam też koleżankę, która urodziła chore dziecko, mając świadomość, że wkrótce umrze. Owszem, dla niej i dla jej męża, którzy przez dwa tygodnie odwiedzali swoje dziecko w szpitalu i wiedzieli, że czas pożegnania nieuchronnie się zbliża, było to bardzo bolesne przeżycie, ale teraz po tej traumie i po okresie żałoby koleżanka ta wróciła do zawodu i nadal pracuje jako położna. Kiedy widzi nowo narodzone dzieci, na pewno to przeżywa, ale zupełnie inaczej, niż gdyby odebrała życie swojemu dziecku. Świadomość, że zabiło się własne dziecko, prędzej czy później, ale dotrze do każdej matki.
Jak Pani odbiera atak na prof. Chazana, który w jednym ze swoich wywiadów powiedział jasno, że nie można wyręczać Boga ani w tworzeniu ludzi, ani w wyznaczaniu dnia ich śmierci?
– W mojej ocenie, jest to próba ataku na środowiska, zresztą nie tylko medyczne, ale w ogóle na ludzi, którzy jasno stawiają sprawę, mówiąc życiu – TAK, a zbrodni NIE. Jest to próba wymuszenia poprzez atak przyzwolenia dla zabijania nienarodzonych dzieci. Mam nadzieję, że prof. Chazan, który żyje wartościami i który jest autorytetem medycznym, obroni się i że prawda zwycięży. Obawiam się jednak o los położnych, choćby ze szpitala „Pro Familia" w Rzeszowie, które wyraziły sprzeciw wobec aborcji. Te dziewczyny cały czas drżą o pracę. W szpitalu krąży plotka, że dyrekcja, choćby to miało zająć kilka lat i tak dopnie swego, a położne, które podpisały deklarację, że nie będą asystować, i tak stracą pracę. Trudno powiedzieć, ile w tym wszystkim jest prawdy, ale dziewczyny się boją. W Polsce niestety mamy do czynienia z atakiem na katolicyzm. Robi się wszystko, żeby uchylone drzwi do zalegalizowania aborcji otworzyć na oścież, żeby fala aborcji popłynęła całym strumieniem. Temu musimy się przeciwstawić.
Pani sama doświadczyła, czym jest odmowa asystowania przy zabijaniu dzieci poczętych. Jak Pani sobie dziś z tym wszystkim radzi?
– Przeżyłam prawdziwą traumę, ale mimo iż od tych wydarzeń minęło już trochę czasu, to w sercu wciąż jest niepokój. Na początku było jeszcze trudniej. Wówczas zgłosiłam się do Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Rzeszowie z prośbą o wsparcie prawne i psychologiczne. Przewodnicząca Izabela Kowalska pokazała klasę, pomogła mi znaleźć psychologa, a także gotowość wsparcia prawnego. Prawnik już na samym początku powiedział, że klauzula sumienia jest wpisana w zawód pielęgniarki, jest jak urlop wypoczynkowy, z którego mam prawo skorzystać. Oprócz pisma o sprostowanie słów, że w szpitalu „Pro Familia″ zabijane są chore dzieci, nie otrzymałam żadnego innego. Mam jednak świadomość, że może to być cisza przed burzą. Jeden z lekarzy wyraził się, że kiedy tylko wrócę do pracy, to oni mnie zniszczą. Gdyby nie leki i opieka lekarska, to trudno byłoby mi przeżyć każdy kolejny dzień. Bez leków trudno byłoby mówić nawet o śnie. Wciąż jestem na zwolnieniu lekarskim. Nie wiem, czy po tym, co przeżyłam i co wciąż się we mnie odzywa, będą mogła wrócić do tej pracy, mimo iż położnictwo to moja pasja. Jedynym pozytywnym skutkiem jest to, że po moim oświadczeniu w szpitalu nie wykonuje się aborcji.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki