Polskę i Polaków stać na zmiany
Niedziela, 8 czerwca 2014 (22:04)Z Wojciechem Buczakiem, wybranym na kolejną kadencję przewodniczącego Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, członkiem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie zadania stojące przed NSZZ „Solidarność” zarówno w wymiarze ogólnopolskim, jak i w regionalnym – rzeszowskim, uważa Pan za najważniejsze?
– Sytuacja w Polsce na skutek rządów koalicji PO – PSL jest – delikatnie mówiąc – nie najlepsza. Dotyczy to wszystkich sfer życia społecznego, w tym również sfery pracowniczej. Pracy w Polsce niestety brakuje, stąd nic dziwnego, że tak duża emigracja zarobkowa zwłaszcza młodych ludzi, którzy nie mogąc liczyć na rozwój w Polsce, szukają szczęścia za granicą. W tej sytuacji zadania związku się nie zmieniają. Przede wszystkim zależy nam, aby pracownicy, którzy mają w Polsce zatrudnienie, utrzymali je, a z drugiej strony, żeby byli należycie traktowani, jak ludzie, a nie jak przedmioty, i uczciwie wynagradzani przez pracodawców, ponadto żeby polskie prawo stało po ich stronie i nie pozwalało na ich wyzysk. Dotyczy to szczególnie takiego regionu jak Podkarpacie, które od lat traktowane jest przez obecny rząd po macoszemu, regionu, o którym władza przypomina sobie przy okazji kolejnych wyborów, próbując zdobyć tu jakieś poparcie. Ludzie to widzą i nie dają się nabierać na tanie numery. Dobrze, żeby w końcu zrozumiała to cała Polska. „Solidarności” zależy, żeby w Polsce powstawały nowe miejsca pracy, a nie żeby były likwidowane.
Jaki wpływ może mieć na to związek zawodowy?
– Oczywiście jako związek nie mamy bezpośrednich narzędzi działania, ale pośrednio możemy wpływać np. na decyzje polityków czy samorządowców. Mamy na Podkarpaciu ludzi, którzy dużo dobrego robią na rzecz rozwoju przemysłu i tworzenia nowych miejsc pracy. Chciałbym, żeby „Solidarność” na tym polu nadal była aktywna. Na pewno największym wyzwaniem dla nas – przynajmniej przez najbliższy rok – jest antypracownicza postawa rządzących Polską i to zarówno w parlamencie, jak i na szczeblu władzy wykonawczej. Niestety, ludzie pracy nie mogą liczyć też na prezydenta Komorowskiego, który podpisuje antypracownicze uchwały proponowane przez rząd i uchwalane przez Sejm. Wystarczy przypomnieć tylko wydłużenie wieku emerytalnego czy niekorzystne zmiany w kodeksie pracy, jak chociażby wydłużenie okresu rozliczeniowego poza 12 miesięcy. Zadaniem związkowców jest przeciwstawić się takiej polityce i pomóc w zmianie na lepsze. Przykładem, że możemy to robić, i to z powodzeniem, są chociażby ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego i akcja „Sprawdzam polityka”, gdzie rozliczając niektórych europarlamentarzystów z nieróbstwa i obietnic, które składali, a których nie dotrzymali, udało się nam zablokować ich ponowny wybór. Myślę, że nagłaśniając zarówno pozytywne, jak i negatywne zachowania polskich polityków, pośrednio możemy i będziemy wpływać i przekonywać członków „Solidarności”, ale nie tylko ich, że warto pójść do urn, dokonywać mądrych wyborów i nie dawać nabierać się na chwyty wyborcze i kolejne hasła bez pokrycia. Im więcej ludzi pójdzie na wybory i świadomie zadecyduje, tym większa szansa zmiany na lepsze. Warto stawiać na ludzi, którzy swoją działalnością sprzyjają prawom pracowniczym i działają na rzecz dobra wspólnego a nie tylko pracują na rzecz partyjnych czy osobistych interesów.
„Solidarność” może być gwoździem do politycznej trumny ekipy Donalda Tuska?
– Trudno powiedzieć, bo przyszłość trudno dokładnie przewidzieć. Nasz związek bardzo mocno akcentuje, że rząd Donalda Tuska i jego partyjne zaplecze oraz koalicyjny PSL w parlamencie wiele razy przeforsowali antypracownicze projekty szkodzące nie tylko pracownikom, ale również godzące w ideały, o które walczyła „Solidarność”. Zwracając się do wyborców, będziemy ich zachęcać do rozliczeń tych, którzy przejmując władzę, wzięli na siebie obowiązek służenia społeczeństwu i zawiedli.
Przed nami kolejne wybory. Co może być alternatywą dla rządów PO – PSL?
– Taka alternatywa była, jest i dobrze się sprawdza na Podkarpaciu, gdzie marszałkiem województwa jest Władysław Ortyl związany z PiS, gdzie radni sejmiku z tego ugrupowania naprawiają to, co zniszczyła poprzednia koalicja PO – PSL – SLD. Jeżeli chodzi o wybory samorządowe, to jest tylu mądrych, prawych, uczciwych ludzi związanych z PiS, ale także niezrzeszonych, którzy mogą zmienić rzeczywistość i służyć społeczeństwu. Niestety wielu nie chce wchodzić w świat polityki, pełnić funkcji publiczne i właśnie ich trzeba przekonywać, aby podjęli się tego zadania. Staram się to robić podczas spotkań „S” w zakładach pracy, przekonując, że skoro razem wywalczyliśmy wolność, to dzisiaj wspólnie powinniśmy ją zagospodarować. Nie możemy stawiać się jedynie w roli oceniających, krytykujących, ale musimy brać na siebie odpowiedzialność. Można to zrobić już w najbliższych wyborach samorządowych. PiS również na szczeblu krajowym jest w stanie wygrać wybory parlamentarne w przyszłym roku i samodzielnie stworzyć rząd.
Ostatnie obchody 25 lat wolności pokazały, że NSZZ „S” jest pomijana, a wręcz odstawiana na bok…
– Traktowanie naszego związku, jego zasług związanych z obaleniem systemu komunistycznego i przemian w Polsce świadczy źle o obecnej władzy. Mało tego, nie są to działania skuteczne, bo także młode społeczeństwo, które przecież nie uczestniczyło w wydarzeniach sprzed 25 lat czy wcześniej w tworzeniu „Solidarności” dobrze wie, jak zrodził się ten ruch społeczny i komu zawdzięcza wolność. Warto też uświadomić sobie, że to nie Okrągły Stół i wybory czerwcowe z 1989 r. dały początek polskiej wolności. To wszystko zrodziło się wcześniej, 10 lat wcześniej, dokładnie 2 czerwca 1979 r., kiedy sił i odwagi dodał nam św. Jan Paweł II, uświadamiając, jak wielką potęgę stanowimy, mówiąc jednym głosem. Potem powstała „Solidarność”, wprowadzony został stan wojenny, były też ofiary. Życie oddał ks. Jerzy Popiełuszko, który pokazał nam, jak dobrem zło zwyciężać i nie odpowiadać siłą na siłę. Dopiero to wszystko razem wzięte doprowadziło do częściowo wolnych wyborów i do stworzenia warunków do budowania wolnej Polski.
Komu i dlaczego przeszkadza pamięć o prawdziwych bohaterach polskiej wolności?
– Dzisiaj, pomijając NSZZ „S”, zamazując udział milionów członków związku, bo to nie tylko ówcześni liderzy, ale polskiemu społeczeństwu zrzeszonemu w latach 80. w „Solidarności” możemy zawdzięczać wolność, serwuje się ludziom kłamstwo. Podczas obchodów organizowanych przez obecne władze używano symboli graficznych podobnych do znaku „Solidarności”, ale nie zauważyłem, żeby gdziekolwiek pojawiła się nazwa i logo „Solidarności” i stwierdzenie, że to właśnie Ruch Społeczny, Związek Zawodowy „Solidarność” wziął na własne barki trud przeprowadzenia wyborów, a wcześniej wyłaniania kandydatów. O tym się dzisiaj nawet nie mówi, kreowani są wątpliwej klasy liderzy, a nikt nawet się nie zająknie o wielkich postaciach, liderów „S” jak Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz czy Lech Kaczyński, bez których nie byłoby polskiej wolności. Tak być nie powinno, ale młodzież także to zauważa. 5 czerwca uczestniczyłem w uroczystości zorganizowanej w szkole, gimnazjum w Wielopolu Skrzyńskim, które nosi imię ks. Jerzego Popiełuszki, gdzie młodzież kierowana przez mądrych nauczycieli sama przygotowała spektakl słowno-muzyczny, ukazując historię dochodzenia do wolności. Młodzież pokazała, że to „Żołnierze Wyklęci, św. Jan Paweł II – Jego duchowe przywództwo, powstanie „S” dało podstawy polskiej wolności. Widać młodzież kierowana przez wychowawców, nauczycieli historii zna i pokazuje prawdziwą historię opartą na faktach w przeciwieństwie do polityków, którzy próbując tworzyć nowe fakty, zakłamują prawdę historyczną.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki